Kraj Kwitnącej Wiśni — nowoczesny, lecz wciąż bardzo daleki, tajemniczy i fascynujący.
Obraz pędzącego, białego pociągu na tle ośnieżonego wierzchołka wulkanu Fudżi jest najbardziej znaną na świecie japońską ikoną. Według samych Japończyków, właśnie ten widok najbardziej harmonijnie łączy dwa symbole dzisiejszego cesarstwa — świętą górę oraz shinkansen, kultowy produkt japońskiej cywilizacji, z dumą pokazywany wnukom przez dziadków, malowany przez uczniów w szkołach, będący tematem zarówno serwisów informacyjnych, jak i sensacyjnych filmów.
Pasażer nasz pan
Nazwa shinkansen oznacza po prostu nową szybką kolej, ale powszechnie tłumaczona jest jako pociąg pocisk. Weszła to kanonu najbardziej znanych na świecie japońskich słów, obejmującego zarówno klasykę — samuraj, karate, kimono, kamikaze, gejsza, sake, sushi, origami, ikebana — jak i terminy nowe, na przykład karoshi (śmierć z przepracowania) czy kaizen (proces stałej poprawy jakości).
Japońskie koleje nazwały poszczególne typy shinkansenów bardzo poetycko. Na przykład najstarszą linią Tokaido co kilkanaście minut na zmianę mkną: Nozomi (Marzenie) — superekspres typu InterCity, łączący cztery główne miasta; Hikari (Błysk) — ekspres, mający o kilka przystanków więcej; Kodama (Echo) — ekspresowo-pospieszny, zatrzymujący się na każdej stacji. Co ciekawe, cena biletu (dla nas horrendalnie wysoka, ponad 100 USD w jedną stronę…) w poszczególnych typach się nie różni, a o wyborze pociągu decyduje po prostu stacja docelowa. Różnicę czuje się w komforcie podróży — w Marzeniu tylko trzy wagony z szesnastu nie są objęte rezerwacją miejsc, za to w Echu aż dziesięć. Informacje o zapełnieniu shinkansenów przypominają polskie komunikaty radiowe o kolejkach na granicach. Trzy okresy w roku obcokrajowiec powinien zaś w ogóle wykreślić z kalendarza kolejowych (i wszelkich innych!) podróży po Japonii — okolice Nowego Roku, Złoty Tydzień na przełomie kwietnia i maja oraz buddyjskie święto zmarłych O-bon w lecie.
Szlaki shinkansenów systematycznie docierają do nowych regionów Japonii, ale matką wszystkich linii pozostaje Tokaido o długości 515 km, łącząca Tokio przez Nagoję i Kioto z Osaką. Uruchomiona została 1 października 1964 r. z okazji Igrzysk XVIII Olimpiady w Tokio. I właśnie tą trasą podróżuje większość odwiedzających Japonię obcokrajowców, ponieważ spina ona cesarskie stolice, ośrodki turystyczne, centra biznesowe, a teraz jeszcze Światową Wystawę EXPO 2005. W latach siedemdziesiątych linia została przedłużona na zachód o odcinek Sanyo, od Osaki aż do Fukuoki.
Przejazd shinkansenem szlakiem Tokaido znajduje się w ofercie każdego biura turystycznego organizującego wyjazdy do Japonii, i co ważne, traktowany jest jako odrębna, samoistna atrakcja. Podobnie umieszczany jest przez gospodarzy w programach pobytu wszelkich delegacji oficjalnych, grup biznesowych, zespołów sportowych i artystycznych etc. W kronikach kolei można odnaleźć ciekawe wpisy. Na przykład 12 maja 1975 r. brytyjska królowa Elżbieta II wraz z księciem Filipem w swej monarszej łaskawości zaszczycili linię Tokaido na odcinku z Nagoi do Tokio. Być w Japonii i nie przejechać się shinkansenem, to tak jakby w Rzymie nie zobaczyć papieża... W obu przypadkach traci się duchowe i cywilizacyjne wartości.
Zobaczyć Fudżi i…
Wpis o mojej przejażdżce — szarego pasażera — widnieje jedynie w moim kalendarzyku, bo nawet bilet się na pamiątkę nie ostał… Zagarnął go szczelny system wejściowych i wyjściowych bramek magnetycznych na dworcach. Ale przecież nie śniłem, jechałem w dwie strony Marzeniem, które trasę z Tokio do Osaki pokonuje w 2 godziny i 15 minut.
Wrażenia? W roku 1964 był to na pewno cud techniki, ale w roku 2005 jedzie się po prostu ekspresowym pociągiem, już nie najszybszym na świecie, bo liderem jest przecież francuski TGV. Prędkości 270 km/h specjalnie nie czuć, chyba że przytknąć twarz bezpośrednio do szyby i usiłować liczyć umykające słupy. W jazdach testowych po tych samych torach nowe typy shinkansenów przekraczają 440 km/h — to by zrobiło wrażenie, zwłaszcza w kabinie maszynisty…
Układ foteli oraz komfort podróży przypomina samolot. Tak naprawdę największą atrakcją całej jazdy okazał się… wierzchołek Fudżi za oknem, po prawej (jadąc od Tokio) burcie. To właśnie po ten widok goście z całego świata wsiadają do shinkansena! W drodze powrotnej święta góra jednak zniknęła, było już ciemno — i dlatego legendarny pociąg natychmiast mi jakoś spowszedniał. Pod wpływem otoczenia japońskich pasażerów, wracających po pracy, poczułem się jak w zwykłym, polskim InterCity.
Do końca egzotyczna pozostała jedynie obsługa — konduktor w nieskazitelnym mundurze głośno przedstawił się całemu wagonowi z imienia i nazwiska, a następnie kłaniając się przepraszał, że zakłóca spokój podróżowania, ale musi spełnić niemiły obowiązek sprawdzenia biletów. Potem tę samą ceremonię powtarzał indywidualnie wobec każdego kontrolowanego. Za to wózkarz z kanapkami, słodyczami i napojami (uwaga — także mocnymi alkoholowymi) zachowywał się już bardziej komercyjnie.
Sejsmiczny wróg
Wszystkie pociągi i linie sterowane są komputerowo, dlatego odjazdy i przyjazdy shinkansenów odbywają się z dokładnością nie tylko do minuty, ale i do centymetra — perony ogrodzone są barierami, a przerwy między nimi przypadają dokładnie na drzwi wagonów. Bezpieczeństwo podróży jest absolutnym priorytetem, co jest zrozumiałe — wyobraźmy sobie zaprószenie ognia w pierwszym wagonie pociągu pędzącego 270 km/h…
Przez 41 lat shinkansenom zdarzały się awarie zasilania całych linii oraz takie pojedyncze wypadki, jak np. rzucenie się człowieka pod pociąg czy też… zaśnięcie maszynistów. Jednak najgroźniejszym wrogiem pozostają siły natury. Japonia usytuowana jest na zbiegu czterech różnych platform tektonicznych, w związku z tym ma najlepiej na świecie rozbudowane systemy zapobiegania skutkom trzęsień ziemi. Przy najmniejszym drgnięciu shinkanseny są natychmiast automatycznie zatrzymywane. Czasem na wiele godzin, albowiem monitoring komputerowy uzupełniany jest ludzkim i na szlaki wyruszają całe zastępy, sprawdzające tory przed ponownym uruchomieniem pociągów.
Najbardziej dramatyczny dzień w historii shinkansenów nadszedł tuż po ich czterdziestych urodzinach, 23 października 2004 r. Trzęsienie ziemi tak nagle zaatakowało linię Niigata na północy wyspy Honsiu, że lokomotywa superekspresu wykoleiła się — ale na szczęście utrzymała się na torowisku. Głośna katastrofa z 25 kwietnia br. koło Osaki, z setką ofiar śmiertelnych, dotyczyła natomiast zwykłego pociągu podmiejskiego.
Maglev przyszłości
Linia Tokaido jest inicjatorem i współorganizatorem kompleksowego programu The Shinkansen Tour dla turystów z całego świata, obejmującego zwiedzanie najważniejszych zabytków i najciekawszych miejsc w sercu cesarstwa. Punkt startowy zależy od miasta, do którego się przyleci. Dotychczasowe połączenia Europy i Ameryki z Japonią koncentrowały się na Tokio i Osace. Zorganizowanie EXPO 2005 w prefekturze Aichi zaowocowało zbudowaniem nowego, ogromnego, centralnego lotniska międzynarodowego w Nagoi — mniej więcej w połowie drogi między portami dotychczas dominującymi. To gigantyczne przedsięwzięcie ma sens ekonomiczny właśnie dzięki linii Tokaido, która shinkansenem rozwozi w obie strony przylatujących gości.
Technologicznym skokiem japońskich kolei, który ma zadziwić XXI-wieczny świat, będzie kolej magnetyczna Maglev, poruszająca się 10 cm nad torami. Nowo wytyczoną trasę z Tokio do Osaki będzie pokonywać w godzinę, rozwijając szybkość 500 km/h! Na razie za 2,5 mld USD zbudowano 18-kilometrowy tor testowy, na którym udało się osiągnąć 581 km/h. Niestety, wrażenia dotychczas przewożonych licznych ochotników (w sumie jechało tam już kilkadziesiąt tysięcy osób) nie są najlepsze. Wszystko się trzęsie i pracuje za głośno. Miliony entuzjastów shinkansena powiedziałyby: „U nas to nie do pomyślenia…”
