Po rozwodzie z Gdynią Gdańsk szuka pracy

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 15-01-2007, 00:00

Stoczni Gdańsk brakuje kontraktów na budowę statków. Sięgnęła więc po menedżera, który pracował w... Stoczni Gdynia.

Stoczni Gdańsk brakuje kontraktów na budowę statków. Sięgnęła więc po menedżera, który pracował w... Stoczni Gdynia.

Smak wolności bywa gorzki. Poczuła to Stocznia Gdańsk, której związkowcom udało się w końcu doprowadzić do oddzielenia od Stoczni Gdynia. Minęło kilka miesięcy. Z uzyskiwaniem kontraktów jest jednak kiepsko. Przynajmniej tak twierdzą tzw. czynniki rządowe.

— Poprosiliśmy stocznię o przedstawienie portfela zamówień, ale usłyszeliśmy, że to nie nasza sprawa — powiedział nam przedstawiciel rządu.

Sprawdzony menedżer

Zaraz po rozwodzie Gdańsk sięgnął po osobę, która ma doświadczenie w kontraktacji statków. To Andrzej Buczkowski, który kilka lat temu robił to samo dla Stoczni Gdynia w czasach, kiedy kierował nią Janusz Szlanta. Drogi obu panów rozeszły się w burzliwych okolicznościach (patrz ramka), choć dziś razem mają takie same kłopoty — oskarżeni są o działanie na szkodę Stoczni Gdynia.

— Mamy portfel zamówień na 1,5 roku — kontrakty na cztery statki i opcję na budowę kolejnych czterech — chwali się Andrzej Buczkowski.

Na ten rok portfel zamówień jest wart 70 mln EUR. Na razie, bo w ciągu miesiąca może urosnąć do 120 mln EUR, jeśli uprawomocnią się dwa kontrakty. Andrzej Buczkowski podkreśla, że w stoczni pojawią się kolejne zmówienia i produkcja zostanie zwiększona nawet do 12 statków rocznie.

Na tym jednak nie koniec. Jak się okazuje — nie z samych statków chce ona żyć. Istotnym elementem portfela zamówień gdańskiej spół- ki jest budowa kadłubów i konstrukcji stalowych m.in. dla norweskiej firmy Aker. Ten rodzaj działalności chce rozwijać w stoczni również ukraiński Donbas, który jest zainteresowany przejęciem kontrolnego pakietu. Stocznia liczy także na zamówienia zbrojeniowej firmy Cenzin, która podobnie jak Donbas jest jednym z jej akcjonariuszy.

Zbawienne kontrukcje

Konstrukcje stalowe i zbrojeniówka mogą okazać się dla stoczni zbawienne. Jest to bowiem produkcja bardzo rentowna, która nie powinna wzbudzać zastrzeżeń Komisji Europejskiej, bacznie przyglądającej się stoczni. Mówi się nawet o tym, że z powodu otrzymanej pomocy publicznej będzie musiała zredukować moce produkcyjne czy wręcz nawet zamknąć pochylnię. Drugi wariant jest jednak nierealny, ponieważ pochylnie należą do spółki Synergia 99, która pomocy publicznej nie otrzymywała. Stocznia Gdańsk jest jedynie ich dzierżawcą. Nie będąc właścicielem, nie może więc ich zlikwidować.

Kilka lat temu gdańska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo, które miało wyjaśnić, czy Andrzej Buczkowski otrzymywał ekstrapieniądze od zagranicznych armatorów. Musiał więc pożegnać się ze stanowiskiem wiceprezesa Stoczni Gdynia. Pod koniec ubiegłe-go roku śledztwo zostało umorzone. Stocznia Gdynia złożyła zażalenie na tę de- cyzję.

— Sąd odrzucił jej skargę. Sprawa została rozpatrzona na moją korzyść — mówi Andrzej Buczkowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu