Polska demografia spędza sen z powiek

Justyna Dąbrowska
24-04-2018, 22:00

Zeszłoroczny wzrost liczby urodzeń nie odmłodził naszego społeczeństwa. Na osobach w wieku produkcyjnym spoczywa coraz większa odpowiedzialność.

Podobno jaki Nowy Rok, taki cały rok. Jeżeli nieco zmodyfikować to powiedzenie i ze względu na dostępność danych demograficznych GUS (opisujących stan z 31 grudnia 2017 r.) powiedzieć tak — jaki koniec ubiegłego roku, taki obecny — nie będzie to powód do radości. „Obserwowane zmiany demograficzne wskazują, że sytuacja ludnościowa Polski jest nadal trudna, a także w najbliższej perspektywie nie należy oczekiwać znaczących zmian gwarantujących stabilny rozwój demograficzny” — takimi słowami eksperci z GUS podsumowali najnowszą publikację („Ludność. Stan i struktura oraz ruch naturalny w przekroju terytorialnym w 2017 r. Stan w dniu 31 XII”).

Ujemny przyrost

W trakcie 2017 r. liczba mieszkańców Polski wzrosła po raz pierwszy od 2011 r. (o 0,6 tys.) i na koniec wyniosła 38,434 mln. To przede wszystkim zasługa dodatniego, 1,4-tysięcznego salda migracji zagranicznych, a konkretniej 13,3 tys. osób, które zameldowały się u nas na pobyt stały i niespełna 11,9 tys. takich, które zgłosiły wyjazd na pobyt stały za granicę. Drugi element, który wpływa na ogólną liczbę ludności Polski, a więc przyrost naturalny (różnica między liczbą żywych urodzeń i zgonów), ciągnął ją w dół. 402 tys. narodzonych dzieci (mimo wzrostu o około 20 tys. r/r) nie zrekompensowało bowiem blisko 403 tys. zgonów (wzrost o około 15 tys.).

Dodatnie saldo migracji odnotowaliśmy drugi rok z rzędu (w 2016 r. wyniosło 1,5 tys.), ale to za mało, aby stwierdzić, że mamy przełom. „Obecnie trudno jest ocenić, czy w istocie saldo migracji na pobyt stały zmieniło się z ujemnego (występującego nieprzerwanie w latach 1960-2014) na dodatnie [brak danych za rok 2015 — red.], czy też jest efektem braku kompletnych danych o emigracji na pobyt stały rejestrowanych przez biura ewidencji poszczególnych gmin i w konsekwencji przez rejestr PESEL” — wyjaśniają eksperci z GUS, a w przypisie dodają, że jedną z przyczyn może być wprowadzenie w 2015 r. zmian we wzorach formularzy meldunkowych.

Rosnące obciążenie

Przyspieszeniu ulega proces starzenia się ludności Polski. Widać to w rosnącym odsetku osób w wieku poprodukcyjnym (60 lat i więcej dla kobiet, 65 i więcej dla mężczyzn), malejącym udziale osób w wieku przedprodukcyjnym (do 17 lat) i kurczącym się zasobie osób w wieku produkcyjnym (patrz wykres). Na osobach w sile wieku spoczywa więc coraz większa „ekonomiczna odpowiedzialność”. Skrzętnie dokumentuje to tzw. współczynnik obciążenia (liczba osób w wieku nieprodukcyjnym przypadająca na 100 osób w wieku produkcyjnym). W 2010 r. wynosił 55, w 2017 r. już 63. Co gorsza, w ubiegłym roku na 100 osób w wieku produkcyjnym przypadało więcej osób w wieku poprodukcyjnym niż przedprodukcyjnym (współczynnik obciążenia w tych podgrupach to — odpowiednio — 34 i 29). A to — jak wyjaśniają eksperci z GUS — oznacza, że „udział potencjalnych przyszłych zasobów pracy jest mniejszy niż udział tych, którzy rynek pracy już teoretycznie opuścili”. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Polska demografia spędza sen z powiek