Polska strategia w sprawie ETS dopiero się wykluwa

Polski rząd wciąż nie ma oficjalnej opinii na temat Fit for 55, a w szczególności na temat kluczowej reformy systemu ETS. Wiadomo jedynie, że chce dużo uprawnień i dużo pieniędzy.

Pakiet Fit for 55 (Gotowi na 55) Komisja Europejska ogłosiła 14 lipca. To kilkanaście dokumentów, które przedstawiają działania umożliwiające dążenie do neutralności klimatycznej Unii Europejskiej w 2050 r. Tytułowe 55 oznacza 55 proc. o które do 2030 r. Unia chce zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych. To cel ambitny, który wymaga też ambitniejszych reguł gry, ponieważ obecne zachęcają do redukcji emisji zbyt słabo.

Obecne reguły gry obejmują tylko energetykę i przemysł – to te sektory objęte są systemem ETS, czyli handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla. Zdaniem KE, ETS działa źle i potrzebuje reformy. Dla Polski, która energetykę i system ciepłowniczy wciąż ma oparte na spalaniu węgla, reforma będzie oznaczać o wiele większy wysiłek transformacyjny i o wiele większe koszty.

Dlatego rząd szykuje się do negocjacji.

Targi ruszyły, opinii brak

W zeszłym tygodniu, w trakcie posiedzenia senackiej Komisji Nadzwyczajnej do spraw Klimatu, stanowisko polskiego rządu prezentował Adam Guibourgé-Czetwertyński, wiceminister klimatu i środowiska. Stanowisko ma charakter jedynie wstępny, bo formalnej opinii, ku niezadowoleniu senatorów, rząd wciąż w tej kwestii nie przedstawił.

Z naszych informacji wynika, że pomimo wcześniejszych uzgodnień międzyresortowych, poszczególne ministerstwa wciąż nadsyłają uwagi w sprawie Fit for 55, a to uniemożliwia przyjęcie opinii. Czy to problem? Tak – jak słyszymy. Negocjacje w Brukseli przecież już trwają, przedstawiciele Polski w nich uczestniczą, a oficjalnej instrukcji do negocjacji brak.

Negocjator czuwa:
Negocjator czuwa:
W Ministerstwie Klimatu i Środowiska zmienił się ostatnio szef, ale za europejskie negocjacje klimatyczne nadal odpowiada wiceminister Adam Guibourgé-Czetwertyński. Oficjalnej instrukcji do negocjowania Fit for 55 na razie nie dostał – rząd wciąż nad nią pracuje.
Tomasz Jastrzębowski/REPORTER

Rezerwa uprawnień budzi nadzieje

Kluczowym elementem reformy są zmiany w systemie ETS. Komisja proponuje szybsze wycofywanie pozwoleń z rynku po to, by zwiększyć na nie popyt oraz by cena wzrosła, a w efekcie firmy chętniej inwestowały w technologie zmniejszające emisyjność ich biznesów. Skala wycofywania pozwoleń miałaby wzrosnąć z 12 proc. do 24 proc.

Co na to rząd? Adam Guibourgé-Czetwertyński uważa za kuriozalne to, że KE zapewnia, że taka reforma zwiększy przejrzystość rynku. Uważa też, że Komisja powinna wykorzystać MSR (czyli rezerwę stabilizacyjną, obejmującą uprawnienia zdjęte już wcześniej z rynku ETS) do zapewnienia temu rynkowi równowagi. W polskim rozumieniu równowaga oznaczać by miała obniżenie ceny uprawnień, które kosztują dziś ok. 60 EUR za tonę i są bolesnym wydatkiem dla polskich firm.

W senackiej dyskusji uczestniczyła Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes think-tanku Forum Energii. Podkreślała, że uprawnienia wycofuje się z rynku właśnie dlatego, że ich ceny są zbyt niskie i nie motywują do zmniejszania emisji.

- MSR była negocjowana przez wiele lat, więc spodziewam się raczej niechęci do ruchów w tej kwestii – uważa Joanna Maćkowiak-Pandera.

Popiera natomiast postulat przejrzystości i wyjaśnienia tego, co stoi za gwałtownym wzrostem cen CO2.

- Na pewno należy domagać się informacji o aktywności instytucji finansowych na tym rynku, pamiętając jednocześnie, że te instytucje zostały na ten rynek kiedyś wprowadzone po to, by zwiększyć płynność – przypomina prezes Forum Energii.

Nierównowaga uwiera

Polski rząd zamierza też negocjować kwestię nierównowagi pomiędzy liczbą uprawnień do emisji przyznawanych Polsce (a także niektórym innym krajom) w celu sprzedaży firmom a faktycznymi potrzebami emisyjnymi polskich firm.

- Trudno nie zauważyć tu braku spójności – zaznaczał Adam Guibourgé-Czetwertyński.

W pożądanej przez UE koncepcji braku równowagi chodzi o to, by Polska dostawała mniej uprawnień, niż jej gospodarka faktycznie potrzebuje. To po to, by firmy były zmuszone do zmniejszania emisji. Niespójność, według wiceministra, polega zaś na tym, że te same firmy muszą ponosić wydatki na transformację, a konieczność kupowania uprawnień je osłabia.

Co Kowalski ma z ETS

Druga strona emisyjnego medalu obejmuje z kolei kwestie wpływów budżetowych: im tych uprawnień jest więcej, tym większe są wpływy z ich sprzedaży do państwowej kasy. Niestety duża część z tych wpływów w państwowej kasie się po prostu rozpływa.

- 25 proc. przychodów z tytułu ETS przeznaczane jest na fundusz wsparcia przemysłów energochłonnych. Jest też propozycja stworzenia Funduszu Transformacji Energetyki (pomysłowi temu sprzeciwił się jednak ostatnio Jarosław Kaczyński – red.) do którego trafiałoby 40 proc. przychodów z ETS i finansowałoby modernizację energetyki. Ponadto mówimy o dodatkowych systemach wsparcia najuboższych – argumentuje Adam Guibourgé-Czetwertyński.

Mimo to Joanna Maćkowiak-Pandera ostrzega, że zwiększenie liczby uprawnień dla Polski przełoży się jedynie na wpływy do budżetu, a odbiorca energii i klient mogą nic nie zyskać.

- Dopiero jeśli Polska formalnie zobowiąże się do przeznaczania 100 proc. wpływów ze sprzedaży uprawnień na technologie bezemisyjne, postulat zwiększenia liczby uprawnień będzie mógł mieć przebicie – uważa prezes Forum Energii.

Nie wszystkie kraje europejskie borykają się z problemem zbyt małej liczby uprawnień. Poza Polską są to m.in. Niemcy czy Holandia. Wiele krajów ma jednak nadwyżki, bo – jak podkreśla Joanna Maćkowiak-Pandera – zmniejszyły emisje. Dlatego o sojuszników tej kwestii Polsce może być trudno.

Miliardy są potrzebne

Opinię na temat rewizji systemu ETS przedstawił też ostatnio Polski Komitet Energii Elektrycznej, czyli brukselska organizacja reprezentująca przede wszystkim polskie państwowe firmy energetyczne (PGE, Tauron czy Eneę), produkujące energię głównie z węgla. Jej priorytetem jest zabieganie o większą liczbę uprawnień dla Polski. W sytuacji nierównowagi pomiędzy liczbą tych uprawnień a polskimi potrzebami – argumentuje PKEE – dojdzie do transferu 40 mld EUR z polskich firm za granicę.

„Tym samym dojdzie do finansowania przez Polskę transformacji energetycznej innych krajów” – uważa PKEE.

Komitet szacuje, że transformacja w Polsce wymaga nakładów inwestycyjnych szacowanych na 136 mld EUR do 2030 r. Z tego punktu widzenia PKEE podobałoby się ewentualne zobowiązanie się Polski do przeznaczania wszystkich dochodów ze sprzedaży uprawnień na działania związane z klimatem.

Gazowy problem dla Polski

Drugim ważnym tematem dla PKEE, a zatem dla całej polskiej energetyki, będzie gaz. Jako paliwo emisyjne, ma zostać wyłączony z obszaru działania europejskiego Funduszu Modernizacyjnego, najprawdopodobniej w 2024 r. To problem, skoro polski plan transformacji opiera się właśnie na gazie, jako paliwie przejściowym.

„W regionie Europy Środkowo-Wschodniej wysokosprawne elektrociepłownie opalane gazem ziemnym pozostają jedynym realnym rozwiązaniem pozwalającym na stopniowe wycofywanie węgla, poprawę jakości powietrza i zapobieganie pogłębianiu się ubóstwa energetycznego” – argumentuje PKEE w swojej opinii.

Emisje są wszędzie

Kwestia emisyjności przewija się przez cały pakiet Fit for 55, który przewiduje redukcję emisji powodowanych m.in. przez transport, budynki, samoloty, statki, a także grunty, przede wszystkim rolnicze. Wydaje się, że największe zastrzeżenia budzi na razie plan wprowadzania opłat emisyjnych, tzw. ETS 2, w transporcie i budynkach. Adam Guibourgé-Czetwertyński argumentował, że to narzędzie nie tylko nieefektywne, ale i niesprawiedliwe.

- Najbogatsze gospodarstwa domowe wyposażą się w Teslę i pompę ciepła i w zasadzie będą wyjęte z systemu. A najbiedniejsze gospodarstwa zostaną dotknięte nowymi opłatami. Czy to na pewno jest solidarność? – zastanawiał się wiceminister klimatu.

Węglowe cło nie zachwyca

Ku zaskoczeniu senatorów, bez większego entuzjazmu mówił Adam Guibourgé-Czetwertyński o mechanizmie CBAM, czyli granicznym podatku nakładanym na towary, wynikającym z poziomu emisji związanych z jego wytworzeniem. Polska o taki podatek od lat zabiegała, domagał się go m.in. Krzysztof Tchórzewski, były minister energii. Teraz… rząd chce najpierw pilotażu, a potem się zastanowi.

- CBAM może nie być skutecznym narzędziem do zapobiegania ucieczce emisji (czyli przenoszeniu przemysłów wysokoemisyjnych poza UE – red.). Już teraz mamy przecież mechanizm przyznawania bezpłatnych uprawnień – mówi wiceminister klimatu.

Bezpłatne uprawnienia to element obecnego wsparcia unijnego przemysłu, który zmaga się z konkurencją spoza Unii. Szczególnej pomocy domaga się np. przemysł stalowy, konkurujący z importem ze Wschodu. Wygląda na to, że CBAM przemysłowi jednak się nie podoba, a w polskich dyskusjach pojawia się argument związany z energią atomową, a wiec bezemisyjną, zasilającą np. konkurentów z Białorusi.

- CBAM to na pewno narzędzie skomplikowane, wymagające opracowania zasad, ale pożyteczne i warte podjęcia walki – uważa z kolei Joanna Maćkowiak-Pandera.

Szefowa Forum Energii zachęca też do prac na przemysłową strategią dekarbonizacji, której dziś nie ma.

Komentarz partnera
Czas przygotować się na CBAM
Michał Brągiel
Starszy prawnik, adwokat w Kancelarii GESSEL specjalizujący się w prawie podatkowym, członek zespołu GESSEL for Climate
Czas przygotować się na CBAM

Głównym celem europejskiego systemu handlu emisjami (EU-ETS) jest redukcja emisji gazów cieplarnianych poprzez limitowanie emisji dwutlenku węgla. Założeniem reformy EU-ETS w ramach pakietu Fit for 55 jest z kolei wprowadzenie dodatkowych ograniczeń w powyższym zakresie poprzez zmniejszenie dostępnego już wolumenu handlu emisjami, wprowadzenie bardziej surowego mechanizmu rezerwy stabilizacyjnej czy też wprowadzenie dodatkowych limitów dla emisji z budynków i transportu.

Jednym z elementów pakietu FIT for 55 jest wprowadzenie od 1 stycznia 2023 r. mechanizmu dostosowania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2 (Carbon Border Adjustment Mechanism - CBAM) czyli inaczej granicznego podatku węglowego lub też. „cła węglowego”. Jego istotą będzie nałożenie opłat na import na obszar celny Unii Europejskiej towarów z określonych kategorii (żelazo i stal, energia elektryczna, nawozy, aluminium oraz cement).

Zasadniczo, podmioty dokonujące importu będą obowiązane do złożenia wniosku o zezwolenie na import towarów objętych CBAM a następnie do zakupu cyfrowych „certyfikatów CBAM”, których cena będzie zależna od unijnego systemu EU-ETS.

Głównym celem wprowadzenia granicznego podatku węglowego jest zapobiegnięcie zjawisku „ucieczki emisji” polegającego na tym, że produkcja towarów objętych CBAM przenoszona jest z obszaru Unii Europejskiej do państw, w których obciążenia związane z ich produkcją są niższe (z uwagi na brak lub szczątkowe regulacje w zakresie klimatycznym). Założeniem granicznego podatku węglowego jest to, aby importerzy ponosili koszty emisji dwutlenku węgla w takiej samej wysokości jak w Unii Europejskiej.

Wejście w życie CBAM będzie wiązało się z dodatkowymi obowiązkami dla polskich firm dokonujących importu towarów objętych CBAM przede wszystkim w zakresie złożenia wniosku o zezwolenie na import oraz zakupu cyfrowych certyfikatów CBAM. Projektowane przepisy dają możliwość państwom członkowskim do nałożenia kar o charakterze administracyjnym w przypadku braku wywiązania się z obowiązków w zakresie CBAM.

Polskie firmy dokonujące importu towarów objętych CBAM będą musiały przygotować się na wprowadzenie dodatkowych procedur mających na celu zagwarantowanie wywiązania się z obowiązków w zakresie granicznego podatku węglowego.

Koalicyjne bóle

Na negocjacje pakietu Fit for 55 Komisja Europejska dała sobie dwa lata. Polskie stanowisko rodzi się w bólach, a ich przyczyna najlepiej widoczna jest w wypowiedziach przedstawicieli Solidarnej Polski, członka koalicji Zjednoczonej Prawicy. Poseł Janusz Kowalski, członek partii Zbigniewa Ziobry, często powtarza, że „pakiet Fit for 55 powinien być w całości bezwzględnie zanegowany”, a system ETS zlikwidowany, albo przynajmniej polskie instalacje z niego wyłączone.

Zgodnie z ustawą o współpracy Rady Ministrów z Sejmem i Senatem, rząd miał dwa tygodnie na przedstawienie opinii nt. projektu Fit for 55. Energetyka, przemysł, transport, budowlanka, rolnicy…. wszyscy czekają z niecierpliwością.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.
Zieloną gospodarkę wspierają

Organizator

Puls Biznesu

Patroni honorowi

Ministerstwo infrastruktury Ministerstwo Klimatu i Środowiska Ministerstwo Rozwoju i Technologii

Polecane