Polskie czartery bronią polskich miejsc pracy

Paweł Zielewski
15-04-2002, 00:00

Zdaniem Zbigniewa Niemczyckiego, szefa rady nadzorczej linii lotniczych White Eagle, wojna czarterowa między Polską a Turcją wymaga szybkiego kompromisu. Z polskiego punktu widzenia jednak, wszelkie ustępstwa były jednocześnie zgodą na brak ochrony miejsc pracy w naszym kraju.

- Wojciech Szeląg (Polsat): Dotychczas już prawie 1 tys. osób nie poleciało na wakacje do Turcji. Następni siedzą na walizkach i nie wiedzą, czy też polecą. Z czyjej to winy?

- Zbigniew Niemczycki (White Eagle): Nie ma tu mowy o winie. Istnieje coś takiego, jak pojęcie obrony własnego rynku. Można przypomnieć tylko kilka faktów. Ruch turystyczny na linii Turcja-Polska tylko w zeszłym roku osiągnął pułap 200 tys. ludzi. Jest to ruch w jedną stronę. Tymi samymi samolotami do Polski nie przylatują tureccy turyści. Oblicza się, że Polacy zostawili w Turcji około 70 mln dolarów. Odpowiedzmy sobie na pytanie, gdzie te pieniądze stworzyły miejsca pracy. Nie tu. W kraju mamy problem bezrobocia. Musimy w każdy możliwy dostępny sposób chronić miejsca pracy. Dlaczego my mamy stać na ziemi, skoro mamy dobrych pilotów, samoloty, moce przerobowe, a Turcy mają opanować rynek przewozów?

- Ale Turcy mogą powiedzieć — to nie nasza wina, że nasi obywatele nie chcą latać do Polski, że wasz kraj nie jest dla nich atrakcyjny. Natomiast w powietrzu szanse muszą być równe...

- Zdecydowana większość państw chroni swoje rynki. Stąd się biorą umowy bilateralne o ruchu lotniczym. Ustala się pewne kwoty, zasady przewozów.

- Turcy chcieliby, żeby wzajemny rynek lotniczy był podzielony w stosunku 60 proc. dla Turcji i 40 proc. dla Polski. My chcemy zaś 70 proc. rynku przewozów dla siebie i 30 proc. dla Turcji.

- Wygląda to trochę inaczej. Rynek może być obsługiwany przez pięć firm. Strona polska w rozmowie z turecką zaproponowała, żeby były to trzy firmy tureckie i dwie polskie oraz żeby utrzymać te same proporcje, które były w zeszłym roku. Wówczas te proporcje wynosiły około 70 proc. dla polskich firm i 30 proc. dla tureckich. Turcy zażądali 60 proc. dla nas i 40 proc. dla siebie.

- Nie sądzi Pan, że resort gospodarki trochę za późno wziął się za rozstrzyganie problemu, bo dopiero 1 marca, kiedy pierwsi turyści już pakowali walizki?

- Nie sądzę.

- Ale właściciele biur podróży ubolewają, że z powodu tego konfliktu ponoszą straszne straty...

- Gorzej byłoby, gdybyśmy nic nie robili. Spotkalibyśmy się na kolejnej konferencji poświęconej zwalczaniu bezrobocia, a ja musiałbym ogłosić, że właśnie dokonałem redukcji zatrudnienia. Powtarzam — musimy bronić naszych miejsc pracy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Zielewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Polskie czartery bronią polskich miejsc pracy