PKO BP zabraknie sił bez silnego partnera

Urszula Chojnacka, Paweł Zielewski
09-08-2001, 00:00

PKO BP zabraknie sił bez silnego partnera

Koncepcja prywatyzacji PKO BP — zakładająca sprzedanie do 30 proc. akcji banku osobom fizycznym z polskim obywatelstwem i zachowanie dominującego udziału Skarbu Państwa — budzi kontrowersje wśród analityków. Mało kto wierzy w powodzenie projektu.

Przyjęty przez Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów wniosek Ministerstwa Skarbu Państwa o wyrażenie przez rząd zgody na sprywatyzowanie PKO BP budzi mieszane odczucia wśród ekspertów rynku.

Twierdzą oni, że sposób prywatyzacji zapewnia konieczne dokapitalizowanie największego polskiego detalisty, ale nie ma tu mowy o wsparciu merytorycznym.

Potrzebna pomoc

— Potrzeba szybkiego sprywatyzowania PKO BP jest głoszona przez polityków od co najmniej trzech lat. Nie da się już zliczyć, ile było recept na uzdrowienie banku. W ostatniej chwili przed wyborami wreszcie zaakceptowano konkretny wariant prywatyzacji. Niestety, trudno o nim powiedzieć, że jest dobry — mówi analityk proszący o anonimowość.

Silna grupa z niczego

Większość obserwatorów jednak nie wierzy, by pomysł prywatyzacji banku przez sprzedaż 30 proc. akcji obywatelom z polskim obywatelstwem miał szanse powodzenia. Założenie, że zakończenie procesu miałoby nastąpić w 2004-05 roku, też jest nierealne.

— Wszelkie deklaracje, szczególnie w roku wyborczym, można odłożyć do lamusa. Nie wiadomo, jaki będzie wynik wrześniowych wyborów. Jednak jeśli władzę przejmie lewica, o prywatyzacji banku — przynajmniej w zatwierdzony przez rząd sposób — będzie można zapomnieć — uważa jeden z bankowców konkurencyjnej instytucji.

Specjaliści przypominają deklaracje lewicy, która — wspominając PKO BP — uparcie mówi o zbudowaniu silnej, polskiej grupy bankowo-ubezpieczeniowej.

Nie wiadomo jednak, kto i jak miałby tę grupę stworzyć. Tym bardziej trudno mówić o jakichkolwiek ramach czasowych. W związku z tym prywatyzacja PKO BP najpewniej pozostanie jedynie w sferze projektów, przynajmniej przez kolejne dwa lata. Sam proces — o ile rzeczywiście się rozpocznie — potrwa kolejne trzy do pięciu lat.

Bank może teraz już tylko tracić.

Bez know-how

Zdaniem ekspertów, najgorszym skutkiem pozostania przy modelu większościowego akcjonariatu resortu skarbu byłby brak wsparcia merytorycznego dla PKO BP.

— Przyjęty wariant nie zmienia głównego problemu PKO BP, czyli braku sprawnego zarządzania. To mógłby zapewnić tylko inwestor strategiczny wspierający bank doświadczeniem i pomysłami na skuteczną rywalizację z konkurencją — uważa Grzegorz Cimochowski, doradca inwestycyjny Górnośląskiego Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

Obserwatorzy rynku podkreślają, że przy zachowaniu dominującego udziału Skarbu Państwa bank nie może liczyć na know-how, które jest mu niezbędne do skutecznego konkurowania na rynku detalicznym. Jeszcze większe kontrowersje budzi pomysł sprzedania do 30 proc. akcji największego polskiego detalisty osobom fizycznym legitymującym się polskim obywatelstwem. Przyjęcie założenia, że poza decydującym udziałem resortu skarbu akcjonariat będzie rozproszony między drobnych inwestorów, było przez obserwatorów rynku najbardziej krytykowanym pomysłem.

— Skoro struktura akcjonariatu PKO BP pozostanie rozproszona, MSP nadal będzie miało pełną kontrolę nad bankiem — mówi Marek Świętoń, analityk ING Asset Management.

Podobnie uważa Paweł Gwiazda, analityk PBK Asset Management, który podkreśla, że dopóki resort skarbu zachowa pakiet dominujący, dopóty nie można liczyć na partnera, który da bankowi tak potrzebne mu wsparcie merytoryczne.

Co prawda, nawet Henryka Pieronkiewicz, prezes PKO BP, brała pod uwagę akcjonariat rozproszony w banku, ale nie aż tak drobny.

— Można pomyśleć o akcjonariacie rozproszonym, np. dwóch, trzech inwestorach z większymi pakietami, przy jednoczesnym podpisaniu umowy z ministerstwem skarbu o nadzorze właścicielskim — mówiła w wywiadzie dla „PB” w marcu 2001 r. Henryka Pieronkiewicz.

Jak bardzo nierealne to plany, widać po ostatnich decyzjach rządu.

Zdaniem części obserwatorów i bankowców, Henryka Pieronkiewicz, która na stanowisko prezesa PKO BP przyszła z misją doprowadzenia do prywatyzacji banku (przyszła z krakowskiego BPH otoczona nimbem skutecznego pozyskania dla banku inwestora strategicznego), poniosła klęskę.

— Tego banku nie da się normalnie sprywatyzować. Z polityką się nie wygra. Były całkiem rozsądne pomysły, jak to wspomóc bank, utrzymując nad nim zarazem kontrolę państwa, ale nic z tego nie wychodziło. Pieniądze wyrzucone na kolejne analizy można liczyć już chyba w milionach złotych — twierdzi jeden z bankowców.

Dobre na początek

Zdaniem analityków rynku, przyjęta przez rząd koncepcja prywatyzacji PKO BP jest do przyjęcia jedynie pod warunkiem, że byłby to jej pierwszy etap.

— Widzę to jako początkowy etap przemian, polegający na prywatyzacji połączonej z wprowadzeniem banku na giełdę, który jednak w ostateczności powinien doprowadzić do pojawienia się akcjonariusza większościowego — podkreśla Marek Świętoń.

Podobnie sądzą inni obserwatorzy rynku.

— Rozproszenie nie służy wzrostowi wartości akcji tego banku, a tym samym samej instytucji. Korzystniej byłoby, gdyby ten pakiet przeznaczony dla osób fizycznych trafił do jednego inwestora instytucjonalnego — mówi Grzegorz Cimochowski.

Jednocześnie eksperci z niepokojem zauważają, że nic nie wskazuje na to, żeby można było liczyć na jakieś zmiany w następnych paru latach.

— Skarb Państwa wyraźnie naciska na utrzymanie kontroli nad bankiem. Właściciel nie może liczyć na to, że dominacja Skarbu Państwa pozostanie, a pojawi się inwestor, który zgodzi się latami być jedynie pasywnym partnerem wspierającym bank finansowo. To irracjonalne. Trudno byłoby znaleźć inwestora, który zechciałby zaangażować się w bank bez perspektyw na zwiększenie udziałów. A takich perspektyw na razie nie widać — twierdzi Marek Świętoń.

Szkodliwe opóźnianie

Strategia proponowana przez rząd od początku zakładała, że sprawą priorytetową przy prywatyzacji PKO BP będzie utrzymanie dominującego udziału w kapitale akcyjnym banku przez Skarb Państwa. Jednak przez długi czas rząd nie miał pomysłu na to, co zrobić z drugą połową banku. Odwlekanie decyzji było wyraźnie widoczne.

— Unieważnienie przetargu na doradcę prywatyzacyjnego, a potem odrzucenie przez KERM pierwszego wniosku resortu skarbu znacznie opóźniły prace. Tym samym zniweczona została szansa na sprywatyzowanie banku w przyjętym pierwotnie terminie, czyli do końca 2002 roku — mówi jeden z analityków.

Nikt nie podejmuje się ustalenia, przynajmniej przybliżonej, daty prywatyzacji banku.

Większość analityków czeka za to na kolejny — już ósmy — pomysł, jak to zrobić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Urszula Chojnacka, Paweł Zielewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / PKO BP zabraknie sił bez silnego partnera