Polskie recepty na niemieckie spowolnienie

opublikowano: 11-06-2019, 22:00

Stagnacja gospodarcza za zachodnią granicą dokucza naszym eksporterom. Mają jednak swoje sposoby, by się jej nie poddawać

Niemcy to od 30 lat nasz najważniejszy partner handlowy. W zeszłym roku sprzedaliśmy za Odrę towary i usługi warte łącznie 62,2 mld EUR, czyli o prawie 10 proc. więcej niż rok wcześniej — podaje GUS.

Eksport do Niemiec stanowił w 2018 r. aż 28,2 proc. całego eksportu (rok wcześniej było to 27,5 proc.). Problem w tym, że ten rok przyniósł zmianę sytuacji makroekonomicznej u naszego zachodniego sąsiada.

— Spowolnienie widzimy już od co najmniej kilku miesięcy. Wskaźniki PMI dla tamtejszej gospodarki pokazują je bardzo wyraźnie — mówi Józef Siwiec, prezes Zakładów Magnezytowych Ropczyce, które produkują ceramiczne materiały ogniotrwałe, zaś Niemcy są dla nich kluczowym zagranicznym rynkiem.

W styczniu 2019 r. PMI dla niemieckiego przemysłu spadł poniżej granicy 50 pkt i nadal się obniża. Stagnację zauważają także inne firmy, które eksportują swe produkty za zachodnią granicę.

— Przewidujemy, że ten trend nasili się jeszcze w drugiej połowie tego roku — uważa Piotr Lisiecki, prezes Boryszewa, grupy działającej w branży metalowej, motoryzacyjnej i chemicznej.

Mirosław Bendzera, szef Famuru, producenta maszyn i urządzeń m.in. dla przemysłu górniczego oraz kolei, liczy na to,

że spowolnienie przyjdzie nieco później. Ma nadzieję, że w 2019 r. panować będzie jeszcze dość dobra koniunktura, ale od połowy kolejnego na rynku pojawią się sygnały spowolnienia.

Ucieczka do przodu

Nadchodząca stagnacja w różnym stopniu dotknie poszczególnych eksporterów, w zależności od branży oraz skali handlu z niemieckimi partnerami.

— Chcąc przeciwdziałać skutkom spowolnienia, poszukujemy innych rynków zbytu, przy czym nastawiamy się przede wszystkim na Europę. W poszczególnych segmentach i spółkach grupy Boryszew różnie to wygląda, np. blachę cynkową sprzedawaliśmy dotychczas prawie wyłącznie do Niemiec, teraz pozyskujemy odbiorców np. we Włoszech — mówi Piotr Lisiecki.

Według niego największym wyzwaniem jest sytuacja w segmencie motoryzacyjnym, który w Europie jest zdominowany przez koncerny niemieckie. Dlatego też Boryszew różnicuje portfel klientów poprzez pozyskiwanie tzw. nominacji od azjatyckich producentów i o takie obecnie zabiega. Drogą dywersyfikacji idą również Ropczyce, dla których eksport stanowi około 56 proc. całej sprzedaży.

— Szukamy innych niż europejskie rynki zbytu, np. na Bliskim Wschodzie czy w Afryce południowej. Bardzo dobrze rozwija się eksport naszych wyrobów dla przemysłu cementowo-wapienniczego oraz hutnictwa metali nieżelaznych do USA. Bardzo ważna dla nas jest również dywersyfikacja branżowa — mówi Józef Siwiec.

Drogi prąd nie pomaga

Wyjaśnia, że europejskie hutnictwo boryka się teraz z bardzo dużym problemem. Chodzi o to, że na skutek wojny celnej cała nadwyżka eksportowa z państw Azji oraz Rosji i Ukrainy trafiała teraz nie do USA, ale właśnie do UE.

— W Polsce mamy dodatkowo kłopot z radykalnie wyższymi niż w zeszłym roku cenami energii elektrycznej, a perspektywa wprowadzenia rynku mocy oznacza kolejne podwyżki. To również dla Ropczyc problem, ponieważ hutnictwo odpowiada za prawie połowę przychodów spółki. Staramy się więc ograniczać koszty, prowadząc najbardziej energochłonne procesy w okresach, gdy taryfa jest najniższa — na III zmianie czy w soboty i niedziele — mówi prezes spółki.

Famur planuje zdywersyfikować swą działalność, stawiając m.in. na górnictwo twardych skał (czyli Hard Rock Mining). Ten segment związany z wydobyciem np. rudy złota, srebra, miedzi, cynku, niklu, ołowiu czy diamentów to jeden z najważniejszych kierunków rozwoju spółki założony w jej strategii na lata 2019-23. Zdaniem prezesa najlepsza byłaby tu akwizycja, dlatego Famur analizuje różne podmioty. Ponadto grupa stawia też na rozwój działalności w segmencie związanym z transportem i przeładunkiem.

Nadzieja w marży

W stosunkowo dobrej sytuacji jest również PGO, producent odlewów i odkuwek.

— Spowolnienie, a być może, jak mówią niektórzy, nawet kryzys w Niemczech dotyczy przede wszystkim dwóch branż: produkcji samochodów osobowych oraz metalurgii i hutnictwa. Chociaż Niemcy są także dla nas głównym zagranicznym partnerem handlowym i trafia do nich około 20 proc. naszego eksportu, to akurat w tych dwóch segmentach nie mamy kontrahentów — mówi prezes spółki Łukasz Petrus. PGO sprzedaje swoje produkty odbiorcom działającym w rolnictwie, górnictwie, przemyśle morskim, kolejowym czy przy produkcji samochodów ciężarowych, a te branże — jak zauważa szef PGO — przynajmniej na razie zachowują się stabilnie.

— Jesteśmy też w tej dobrej sytuacji, że mamy także od firm z Niemiec coraz więcej zamówień na wyżej przetworzone, a przez to także wyżej marżowe produkty — dodaje Łukasz Petrus.

Niemcy to również jeden z najważniejszych — obok Francji i Włoch — zagraniczny rynek dla Oknoplastu. Tomasz Radecki, członek zarządu tego producenta stolarki okiennej, zapewnia, że nie obawia się spowolnienia za zachodnią granicą.

— Na tamtejszym rynku czujemy się bezpiecznie — mówi i wyjaśnia, że receptą Oknoplastu na stagnację będzie rozszerzanie zasięgu geograficznego.

Firma ma swoich dystrybutorów, przez których sprzedaje aż 95 proc. produktów, przede wszystkim w zachodnich landach. Jeśli tam popyt będzie się zmniejszał, Oknoplast postara się zdobyć kolejnych partnerów handlowych w nowych dla siebie częściach Niemiec i w ten sposób ma nadzieję nadal zwiększać sprzedaż.

Trudny rynek pracy

- Widzimy pewne symptomy spowolnienia gospodarczego na rynku niemieckim, choć nadal sektor energetyczny ogłasza nowe przetargi i zamawia nasze rozwiązania – mówi Artur Bratkowski, dyrektor ds. aparatury i systemów pomiarowych Apatora.

Toruński producent urządzeń pomiarowych zakłada w swojej strategii m.in. mocną ekspansję zagraniczną, przede wszystkim na rynki europejskie, szczególnie te nieodległe. Firmie zależy na wzroście udziałów w Europie Środkowo-Wschodniej oraz właśnie w Niemczech.

Zdaniem Artura Bratkowskiego spowolnienie może też wynikać z problemów na rynku pracy.

- Niedobór wykwalifikowanych monterów powoduje zmniejszone zamówienia na urządzenia pomiarowe i aparaturę łączeniową lub rozłożenie dostaw na dłuższy okres – uważa dyrektor z Apatora.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu