Podział nadzoru finansowego budzi opór

Nowy prezes NBP chce mieć oko na banki. Ministerstwo Finansów wskazuje jednak, że moment na mieszanie w nadzorze nie jest dobry. W KNF boją się, że to go osłabi

Adam Glapiński dzisiaj oficjalnie przejmie stery w Narodowym Banku Polskim (NBP). Deklaruje, że ma konserwatywne podejście do polityki monetarnej i rewolucji w banku nie będzie. Chce mieć jednak oko na sektor bankowy nad Wisłą, bo, jego zdaniem, to utrzymanie stabilności finansowej będzie największym wyzwaniem dla władz monetarnych.

DWA MODELE:
Wyświetl galerię [1/2]

DWA MODELE:

Paweł Szałamacha, gdy zasiadł w fotelu ministra finansów, zastanawiał się, czy nie zmienić modelu nadzoru finansowego. Wszystko wskazuje na to, że nie znalazł wystarczających argumentów, żeby to zrobić. Dlatego pomysł Adama Glapińskiego, który rozpoczyna misję w NBP, by pod jego skrzydła trafiła piecza nad bankami, może napotkać opór. Marek Wiśniewski

— Myślę, że pomysł powrotu nadzoru bankowego w struktury NBP jest uzasadniony i ma duże szanse powodzenia, ale proces ten musi zostać perfekcyjnie przygotowany i przeprowadzony bardzo sprawnie, żeby nie doprowadzić do zakłóceń w bieżącym funkcjonowaniu systemu — zapowiadał w wywiadzie dla „PB” nowy prezes banku centralnego. Jego koncepcja budzi jednak opór. Z informacji „PB” wynika, że Paweł Szałamacha, minister finansów, widzi w podziale Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) więcej minusów niż plusów.

Tylko banki

Prezes NBP chce wziąć pod skrzydła jedynie sektor bankowy. Jego zdaniem, rynek ubezpieczeniowy, kapitałowy czy emerytalny powinny mieć własnego nadzorcę i nie powinien pochodzić on z banku centralnego. Nieco inaczej widzi to resort finansów.

— W Polsce głównie ze względu na rosnącą integrację na rynkach: bankowym, ubezpieczeniowym i kapitałowym, w latach 2006-08 nastąpiła znacząca zmiana w nadzorze nad tymi rynkami. Stopniowo przeszliśmy od podejścia sektorowego w kierunku integracji nadzoru nad rynkiem finansowym — wyjaśnia Ministerstwo Finansów (MF), które poprosiliśmy o opinię do pomysłu Adama Glapińskiego.

Przy ul. Świętokrzyskiej przyznają też, że nikt obecnie nie pracuje nad podziałem KNF. MF przypomina, że na świecie działają dwa modele nadzoru nad rynkiem finansowym: sektorowy, gdzie kilka instytucji dba o poszczególne sektory, oraz nadzór zintegrowany w jednym miejscu. Każdy z nich ma dobre i złe strony. Patrząc na doświadczenia europejskie, widać, że obecnie politycy dają bankom centralnym coraz więcej władzy nad bankowcami. Z badania przeprowadzonego przez Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) w 2006 r. wynika, że spośród 125 analizowanych państw nadzór bankowy w banku centralnym występował aż w dwóch trzecich. W 37 krajach działalność była nadzorowana przez wydzieloną instytucję, a jedynie w pięciu przez specjalne agendy rządowe. Po globalnym kryzysie finansowym wzrosło przekonanie, że w bankach centralnych jest lepszy know- -how do pilnowania instytucji finansowych.

Różne argumenty

Z naszych ustaleń wynika, że szef resortu finansów już jakiś czas temu myślał o tym, żeby KNF podzielić albo cały urząd przenieść pod dach NBP. — To nie jest jednak dobry moment na takie zmiany, biorąc pod uwagę, ile zagrożeń stoi nie tylko przed naszymi, ale również europejskimi bankami. Nie możemy sobie pozwolić na paraliż organów nadzoru — mówi nam osoba z MF, która zastrzega anonimowość. Zwraca uwagę, że jeśli NBP chce się związać mocniej z nadzorem finansowym, lepszym rozwiązaniem byłoby przeniesienie całej KNF do banku centralnego. W KNF też nie ma zapału do podziału nadzoru.

— Tego typu decyzje mają charakter polityczny, a każda duża zmiana organizacyjna wiąże się z kosztami, m.in. z osłabieniem intensywności nadzoru nad instytucjami finansowymi w niespokojnych czasach — mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF. Nasz rozmówca z MF zwraca dodatkowo uwagę na jeszcze jeden aspekt — kto będzie finansował nadzór po wyłączeniu z jego opieki banków? Obecnie, podobnie jak w wielu krajach europejskich, koszty pokrywane są z obowiązkowych opłat nadzorowanych podmiotów. W ubiegłym roku sektor bankowy przelał na ten cel ponad 176 mln zł, a pozostali w sumie ok. 98 mln zł. Argumenty Adama Glapińskiego są jednak mocne. Przede wszystkim skróciłby się obieg informacji między kluczowymi instytucjami państwa, co pozwoliłoby szybciej i skuteczniej działać , gdyby jakiś bank stanął na krawędzi bankructwa. Tym bardziej, że to bank centralny jest kredytodawcą ostatniej szansy, co pokazała lekcja SK Banku. Nowy szef NBP coraz mocniej podkreśla też, że mandat bankierów centralnych coraz silniej związany jest nie tylko z decyzjami o koszcie pieniądza, ale też stabilnością całego systemu finansowego.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Podział nadzoru finansowego budzi opór