POLSKA TURYSTYKA TO ZANIEDBANE DZIECKO

Radosław Górecki, Wojciech Kowalczuk
opublikowano: 21-05-1999, 00:00

POLSKA TURYSTYKA TO ZANIEDBANE DZIECKO

Niechciane dziecko: W Polsce turystyka jest działem gospodarki, od którego organizator rynku, czyli państwo, z jednej strony oczekuje korzyści w postaci wpływów do budżetu, z drugiej zaś — nie stwarza mu rozwiązań systemowych ułatwiających rozwój.

Zdaniem Włodzimierza Sukiennika, prezesa Polskiej Izby Turystyki, przemysł turystyczny jest zaniedbanym dzieckiem polskiej gospodarki. Jego sytuację pogarsza dodatkowo niechęć krajowych touroperatorów do działań zmierzających w kierunku konsolidacji branży, a tylko dzięki niej można stworzyć warunki, w których rola polskich biur podróży nie zostanie ograniczona wyłącznie do sprzedawania produktów zachodnich touroperatorów.

„Puls Biznesu”: Co dla biur podróży oznacza zamiana planowanych koncesji na organizowanie imprez turystycznych, które wydawać miał UKFiT, na zezwolenia, których udzielać będą wojewodowie?

Włodzimierz Sukiennik: W opinii Polskiej Izby Turystyki (PIT) zezwolenia są korzystniejsze. Każda koncesja zawiera w sobie element pewnej uznaniowości, a zezwolenie jest automatem. Jeżeli dany podmiot gospodarczy spełnia warunki określone ustawą, to przedstawiciel administracji nie ma podstaw, aby takiego zezwolenia nie wydać, choćby miał osobiste animozje do właściciela firmy. Myślę, że zejście na szczebel wojewody sprawi, że przedstawiciele biur podróży poczują się bardziej związani ze swoim terenem działania, a władza z branżą turystyczną swojego regionu.

— Aby otrzymać zezwolenie, biuro musi okazać gwarancję bankową bądź ubezpieczenie. Ich wysokość określą akty wykonawcze. Jak szybko się one pojawią? Przedstawiciele branży niepokoją się, że będą spóźnione.

— Jeżeli mówimy o ustawie o usługach turystycznych, to oczywiście były pewne opóźnienia, jeśli chodzi o wprowadzanie aktów wykonawczych, ale w końcu weszły one w życie. Mówię tu o aktach dotyczących biur podróży. Z danych, które udostępnił nam UKFiT, do końca zeszłego roku całkiem pokaźna liczba biur wystąpiła z wnioskiem o udzielenie koncesji. Teraz trochę obawiamy się, że w momencie przekazywania dokumentacji z centrali do urzędów wojewódzkich, może się okazać, że nie wszyscy wojewodowie są na to przygotowani. Trzeba przecież te wnioski przejąć od urzędu, rozpatrzyć, by wreszcie udzielić już nie, jak planowano wcześniej, koncesji, lecz zezwolenia. Jest to problem, który nas trapi. Sądzę, że władze wojewódzkie tak sprawią, by go nie było.

— Jak ocenia Pan dotychczasową działalność urzędników? Czy turystykę jako gałąź gospodarki traktuje się poważnie? To jednak nie jest rolnictwo czy górnictwo, którego przedstawiciele mogą zblokować całą Warszawę. Jaka jest pańska opinia na temat pozycji turystyki w gospodarce?

— O turystyce od kilku lat zaczęło się mówić. Zaczęliśmy uczyć polityków i posłów takich sformułowań jak przemysł turystyczny, gospodarka turystyczna. Natomiast nie poszły za tym na razie żadne rozwiązania prawne. Dzisiaj gospodarka turystyczna w Polsce praktycznie jest w takim stanie jak w zamierzchłych czasach. Nie stosuje się wobec niej żadnych widocznych mechanizmów stymulujących rozwój. W Polsce turystyka jest działem gospodarki, od którego organizator rynku, czyli państwo oczekuje korzyści w postaci wpływów do budżetu, a któremu nie stwarza rozwiązań systemowych ułatwiających rozwój.

— Czy oznacza to, że politycy i posłowie nie okazali się pojętnymi uczniami?

— Nie okazali się. Turystyka bowiem nie jest taką dziedziną gospodarki, że jednego dnia kilkuset jej przedstawicieli gotowych jest zablokować gmach Sejmu np. taborem autobusowym. Jest gałęzią gospodarki kojarzoną raczej z dobrobytem, co również nie sprzyja szybkiemu podejmowaniu przez parlament dotyczących jej decyzji.

— Czy w takim razie PIT pracuje nad nad stworzeniem narzędzi skutecznego nacisku?

— Pierwszy program Polskiej Izby Turystyki opracowaliśmy w 1992 r. Przygotowaliśmy wtedy raport o stanie branży i przedstawiliśmy kilka konkretnych propozycji rozwiązań. W porozumieniu z kilkoma resortami określono niezbędne działania, które powinien podjąć nie tylko UKFiT, ale również ministerstwa finansów i gospodarki, a także powiązane z nimi instytucje.

Turystyka przyjazdowa jest tzw. eksportem usług i powinna stanowić dla rządu ważny element wpływów do budżetu państwa. Natomiast nie ma rozwiązań, które motywowałyby biura podróży do jeszcze większego zaangażowania się w sensie finansowym w rozwój tego rodzaju turystyki.

Wydatki z budżetu na promowanie rozwoju tej branży stanowią zaledwie ułamek procentu przynoszonych przez nią wpływów. Według danych za 1998 r., wartość eksportu usług turystycznych osiągnęła prawie 8,5 miliarda USD. Brakuje też jakiegokolwiek programu, którego celem byłoby wspieranie rozwoju turystyki krajowej. Państwo powinno stymulować popyt wewnętrzny w tym zakresie. Nie mówię tu tylko o rynku ofert luksusowych, ale również o turystyce młodzieżowej, studenckiej, pielgrzymkowej itd. Te segmenty rynku zostały zaniedbane przez państwo. Nie mam tu na myśli dotowania, ale kreowanie popytu na te usługi. Doszło do tego, że Polacy coraz częściej zaczynają wyjeżdżać do innych krajów, bo tam jest taniej. Tymczasem wypełnienie bazy hotelowej, poza Warszawą, niewiele przekracza 50 proc. Trzeba zachęcić klientów do korzystania z pozostałej połowy. Nie chcemy wymyślać niczego nowego, tylko skorzystać z programu rozwoju sektora małych i średnich przedsiębiorstw, który jest obecnie opracowywany. I to już da — naszym zdaniem — szansę na zauważalny postęp.

— Chcąc przyciągnąć turystów, trzeba promować Polskę, tymczasem przedsiębiorcy dość chłodno oceniają podejmowane w tym celu działania.

— Jako PIT o promocji Polski wyrażamy się nie chłodno, ale wręcz lodowato, z racji niskich środków przyznawanych na ten cel. Przedstawiliśmy, naszym zdaniem, najważniejsze i najpilniejsze problemy, które trzeba rozwiązać, żeby promocja kraju wywołała istotny wzrost przyjazdów. Polskie biura organizujące turystykę przyjazdową nie otrzymują jakiejkolwiek oferty pomocy od naszych zagranicznych ośrodków informacji turystycznej. Tymczasem firmy niemieckie czy amerykańskie we współpracy ze swoimi ośrodkami działającymi na terenie innych państw mają np. możliwość sfinansowania tzw. imprez edukacyjnych, wyjazdów do tych krajów dziennikarzy czy współfinansowania edycji katalogów reklamowych adresowanych do zagranicznych klientów. Natomiastnasze firmy w przebijaniu się na zagraniczne rynki są zdane na własne siły. Sądzę, że po ostatnich rozmowach z UKFiT sytuacja ulegnie zmianie.

— Powstaje Polska Organizacja Turystyczna, przedsiębiorcy mówią, że taka organizacja jest potrzebna, ale oczekują od niej już nie zapewnień na papierze, ale konkretnych rozwiązań. Kiedy biura odczują, że promocja Polski się rozwija?

— W dniu, w którym premier zatwierdzi, mam nadzieję, już skonsultowany z branżą statut POT. Organizacja ta będzie się opierać na trzech filarach. Pierwszy to administracja rządowa, czyli środki z budżetu państwa. Pozostałe to samorząd terytorialny i gospodarczy. W pierwszym etapie POT będzie strukturą ogólnopolską. W dalszych etapach tworzone będą jej oddziały regionalne bądź agendy.

— A jak Pan ocenia sytuację w turystyce wyjazdowej? Na razie przewagę zdobywają tutaj biura zachodnie. Czy polskie firmy mają szansę na wygranie w konkurencji z nimi?

— Dopóki biura nie dojdą do porozumienia i nie stworzą powiązań kapitałowych, dopóty, według mnie, nie będą odgrywać wiodącej roli na rynku. Orbis Travel wszedł w alians z Vingiem, bo jest przede wszystkim dysponentem sieci sprzedaży. Być może nie był w stanie stworzyć takiego produktu, aby mógł go dobrze sprzedać polskiemu klientowi. Jeżeli szefowie rodzimych biur nie zmienią swojego podejścia do prowadzenia interesów i nadal będą woleli pozostać prezesami małych spółek niż być udziałowcami dużych i silnych, ich rola ograniczy się jedynie do sprzedaży obcych produktów. Ocena, czy to dobre czy złe zjawisko zależy od spojrzenia na strategię rozwoju tego segmentu rynku. Natomiast z punktu widzenia konsumenta „im taniej, tym lepiej”. Trzeba powiedzieć, że od początku zmian nie było ze strony rządu działań ochronnych dla polskich touroperatorów.

“Dopóki biura nie dojdą do porozumienia i nie stworzą powiązań kapitałowych, dopóty, według mnie, nie będą odgrywać wiodącej roli na rynku. Orbis Travel wszedł w alians z Vingiem, bo jest przede wszystkim dysponentem sieci sprzedaży. Być może nie był w stanie stworzyć takiego produktu, aby mógł go dobrze sprzedać polskiemu klientowi. Jeżeli szefowie rodzimych biur nie zmienią swojego podejścia do prowadzenia interesów i nadal będą woleli pozostać prezesami małych spółek niż być udziałowcami dużych i silnych, ich rola ograniczy się jedynie do sprzedaży obcych produktów”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Radosław Górecki, Wojciech Kowalczuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / POLSKA TURYSTYKA TO ZANIEDBANE DZIECKO