Polska w iluzji megafuzji

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2025-06-03 20:00

Polscy politycy i biznes są zafascynowani megafirmami i dużymi fuzjami. Kolejną ma być konglomerat Pekao i PZU. Ale to niekoniecznie jest dobry kierunek. Potrzebujemy więcej fuzji wśród firm małych, a nie dużych.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

“Ogólny wniosek płynący z analiz nad fuzjami i przejęciami jest taki, że tego rodzaju działalność prowadzi zwykle do destrukcji wartości” – napisał brytyjski ekonomista John Kay w wydanej niedawno książce „The Corporation in the 21st Century”, nominowanej do nagrody książki roku "Financial Times". Zadedykowałbym tę konkluzję polskim politykom, biznesmenom i publicystom, którzy lansują fuzje między największymi firmami w kraju w celu budowania finansowych potęg, będących w stanie wziąć na swoje barki rozwój kraju. To nie brak siły finansowej ogranicza nasz rozwój.

W tym tygodniu cały rynek zelektryzowała informacja o planowanej fuzji banku Pekao i ubezpieczyciela PZU (które już są powiązane kapitałowo, tyle że ta druga firma ma udziały w pierwszej). Przedstawiciele obu firm ogłosili memorandum w tej sprawie. W komunikacie napisano: „Powstała po połączeniu obu spółek grupa bankowo-ubezpieczeniowa będzie jedną z największych instytucji finansowych w Europie”. Transakcję zachwalali politycy. Minister finansów Andrzej Domański mówił, że dzięki fuzji wygenerowany zostanie potencjał finansowania gospodarki w kwocie aż 200 mld zł (ponad 5 proc. PKB), co – wedle jego słów – pozwoli zastąpić Krajowy Plan Odbudowy.

Polityków z obu stron polskich sporów łączy przekonanie, że zwiększanie skali działania firm państwowych prowadzi do większego potencjału inwestycyjnego i tym samym wesprze ogólną wielkość nakładów rozwojowych w kraju. To przekonanie wiodło do fuzji Orlenu, Lotosu i PGNiG, a teraz do planowanej fuzji Pekao i PZU.

Na pewno potrzebujemy w Polsce zwiększenia finansowania rozwoju. Polska jest pustynią kredytową – stopa zadłużenia kredytowego firm spada od 10 lat i jest niemal najniższa w Unii Europejskiej. Pod względem relacji kredytu do PKB jesteśmy na poziomie Rumunii i Litwy, mimo że nasz sektor bankowy jest bardzo nowoczesny pod względem technologicznym i bezpieczny pod względem finansowym. Super nowoczesne banki mają jednak mały wkład w finansowanie inwestycji. Znalezienie sposobu na to, jak to zmienić, jest swego rodzaju Złotym Graalem ekonomicznym. Istnieją niezliczone analizy, jak duży potencjał inwestycyjny można wytworzyć w kraju dzięki ekspansji kredytu dla firm, ale nikt nie ma dobrego sposobu na to, od której strony do tego podejść. Mega fuzja dużych firm finansowych ma być remedium. Ale czy dobrym? Niekoniecznie.

Budowanie skali generalnie ma sens. Efekty skali przynoszą potężne korzyści w biznesie: zmniejszają jednostkowe koszty produkcji (koszt produkcji w przeliczeniu na jeden sprzedany produkt), pozwalają na specjalizację funkcji wewnątrz firmy, prowadzą do dywersyfikacji ryzyka, umożliwiają tym samym skierowanie większego wysiłku na innowacje. Dlatego w Polsce na pewno potrzebujemy konsolidacji w sektorze mikro i małych firm, a może też średnich. W Polsce firmy zatrudniające poniżej 20 osób odpowiadają aż za 45 proc. zatrudnienia, podczas gdy w UE jest to poniżej 40 proc., a w najbardziej innowacyjnych krajach poniżej 30 proc. Mamy za dużo małych podmiotów.

Ale przy pewnej skali działalności dalszej jej zwiększanie przynosi coraz mniejsze korzyści, a często wręcz jest niekorzystne. Tym bardziej jeżeli jest wiedzione przez menedżerów i polityków, a nie prywatnych właścicieli. Literatura ekonomiczna generalnie przechyla się w stronę wniosku, że większość fuzji wśród dużych firm przynosiła negatywne skutki: czy to dla akcjonariuszy czy gospodarki. Nuno Fernandez, profesor finansów w znanej szkole IESE Business School, napisał w książce z 2019 r. pt. „The Value Killers: How Mergers and Acquisitions Cost Companies Billions—And How to Prevent It”: „Jeśli historia może być wskazówką, 60 do 70 procent nowych fuzji kończy się niepowodzeniem i doprowadzi do zniszczenia wartości dla akcjonariuszy”.

Wiele innych badań pokazuje, że fuzje mają też negatywny wpływ na gospodarkę. Ekonomista John Kwoka w książce "Mergers, Merger Control and Remedies" pisze, że większość badanych fuzji i przejęć spowodowała szkodę dla konkurencji, zazwyczaj w postaci wyższych cen produktów, ale także w w formie skutków niezwiązanych z cenami.

Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest wiele. Jednym z nich jest to, że wiedzeni manią ekspansji menedżerowie bardzo często przepłacają za nabywane firmy. Innym – że wyobrażone oszczędności najczęściej się nie realizują w zakładanej skali.

Ale ja chciałbym zwrócić uwagę dodatkowo na specyficznie polski kontekst. Mega fuzje następują u nas między firmami państwowymi, prowadząc do ograniczenia konkurencji między nimi. Na konkurencję powinniśmy zwracać szczególną uwagę, ponieważ jesteśmy krajem o bardzo wysokim udziale firm będących własnością państwa w gospodarce. Wiadomo, że przy jednym właścicielu ta konkurencja jest ograniczona. Ale chodzi o konkurencję menedżerów, marek, kultur korporacyjnych. Taka konkurencja ma sens, zwiększa bodźce do rozwoju, zapewnia elastyczność.

Nie trafia do mnie też argument, że fuzje mają pomóc w ekspansji międzynarodowej. Proszę spojrzeć na polskie prywatne firmy, które prowadzą udaną ekspansję zagraniczną. Kluczem do sukcesu nie jest mega skala, ale wysoka pozycja rynkowa, sprawność menedżerów, wizja właścicieli. Wydaje mi się, że spółki państwowe mogą spokojnie osiągać sukces bez tworzenia wielkich konglomeratów.