Pieniądze z Unii należy wydawać szybko

opublikowano: 22-05-2014, 00:00

Ostatnich wielkich wspólnotowych pieniędzy nie można zmarnować. Trzeba inwestować szybko i w perspektywiczne branże — zgadzają się politycy i przedsiębiorcy.

Polska nie jest drugim Egiptem — u nas po siedmiu latach tłustych przychodzi siedem lat jeszcze tłustszych. W ramach unijnej perspektywy budżetowej na lata 2014-20 napłynie do prawie 106 mld EUR. To oznacza, że Polska będzie do końca dekady największym beneficjentem wspólnotowych funduszy. Problem polega jednak na tym, na co i jak je wydać, by w kolejnych latach konsumować owoce obecnych inwestycji, a nie głodować, tęsknie wspominając czasy unijnego eldorado.

Podczas pierwszej tegorocznej odsłony debat z cyklu „Czas na patriotyzm gospodarczy” rozwiązania tego problemu szukali politycy, menedżerowie i przedsiębiorcy. Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki, podkreślał, że tym razem inwestycji nie można odkładać na ostatnią chwilę.

— Nie mamy czasu tracić czasu — nie może być tak jak poprzednio, że dopiero na końcu unijnej perspektywy w Polsce zaczęły być widoczne rezultaty współfinansowanych z funduszy inwestycji. Te pieniądze trzeba wydawać szybko, wykorzystując zdrowy polski rozsądek i współdziałanie między rynkiem a sferą publiczną, by nowe produkty jak najszybciej trafiły na rynek — mówił Janusz Piechociński.

Ostatni dzwonek

Wicepremier podkreślał, że Polska ściga bogatszą Europę i nie może w tym pościgu potykać się o złe przepisy.

— Dziś największym wyzwaniem jest uzdrowienie otoczenia regulacyjnego polskiej przedsiębiorczości. Jeśli nie zrobimy tego w ciągu 3-5 lat, przegramy i zostaniemy zredukowani do roli kraju usługowego, zwłaszcza gdy powstanie megastrefa ekonomiczna z USA. Naszym celem powinno być osiągnięcie w ciągu dekady PKB na poziomie 110 proc. średniej unijnej i zwiększenie udziału eksportu w produkcie krajowym do 60 proc. — mówił Janusz Piechociński. Unijne miliardy mogą w tym pomóc, ale bez rozsądku polskich władz i przedsiębiorców, zamiast doganiać Europę, będziemy tracić do niej dystans.

— Tych pieniędzy nie można przejeść, rozdać wszystkim po równo i wspierać wszystkie branże. Potrzebujemy jasnej polityki sektorowej, by pieniądze szły tam, gdzie można je najlepiej wykorzystać — do branż, które będą inwestowały w badania i rozwój, wspierając jednocześnie szkoły wyższe i jednostki naukowe, pracujące nad nowymitechnologiami — mówił Janusz Piechociński.

Od niedawna wielkie pieniądze płyną na zaniedbywaną przez lata infrastrukturę kolejową. Tymczasem — przynajmniej na pierwszy rzut oka — na torach jest o wiele gorzej, niż było. Widzą to nawet w PKP.

— Gdy 25 lat temu jeździłem z rodzinnego Sosnowca do Warszawy, podróż trwała o godzinę krócej. Przez lata nakłady na kolej były zbyt niskie, by utrzymać infrastrukturę w stanie niepogorszonym. Nawet po wejściu do UE sytuacja się nie zmieniła, bo długo pieniądze szły na alternatywne inwestycje. Sytuacja zmieniła się dwa lata temu i teraz próbujemy szybko nadrobić braki — w ubiegłym roku wydaliśmy na infrastrukturę 5 mld zł, teraz będzie to 7 mld zł — mówił Jakub Karnowski, prezes PKP. Jego zdaniem, dzięki pieniądzom z Unii Polska nadrobi cywilizacyjne zapóźnienia, datujące się na XIX wiek.

— To rok wielkiej kumulacji inwestycji, dlatego czasy przejazdów w całym kraju się wydłużają. Wkrótce będzie jednak o wiele lepiej, bo nie tylko remontujemy — po prawie wieku zacieramy też granice między zaborami, np. w ramach inwestycji w linię między Częstochową a Opolem — mówił Jakub Karnowski.

Szkolne błędy

Andrzej Klesyk, prezes PZU, wskazał na dwa priorytety w wydawaniu unijnych pieniędzy. Upierał się, że nie przeznaczyłby ich na modną innowacyjność.

— Innowacyjność to ładne hasło, ale mam nadzieję, że to nie politycy będą o niej decydować, bo to nie jest ich zadanie. Priorytety są dwa. Pierwszy to infrastruktura — tyle że nie rozumiana wyłącznie jako dobre drogi, ale dużo szerzej: jako stabilne otoczenie prawne i podatkowe. Drugi priorytet to edukacja, bo dziś kształcimy gigantyczną liczbę ludzi, którzy są coraz bardziej sfrustrowani i nie potrafią poradzić sobie w świecie.

Z całym szacunkiem, dwóch studentów filozofii nie wymyśli kolejnego Google'a — trzeba inwestować w ludzi z wykształceniem technicznym czy np. w biotechnologów — mówił Andrzej Klesyk. Z tezą, że „czego Jaś się nie nauczy, na tym Polska nie zarobi”, zgadzał się też Zbigniew Jagiełło, szef PKO BP.

— Kształcimy nie twórców, tylko odtwórców — tymczasem w życiu trzeba robić coś, czego jeszcze nikt inny nie zrobił. Pieniądze trzeba inwestować w edukację i wiedzę, ale z sensem — mówił Zbigniew Jagiełło.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu