Polskie firmy nie walczą o armię USA

opublikowano: 31-07-2019, 22:00

Dolary leżą na ulicy w... Redzikowie i Łasku. Kto się po nie schyli, zdobędzie doświadczenie przydatne np. na Ukrainie. Sęk w tym, że chętnych brak

Polski rynek zamówień publicznych był w ubiegłym roku wart 202 mld zł. Dla porównania: rząd USA wydał w 2018 r. 893,6 mld USD. Niestety polskie firmy ograniczają się głównie do własnego podwórka i nie radzą sobie dobrze w kontraktach z zagranicznymi podmiotami. NSPA, jedna z kilku agencji zakupowych NATO, w 2017 r. zamówiła usługi i towary za 4,3 mld EUR, a polskie firmy uzyskały z tej sumy 0,21 proc. ONZ wydało w 2018 r. 18,8 mld USD, z czego do polskich firm trafiło 0,03 proc. Departament Obrony USA wyłożył na zamówienia w 2016 r. 10,2 mld USD, a nasze przedsiębiorstwa dostały... 0,00165 proc.

Wśród polskich firm pozytywnie wyróżniają się spółki IT. Comarch i Asseco
realizują kontrakty dla NATO Communication and Information Agency. Nie jestem
zaskoczony, bo polskie IT działa na całym świecie — mówi Ron Farkas, założyciel
i prezes Poland-US Operations.
Zobacz więcej

RODZYNKI:

Wśród polskich firm pozytywnie wyróżniają się spółki IT. Comarch i Asseco realizują kontrakty dla NATO Communication and Information Agency. Nie jestem zaskoczony, bo polskie IT działa na całym świecie — mówi Ron Farkas, założyciel i prezes Poland-US Operations. Fot. Marek Wiśniewski

Kawałek Ameryki

Kontrakty dla zagranicznych instytucji nie są realizowane wyłącznie za granicą. Wiele wojskowych inwestycji realizowanych jest w Polsce — np. baza NATO w Łasku i tarcza antyrakietowa w Redzikowie.

— Tymczasem głównym wykonawcą w Redzikowie został turecki Zafer, wydłużenie pasa startowego w Łasku [12,7 mln USD — red.] realizuje joint venture Warbudu, w którym głównym udziałowcem jest francuska grupa Vinci, i SKE, utrzymaniem bazy [23,5 mln USD — red.] zajmie się amerykańska spółka KBR, a paliwo za 1,4 mln USD dostarczy amerykański Antech. Nawet wycinkę drzew [48,8 tys. USD — red.] zrobi firma z Bułgarii — mówi Ron Farkas, założyciel Poland-US Operations, które ułatwia polskim firmom zdobywanie kontraktów od amerykańskiej armii.

Temat jest mu bliski. Był oficerem Amerykańskich Sił Powietrznych (USAF), w 2012 r. przyjechał do Polski i pracował w ambasadzie USA w dziale zajmującym się międzynarodową współpracą obronną rządu. Założył w Polsce rodzinę, a w 2015 r. firmę — z myślą o wspieraniu amerykańskich przedsiębiorstw w Polsce. Już w pierwszym roku działalności okazało się, że jest ogromy popyt na usługi, ale... w odwrotnym kierunku.

Ostatni moment

Jego firma wygrała w 2018 r. wart 7,8 mln EUR przetarg NSPA na sprawdzenie kontraktu dotyczącego utrzymania samolotów. Była w ubiegłym roku jedyną spółką z Polski, podczas gdy kilkaset kontraktów otrzymali m.in. Amerykanie, Włosi, Austriacy, Hiszpanie, Turcy, Czesi, Holendrzy, Francuzi, Łotysze, Brytyjczycy i Niemcy.

— To wielka szkoda, bo polskie firmy nie wykorzystują szansy, żeby uczestniczyć w międzynarodowych przetargach realizowanych w ich kraju. W ten sposób mogłyby zdobyć doświadczenie, które pozwoliłoby im wyjść poza kraj — uważa Ron Farkas.

Jego zdaniem warto się tym rynkiem zainteresować już teraz, bo dostępne prognozy wskazują, że już ok. 2027 r. Polska może być płatnikiem netto do kasy UE.

— Polska to dobry hub do realizacji projektów w regionie, np. na Ukrainie. Z programu European Deterrence Initiative, którego budżet to 5,9 mld USD, w przyszłym roku 250 mln USD ma trafić na Ukrainę, gdzie realizowane są m.in. projekty w zakresie walki z dezinformacją kremlowską — mówi szef Poland-US Operations.

Gdzie szukać

Najbliższa szansa na kontrakt w Polsce to budowa magazynu i kompleksu utrzymania w bazie lotniczej w Powidzu. Wartość przetargu ogłoszonego na początku roku szacowana jest na 100-250 mln USD. Wkrótce zostanie wybrany wykonawca. Do 16 sierpnia można też składać oferty na zaprojektowanie i budowę obiektu europejskiego oddziału dowództwa amerykańskich sił specjalnych SOCEUR w Lublińcu.

— 23 lipca w miejscu przyszłej inwestycji odbyła się wizja lokalna, która była wymogiem dalszego udziału w przetargu. Zainteresowanych było 10 firm, w większościz Turcji, natomiast z Polski były tylko dwa przedsiębiorstwa, w tym nasza spółka — mówi Ron Farkas.

Podkreśla, że NSPA ma otwartych mnóstwo przetargów w całej Europie i na świecie, a agencja promuje zrównoważony udział państw w realizacji zamówień.

— Dzięki temu polskie firmy mogą dostać dodatkowe punkty. Niestety nie korzystają z tego — mówi Ron Farkas.

Wojskowe zamówienia powinny zainteresować firmy z wielu branż. Gdy w Polsce odbywają się ćwiczenia, pojawiają się przetargi na dostawę żywności, paliwa, namiotów, kontenery, usługi transportu. Amerykańskie pojazdy po przylocie muszą zostać oczyszczone, a przed wjazdem na europejskie drogi przejść badania techniczne.

— Były kontrakty na całą Europę na dostawę nabiału czy sprzętu do siłowni w siedzibach dowództw — wymienia Ron Farkas.

Twierdzi, że część firm z nieufnością podchodzi do międzynarodowych kontraktów, a to błąd, bo płatności są gwarantowane przez rząd USA lub NATO.

— Główną barierą dla polskich firm jest brak wiedzy o przetargach. Departament Stanu USA co miesiąc wysyła amerykańskim firmom informacje o tego typu zamówieniach. Widzimy ogromną potrzebę edukacji w zakresie możliwości robienia biznesu na międzynarodowych przetargach. We wrześniu organizujemy szkolenie dla polskich firm — mówi prezes Poland-US Operations.

3 PYTANIA DO ŁUKASZA PAŁUCHY Z POL-MARE

Jak się robi biznes z US Army

1. Od kiedy Pol-Mare bierze udział w międzynarodowych przetargach wojskowych?

Na rynku spedycyjnym działamy od 2001 r. i specjalizujemy się w transportach ładunków militarnych, towarów niebezpiecznych oraz ponadgabarytowych. Od 15 lat uczestniczymy w dostawach dla rządu USA. Na międzynarodowych przetargach wojskowych skoncentrowaliśmy się trzy lata temu, wtedy też nabyliśmy 30 proc. udziałów w Poland-US Operations. Obecnie jesteśmy zarejestrowani praktycznie na każdej platformie przetargowej.

2. Czy zajmujecie się wyłącznie transportem?

Choć jesteśmy firmą spedycyjną, zajmujemy się wieloma innymi dziedzinami, w tym doradztwem technicznym — wojskowym i cywilnym. Właśnie zdobyliśmy zlecenie na bieżącą konserwację kontenera — strzelnicy w amerykańskiej bazie wojskowej. Z tą strzelnicą Pol-Mare jest związane „emocjonalnie”, gdyż dwa lata temu transportowaliśmy ją do Polski aż z amerykańskiej bazy w Bahrajnie w ramach kontraktu zdobytego wspólnie z Poland-US Operations.

3. Czy zawsze trzeba wygrać przetarg, żeby pracować dla armii USA?

Nie wszystkie zlecenia zdobywa się tą drogą. W 2017 r. wygraliśmy przetarg na transport czołgów i pojazdów wojskowych (Abrams, Bradley) z jednostki wojskowej na stację kolejową w Drawsku Pomorskim. Amerykanie przewidywali, że operacja potrwa dwa dni, my zrobiliśmy to w jeden. Następnego dnia, kiedy inna firma miała kłopoty z zamocowaniem pojazdów na wagonach, zostaliśmy poproszeni o przejęcie od nich tego zadania. Po kilku godzinach wagony były gotowe do odjazdu, a my jeszcze w drodze powrotnej dostaliśmy zlecenie na pilny transport kontenerów na Litwie. Zanim dotarliśmy do Gdyni, auta Pol-Mare były już w drodze na załadunek do Drawska. Podobnie było podczas manewrów NATO Anakonda, największych w Europie Środkowej. Pol-Mare odegrało kluczową rolę w przemieszczaniu wojsk z lotnisk na poligony. Działaliśmy sprawnie 24 godziny na dobę i nasz kontrakt został poszerzony o kolejne zlecenia.

Rozmawiała Małgorzata Grzegorczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu