Paliwo we wsi, zysk na New Connect

Karol Jedliński
27-08-2008, 07:59

Przykucnęła pod remizą. Z plastiku, z  wężem, licznikiem i z kartą SIM. Stacja benzynowa á la Ekopol Górnośląski. Efekt? Ładny debiut na New Connect w środę.

Cóż to sobie strażacy sprawili — zastanawiali się niewtajemniczeni. Takie zielone, kwadratowe jakieś. Skrzyżowanie bukłaka z komórką? Prawie. To nowoczesna mikrostacja z logo Ekopolu Górnośląskiego, który chce mieć takich obiektów ćwierć tysiąca. Dziś firma z siedzibą w Radzionkowie debiutuje na New Connect.

— Z tego źródła pozyskaliśmy jakieś 1,8 mln zł. Przyznaję, niedużo. Nie potrzebujemy gotówki. Raczej budujemy sobie wizerunek i nie wykluczamy GPW w przyszłości — zaznacza Andrzej Piecuch, prezes Ekopolu.

Rolników z podkarpackiej wsi notowania na warszawskich rynkach nie emocjonują. Oni potrzebują paliwa do ciągników. Świnie na targ trzeba zawieźć, pole zaorać. Za komuny najbliższy CPN był dziesięć kilometrów od miejscowości i tak zostało. Nikt nowej stacji nie postawi, gdy nie ma ruchliwej drogi lub dużego miasta. Nie opłaca się, więc trzeba jeździć na stację, ciągając kilkusetlitrowe beczki. Wyprawa na parę godzin. Płaci się z góry i po kilka tysięcy złotych. Bo przecież inaczej nie można. Na pewno?

— W takim właśnie miejscu, pod remizą, stawiamy naszą mikrostację. Strażak czuwa nad dystrybucją. A my sprzedajemy z takiej przenośnej stacji paliwo po cenach niższych niż na tej oddalonej o kilka kilometrów — punktuje Andrzej Piecuch.

Zapłać i zapomnij

Gdy Shellowi czy  Orlenowi się nie kalkuluje, w tym samym czasie Ekopolowi się opłaca. Ma on swoje cysterny i dostęp do tańszego paliwa. Szkielet modelu jest prosty: kupuje benzyny i oleje napędowe u producentów lub wielkich hurtowników. Dziennie bierze od Orlenu, Slovnaftu czy BP nawet 300 tys. litrów, dostaje więc znaczne opusty. Sprzedaje taniej niż na stacjach benzynowych, bo rezygnuje z części marży.

— Dla  Lotosu czy J&S Energy klient odbierający 30 tys. litrów miesięcznie w kilku ratach jest za mały. Zwykle odsyłali takich na stacje benzynowe. Teraz kierują ich do nas — wyjaśnia prezes Ekopolu.

Jego ambicje nie ograniczają się tylko do łopatologicznego „kupię, sprzedam”. Stąd też koncepcja usługi mikrostacji. Sześciany z wysoko udarowego poliuretanu to nie tylko propozycja dla rolników. Z ponad stu, które już stoją w Polsce, wiele zastępuje dotychczasowe zakładowe punkty zaopatrzenia w paliwa. Usługa po stronie kupującego ogranicza się do jednej, podstawowej reguły: ty płacisz, my martwimy się o resztę.

— Korzystanie z naszych usług daje oszczędność na poziomie półtora etatu. Nikt z firmy nie musi prowadzić gospodarki magazynowej, martwić się o bezpieczeństwo stacji. Tym bardziej że właśnie zaostrzają się przepisy i stare, jednopłaszczowe zbiorniki nie będą dopuszczone do użytkowania — zaczyna wyliczankę Andrzej Piecuch.

Ceny ropy szaleją, a więc szefowie firm np. transportowych, szaleją ze złości. Koszty gonią koszty. Jest na to sposób.

— Zapomnijcie o zbiornikach, o paliwie i przepałach, o wyliczeniach. Za pomocą systemów informatycznych rozliczymy każdego kierowcę z tego, ile pali i na jakim samochodzie. Kupujący musi tylko podpisać protokół odbioru paliwa — zapewnia Andrzej Piecuch.

No i przechować tzw. próbkę rozjemczą. Zaplombowaną.

— Z doświadczenia wiemy, że jak się ściśnie system dystrybucji, to zaraz są narzekania kierowców, że paliwo złe, że chrzczone. A my na to wyciągamy próbkę — uśmiecha się znacząco Andrzej Piecuch.

Jaki procent lać

Kierowcy się buntują, bo kończy się odlewanie „dizelka” na boku. Z dnia na dzień zużycie paliwa w firmie spada nawet o 20 proc. Każdy kierowca i samochód ma np. własny kod pin. Karta SIM przydaje się, bo to za jej pomocą dane z każdej z rozsianych po Polsce mikrostacji trafiają do Radzionkowa. Wiadomo, w której paliwo jest na wykończeniu. W siedzibie Ekopolu, przy wsparciu technologii informatycznych, zapadają decyzje, kto, gdzie i z jakim paliwem ma jechać.

— Do zarządzania tym procesem potrzebuję 2-3 osób — zaznacza Andrzej Piecuch.

Skoro jego usługa opiera się na idei outsourcingu, sam stara się jak najwydajniej korzystać z usług firm zewnętrznych. Dlatego do osiągnięcia przychodów ze sprzedaży ponad 60 mln w 2007 r. wystarczyło 35 pracowników Ekopolu. Jako że spółka celuje w całościową ofertę, łączoną z długofalową obsługą, nastawia się na klientów, którzy miesięcznie kupią od niej minimum 30 tys. litrów paliwa.

— W ten sposób zarabiamy na siebie i na ratę leasingową za mikrostację, która wynosi jakieś 450 zł miesięcznie — precyzuje Andrzej Piecuch.

Zbiorniki na paliwo tego typu, o pojemności od 2,5 do 20 tys. litrów, mają wszelkie niezbędne atesty. Wytrzymają kilkadziesiąt lat. Niepotrzebne są zezwolenia na budowę czy decyzje środowiskowe.

— Do tego nasz klient nie kupuje zbiornika i nie jest związany długoterminową umową. Jeśli rezygnuje z usługi, po prostu zabieramy stację i przenosimy ją w inne miejsce — mówi szef Ekopolu.

Widział na Zachodzie zbiorniki, w których rolnicy gromadzą i sprzedają biopaliwa. W nie też wchodzi.

— Na miejscu w Radzionkowie jest stacja przeładunkowa paliw, duża i nowoczesna. Tam możemy produkować biopaliwa i sprzedawać je w tzw. dynamicznym sposobie mieszania. W skrócie: dostajesz tyle procent biokomponentów, ile chcesz — wyjaśnia Andrzej Piecuch.

ABW pomaga

Zanim do tego dojdzie, uważnie ogląda wiadomości w telewizji. Każda informacja zaczynająca się od „funkcjonariusze ABW zatrzymali szajkę prowadzącą nielegalny obrót paliwem” jest dobra. Już następnego dnia, wręcz skokowo rośnie liczba klientów, którzy właśnie stracili dostawcę i pukają m.in. do Ekopolu. Do spółki z Radzionkowa zgłaszają się także odbiorcy z innej branży. Może mniej sexy, ale za to dającej wyższe marże. Wyroby stalowe — na Śląsku, w otoczeniu hut taką ofertę ma setki mniejszych i większych firm. W przypadku Ekopolu, sprzedaż wyrobów hutniczych połączona z usługami daje ledwie jedną czwartą wszystkich przychodów, ale przynosi też większość zysków.

— Inwestujemy w maszyny do przetwórstwa blach cienkich ocynkowanych i powlekanych. Produkujemy elementy gięte, w sam raz na statki i na rynny — mówi Andrzej Piecuch.

Plany mówią o podwojeniu przychodów 2007-09 r., do prawie 130 mln zł. Nie tak miało być. W końcu lat 80. obecni właściciele Ekopolu, zawiązali spółkę celową powołaną do administrowania i renowacji pałacu w Krzeszowicach. Zmieniły się jednak czasy, zgłosił się potomek Potockich. Projekt upadł, przerzucili się na paliwa. Mniej romantycznie, bardziej pragmatycznie. A pałac? Wciąż w rękach skarbu państwa, ale z roszczeniami dawnych właścicieli. Niszczeje. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Paliwo we wsi, zysk na New Connect