Polskie meble wyhamowują na granicy

opublikowano: 22-10-2018, 22:00

Nasz przemysł meblowy nie osiągnie w tym roku takich wyników, jakich niedawno się spodziewał. Powód? Zauważalne spowolnienie w Niemczech

Na początku roku branża meblowa tryskała optymizmem, a Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli (OIGPM) prognozowała, że sprzedaż po raz pierwszy w historii przekroczy psychologiczny próg 50 mld zł. Do wakacji wszystko szło dobrze, potem jednak coraz gorzej.

Prognozy spadają...

— W tym roku nie uda się prawdopodobnie przekroczyć 50 mld zł. Na dziś spodziewamy się, że sprzedaż całej branży wyniesie 49,2-49,3 mld zł — mówi Michał Strzelecki, dyrektor biura OIGPM.

To oznaczałoby wprawdzie nadal znaczący, bo wynoszący 6,7-6,9 proc., wzrost, ale byłby on mniejszy niż rok wcześniej. Wtedy sprzedaż zwiększyła się o 8,2 proc., z 42,6 do 46,1 mld zł. Zdaniem Michała Strzeleckiego, skorygowanie przewidywań było konieczne, ponieważ po wakacjach zmieniła się sytuacja na rynku, szczególnie eksportowym. Przypomnijmy, że za granicę wyjeżdża dziewięć na każde dziesięć mebli wyprodukowanych w Polsce.

— Latem nasza branża zawsze ma mniej zamówień. To naturalne. Początek jesieni, czyli wrzesień, przynosi jednak wzrost sprzedaży, który niweluje wakacyjny spadek. Jednak w tym roku w segmencie mebli tapicerowanych tego odbicia nie widać — mówi dyrektor OIGPM. Dodaje, że na szczęście w pozostałych segmentach znana z ubiegłych lat tendencja jest dostrzegalna. Sierpniowe dane GUS pokazują, że wprawdzie mebli tapicerowanychsprzedano o 50 tys. sztuk mniej niż rok wcześniej, ale sprzedaż w innych grupach wzrosła o 990 tys. sztuk. Michał Strzelecki powodów zmiany sytuacji na rynku upatruje głównie u naszego zachodniego sąsiada, który jest największym importerem mebli z Polski. Do Niemiec — według KPMG — trafia ponad 36 proc. całego eksportu branży, a na kolejnych miejscach są: Wielka Brytania (prawie 8 proc.), Czechy (ponad 7 proc.) i Francja (około 6 proc.). — Widać pierwsze oznaki spowolnienia gospodarczego za Odrą i Niemcy kupują teraz mniej mebli — wyjaśnia przedstawiciel OIGPM. To pogarsza nastroje eksporterów, a na rynku słychać, że będzie jeszcze gorzej.

— Spotkałem się z przewidywaniami, że tegoroczny eksport polskich mebli do Niemiec skurczy się nawet o 20 proc. — mówi Martin Czyrnia, analityk rynku meblowego z firmy B+R Studio.

...problemy rosną

Trudności jest jednak więcej. Producenci mebli tapicerowanych zderzyli się ze znacznym wzrostem cen podstawowych surowców — nie tylko stosowanej przez zdecydowaną większość fabryk płyty drewnopodobnej, ale także pianki poliuretanowej, których używa tylko ten segment meblarski.

— Poziom opłacalności produkcji i poziom cen akceptowanych przez zagranicznych odbiorców w wielu przypadkach przestały się „stykać”, co poskutkowało spadkiem zamówień takich mebli — tłumaczy Michał Strzelecki.

Sporym kłopotem jest też powszechny niedobór rąk do pracy.

— Fabryki nie mogą więc rozwijać produkcji w takim stopniu, jak by chciały — mówi Martin Czyrnia.

Polskie firmy meblarskie nadal zatrudniają najwięcej pracowników w całej Europie — ponad 160 tys. Na drugim miejscu są niemieckie (około 130 tys.), a na trzecim — włoskie.

Zadyszka dokucza

W ostatnich latach nasz kraj pnie się w górę w rankingu eksportów mebli. W 2014 r. zajmowaliśmy 5. pozycję, ale potem wyprzedziliśmy Indie, a w zeszłym roku — na co wskazują dane ONZ — także Włochy. Ich eksport wart był 9,6 mld EUR, nasz — 9,8 mld EUR. Przed Polską są już tylko Niemcy — 11 mld EUR i daleko z przodu Chiny — 50,1 mld EUR. Czy spowolnienie, z jakim mamy do czynienia, nie spowoduje, że włoscy meblarze znowu znajdą się przed nami?

— Nie można wykluczyć takiego scenariusza — uważa analityk z B+R Studio.

Prognozy firmy mówią o tym, że eksport z Polski w tym roku wzrośnie, ale tylko o niespełna 7 proc., podczas gdy przed rokiem było to 8 proc., a jeszcze wcześniej — 9 proc.

— Mamy do czynienia z zadyszką — konkluduje Martin Czyrnia. Więcej nadziei słychać w głosie Michała Strzeleckiego.

— Nie spodziewam się, by Włosi na tyle zwiększyli eksport, żeby nas ponownie wyprzedzić, szczególnie że przecież sami borykają się ze sporymi problemami wewnętrznymi — mówi dyrektor OIGPM.

Według niego wszystko zależy od tego, w jakim stopniu spadek sprzedaży mebli tapicerowanych zostanie skompensowany przez wzrost sprzedaży w pozostałych grupach.

— Trudno to teraz przewidzieć, szczególnie że ostatni kwartał może wciąż sporo zmienić — mówi Michał Strzelecki.

Sytuacja za zachodnią granicą nie napawa jednak optymizmem.

— Nie wiadomo, jak długo jeszcze Niemcy będą chcieli kupować tyle polskich mebli, ile do tej pory. Aby branża nadal się rozwijała, musi się więc otwierać szerzej na kolejne rynki: środkowoazjatyckie, bliskowschodnie czy amerykańskie — uważa Martin Czyrnia.

 

OKIEM PRODUCENTA

Drugie półrocze obniży wskaźniki

JAN SZYNAKA, prezes firmy Szynaka Meble

Kiedyś Niemcy dość powszechnie zmieniali meble co kilka lat. Obecnie, być może m.in. w wyniku dużego napływu cudzoziemców, przeciętny czas użytkowania mebli się wydłużył. Ten rok jest pierwszym, w którym widać wyraźną zmianę wskaźników, co oczywiście przekłada się na sprzedaż mebli. Spowolnienie naszej branży dostrzegalne jest nie tylko w Niemczech, ale także na wielu innych rynkach. Ponadto w Polsce wzrosły koszty pracy i energii elektrycznej — i to o kilkanaście procent. W efekcie nasze produkty są droższe i przez to mniej konkurencyjne niż do tej pory. W tej sytuacji na rynek europejski silniej zaczynają naciskać producenci z Chin. Po dobrych wynikach sprzedaży w pierwszym półroczu w drugim zobaczymy kiepskie, co zaniży całoroczne wskaźniki branży.

 

OKIEM PRODUCENTA

Niemcy szukają oszczędności

MARCIN BARAŃSKI, dyrektor generalny firmy Vox

Na niemieckim rynku faktycznie widać spowolnienie, szczególnie w tradycyjnym kanale sprzedaży. To oznacza, że dotyczy ono producentów, którzy nie sprzedają mebli pod własnymi markami, a zdecydowana większość polskich eksporterów do takich należy. Vox prowadzi jednak inną politykę handlową i na niemieckim rynku sprzedajemy nasze produkty wyłącznie pod własną marką. Nie odczuwamy spowolnienia, sprzedaż dalej rośnie. Problemy polskich eksporterów mebli na rynku niemieckim mogą wynikać z tego, że ci odbiorcy zaczynają ostatnio szukać kontrahentów z krajów, w których koszty produkcji są niższe niż u nas.

 

OKIEM PRODUCENTA

To jeszcze nie dekoniunktura

ROMAN PRZYBYLSKI, członek zarządu i dyrektor handlowy Grupy Nowy Styl

Nasza firma różni się od zdecydowanej większości polskich producentów mebli, ponieważ sprzedajemy głównie meble biurowe. Ponadto sprzedajemy przede wszystkim poprzez własny system dystrybucji, a bardzo duża część innych polskich podmiotów — poprzez sieci handlowe. Nasza sprzedaż bezpośrednio do odbiorców, którzy wyposażają biura, nie spada, jednak część naszych produktów trafia również do niemieckich sklepów meblowych i w tym segmencie widzimy spowolnienie. Zresztą niemiecka izba producentów mebli także potwierdza, że sierpień przyniósł pierwsze spadki sprzedaży, a wrzesień był kontynuacją tego trendu. Mimo to nie wróżyłbym, że to już nadejście dekoniunktury.

 

TRZY PYTANIA DO... IGNACEGO MORAWSKIEGO, SZEFA PLATFORMY SPOTDATA

Niemcy oknem, Polska zapleczem

1. Producenci mebli narzekają, że pogorszenie koniunktury w Niemczech nie pozwoli im pobić w tym roku rekordu 50 mld zł przychodów. Czy związki polskiej gospodarki z niemiecką rzeczywiście są tak duże?

Są bardzo duże i co najciekawsze — cały czas rosną. Udział Niemiec w całym naszym eksporcie, który do 2012 r. się zmniejszał, po kryzysie w strefie euro zaczął znów się zwiększać. W ciągu kilku lat wzrósł z 25 do 28 proc. Widać, że kryzys strefy euro wzmocnił więzi polsko-niemieckie, ponieważ oba kraje przeszły przez ten kryzys suchą stopą i, mówiąc w uproszczeniu, nawzajem sobie pomagały. Niemcy są oknem na świat polskiego przemysłu, a Polska jest zapleczem produkcyjnym Niemiec. Jest wiele badań, które pokazują, że konkurencyjność niemieckiej gospodarki wzrosła po 2004 r. m.in. dzięki ekspansji łańcuchów dostaw w Europie Środkowej. To oczywiście sprawia, że gdy w Niemczech jest spowolnienie, to w Polsce też.

2. Jakie jeszcze branże są wystawione na podwyższone ryzyko?

Zdecydowanie najbardziej wrażliwą na niemiecką koniunkturę branżą jest przemysł motoryzacyjny. W ostatniej dekadzie niemieckie firmy mocno rozbudowywały w Polsce łańcuchy dostaw, dlatego np. produkcja części i akcesoriów do aut w ciągu dekady wzrosła niemal o 220 proc. Wrażliwe na koniunkturę niemiecką są też branże powiązane z automotive, czyli przetwórstwo metali i tworzyw sztucznych. Produkcja mebli też mocno reaguje na zmiany niemieckiej koniunktury, choć nie aż tak mocno, jak wspomniane branże.

3. Spowolnienie koniunktury to nie tylko kłopoty. Czy inwestorzy giełdowi powinni zainteresować się np. firmami faktoringowymi i odzyskującymi wierzytelności? Jaki biznes korzysta na spowolnieniu gospodarczym?

Firmy, które zapewniają innym firmom wsparcie w trudnych czasach, niekoniecznie muszą zyskiwać na kryzysie. One najbardziej zyskują na strachu przed kryzysem, ale nie na jego faktycznym wystąpieniu. Teoretycznie w czasach spowolnienia najlepiej zwracać uwagę na sektory, które nie są cykliczne, np. firmy użyteczności publicznej, takie jak energetyczne. W Polsce to może jednak nie działać, bo w tych sektorach jest specyficzne ryzyko regulacyjne. Poza tym sądzę, że nadchodzące spowolnienie nie będzie tak silne, by wywoływać strach wokół firm z branż cyklicznych. Firmy przemysłowe, szczególnie te, które mają rozbudowaną sieć klientów i inwestują w nowoczesne metody produkcji, powinny wciąż radzić sobie dobrze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Polskie meble wyhamowują na granicy