Podejrzane promesy, zabrane dotacje i nauka na przyszłość

opublikowano: 07-02-2022, 20:00

Cztery lata temu PARP i resort rozwoju odebrały firmom dotacje ze względu na fałszywe promesy. Prokuratura uznała, że niesłusznie. Sytuacja nie powinna się powtórzyć.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • Jakich programów unijnych dotyczy sprawa niesłusznie odebranych dotacji
  • Co daje firmom pozytywna dla nich decyzja prokuratury
  • Dlaczego do podobnych sytuacji nie powinno dojść w przyszłości

W 2018 r. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości i Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju (dziś Rozwoju i Technologii) zerwały umowy o dofinansowanie z kilkudziesięcioma firmami. „PB” informował o sprawie, gdy zerwanych umów było 21.

Urzędnicy uznali, że promesy wystawione przedsiębiorcom przez Raiffeisen Leasing, dziś Pekao Leasing, były sfałszowane. Okazuje się, że podejrzenia nie miały uzasadnienia.

- 28 grudnia 2021 r. zakończyła się znaczna część prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie śledztwa. Prokuratura ustaliła, że promesy nie były nieautentyczne, a beneficjenci nie posługiwali się żadnym nierzetelnym dokumentem. Podstawą do takich ustaleń były między innymi ekspertyzy biegłych, którzy badali autentyczność dokumentów. W konsekwencji Prokuratura doszła do wniosku, że nie popełniono przestępstwa – mówi Bartłomiej Pietruszka, wspólnik z kancelarii Brysiewicz Bokina Sakławski.

Z decyzją o umorzeniu śledztwa nie zgadza się PARP.

- Złożyliśmy zażalenie na postanowienie Prokuratora Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Śledztwo toczące się z zawiadomienia PARP i Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju dotyczy zbadania, czy doszło do popełnienia czynu zabronionego oraz ustalenia jego sprawców – mówi Agnieszka Józefowicz-Krakowiak, kierownik departamentu komunikacji w PARP.

Bank umył ręce i zwolnił dyrektorów

Bartłomiej Pietruszka reprezentuje 11 spośród ok. 50 poszkodowanych firm z całej Polski, które chciały zainwestować łącznie ponad 300 mln zł i ubiegały się o dofinansowanie rzędu 100 mln zł, m.in. w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (POIR), Programu Operacyjnego Polska Wschodnia i działania 2.1. PARP i MIiR po nabraniu podejrzeń wystąpiły do banku z prośbą o potwierdzenie autentyczności promes. Bank odpowiedział, że dokumentów nie ma w systemach. W kolejnych miesiącach obie rządowe instytucje weryfikowały kolejne dokumentacje projektowe i w tych, w których firmy posługiwały się promesami z Raiffeisen Leasing, zawiadamiały prokuraturę. Liczba zakwestionowanych umów mogła oscylować wokół 50-100.

- Śledztwo potwierdziło nasze przypuszczenia: promesy były autentyczne, wystawiało je dwóch dyrektorów regionalnych banku z województwa śląskiego i warmińsko-mazurskiego. Gdy sprawa wyszła jednak na jaw, bank zwolnił dyscyplinarnie dyrektorów. W toku śledztwa okazało się jednak, że przełożeni, w tym członkowie zarządu, wiedzieli o praktyce wystawiania promes. Dysponujemy wewnętrznymi mailami banku, z których to jasno wynika. Zeznania potwierdzające tę wersję złożyli pracownicy oraz sami byli dyrektorzy. Jednak na pytania PARP i MIiR bank odpowiedział lakonicznie, że dokument nie pochodzi od nich i nie figuruje w ich systemie bankowym. To zadziwiające, że tylko na takiej podstawie instytucje państwowe uznały, że promesy były sfałszowane, wypowiedziały umowy i dochodziły zwrotu dotacji. Gdyby dochowały należytej staranności, np. zapytały beneficjentów o pochodzenie dokumentu i zweryfikowały twierdzenia banku, całego zamieszania by nie było. Wyjaśnienie sprawy zajęło Prokuraturze Okręgowej około 3,5 roku intensywnego postępowania. W tym kontekście działanie instytucji publicznych było ekspresowe i, jak się okazuje, wadliwe – opowiada Bartłomiej Pietruszka.

Moralne zwycięstwo
Moralne zwycięstwo
Bartłomiej Pietruszka, wspólnik z kancelarii Brysiewicz Bokina Sakławski, uważa, że kilkadziesiąt firm nie straciłoby dotacji, gdyby urzędnicy zapytali przedsiębiorców o feralne promesy. Ci jednak zadziałali z automatu i odebrali dofinansowanie. Firmom zostaje raczej satysfakcja, że miały rację, bo konkurs odbył się cztery lata temu.

Od lata 2018 r. firmy, które nie dostały dotacji, próbowały interweniować, bezskutecznie.

Materiał dowodowy, czyli zeznania kilkudziesięciu świadków oraz dokumentacja projektowa mają ok. 100 tomów, czyli 20 tys. stron. W toku postępowania okazało się, że wiele spółek korzystało z pomocy Wettin, renomowanej małopolskiej firmy konsultingowej wyspecjalizowanej w dofinansowaniach unijnych. Jak wynika z akt sprawy, firma zajmowała się pozyskiwaniem m.in. feralnych promes bankowych.

- Jeden z dyrektorów oddziału banku przyznał wprost, że znał się z przedstawicielem firmy konsultingowej. W toku śledztwa ustalono, że konsultant faktycznie bywał w oddziale banku w Katowicach i odbierał tam wystawione przez pracownika banku dokumenty promes. Trudno w takiej sytuacji mówić o podrobieniu dokumentu bankowego – zauważa mecenas Pietruszka.

Szukanie winnego trwa

Beztroskie podejście rządowych agencji do przedsiębiorców może się teraz przeciw nim obrócić.

- W toku jest postępowanie karne w sprawie nieprawidłowości w PARP, ale nikomu nie postawiono zarzutów. Postępowanie dotyczy niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych, które mogło wyrządzić szkodę w interesie prywatnym. Prowadzi je Prokuratura Rejonowa Warszawa Wola. Chodzi o nienależyte zweryfikowanie stanowiska banku i przedwczesne wypowiedzenie umów o dofinansowanie – mówi mecenas z kancelarii Brysiewicz Bokina Sakławski.

Od 2019 r. pechowe firmy zwróciły dotacje, a tylko niektóre próbują wyegzekwować naprawienie szkody, bo koszty takiego postępowania to kilkaset tysięcy złotych.

- Decyzja prokuratury o umorzeniu sprawy istotnie pomoże we wszczętych procesach. To argument, który niezbicie pokazuje, że odebranie dotacji było błędem. Bank umywa ręce, państwo odbiera, a beneficjent cierpi. Ktoś w tym układzie jest winny całemu zamieszaniu – mówi Bartłomiej Pietruszka.

Agencja wyciągnęła wnioski

- Kwestię podstaw prawnych do złożenia przez PARP oświadczeń woli o rozwiązaniu umów o dofinansowanie badają sądy i sprawy te są nadal w toku. Rozwiązanie umów o dofinansowanie musiało zostać dokonane niezależnie od oceny, kto dopuścił się sfałszowania dokumentu promesy, jak również, czy wnioskodawcy świadomie wprowadzili w błąd oceniających projekt. PARP posługiwała się tutaj obiektywną oceną stanu faktycznego, a więc – niezależnie od winy przedsiębiorców – stwierdzono, że do wniosku o dofinansowanie dołączono dokument nierzetelny, fałszywy lub niepełny, w celu uzyskania dofinansowania – mówi Agnieszka Józefowicz-Krakowiak.

Zapewnia, że agencja już stosuje metody, które mają przeciwdziałać wystąpieniu podobnych przypadków w przyszłości.

- PARP wprowadziła w konkursach, w których wymaga przedstawienia promes wraz z wnioskiem o dofinansowanie, procedurę weryfikacji tych dokumentów u ich wystawców. Procedura została wprowadzona w uzgodnieniu z Instytucją Zarządzającą programami operacyjnymi POIR i POPW (Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej) oraz we współpracy ze Związkiem Banków Polskich. PARP na bieżąco współpracuje z bankami i instytucjami leasingowymi w procesie weryfikacji promes – mówi rzeczniczka PARP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane