Pomoże, bo dużo może

Martyna Mroczek, Paweł Zielewski
30-05-2007, 00:00

Jak z małej, lokalnej spółki zamienić się w lidera branży? Jest ktoś, kto chętnie da na to pieniądze. Oczywiście nie bezinteresownie.

venture capital Fundusze PE/VC są dla wielu firm jedynym rozwiązaniem

Jak z małej, lokalnej spółki zamienić się w lidera branży? Jest ktoś, kto chętnie da na to pieniądze. Oczywiście nie bezinteresownie.

Fundusze venture capital i private equity (PE/VC) inwestują w spółki, które nie są (jeszcze — to kluczowy problem) notowane na giełdzie. Inwestycje, dokonywane we wczesnych stadiach rozwoju przedsiębiorstw, służą zarówno funduszowi, jak i firmie, która wraz z kapitałem bardzo często otrzymuje know-how, na które w normalnej sytuacji jej nie stać.

W skrócie wygląda to tak: fundusze kupują udziały lub akcje przedsiębiorstw nienotowanych na giełdzie i — modyfikując jego strategię rozwoju — starają się, aby wartość danego przedsiębiorstwa znacząco wzrosła, by po kilku latach odsprzedać swe udziały lub akcje z zyskiem.

Czy Polska jest atrakcyjna dla funduszy PE/VC?.

Na razie na naszą część Europy przypada ledwie 1,5 proc. wszystkich europejskich inwestycji.

Zdaniem Jacka Ostrowskiego, menedżera w zespole ds. obsługi transakcji PricewaterhouseCoopers, Warszawa raczej nie stanie się drugim Londynem, jeśli chodzi o rynek private equity. Jednak stabilna gospodarka, członkostwo w Unii Europejskiej oraz coraz lepsza infrastruktura prawno-administracyjna wpływają pozytywnie na dynamikę inwestycji private equity, która powinna być dużo wyższa niż w pozostałej części Europy.

To, co utrudnia rozwój rynku, to ciągle mało przejrzysty system podatkowy i bariery administracyjne.

— Duże, rozwinięte polskie firmy nie powinny mieć problemów, żeby sprostać oczekiwaniom funduszy, bo wcześniej intensywnie współpracują z bankami albo są notowane na giełdzie. Natomiast właściciele mniejszych firm, którzy stworzyli je od podstaw i ciągle aktywnie nimi zarządzają, potencjalnie mogą mieć większe problemy. Mentalność przedsiębiorców może stanowić najpoważniejszą barierę dla inwestorów. Z drugiej strony, wycofanie się dotychczasowego właściciela z aktywnego kierowania spółką to spore ryzyko dla funduszu, bo sukces firmy często jest uzależniony od zdolności menedżerskich właściciela czy wręcz kontaktów osobistych — tłumaczy Jacek Ostrowski.

Bijemy rekordy

Na polskim rynku pojawiło się już sporo kapitału w postaci nowo utworzonych funduszy. Fundusz Enterprise Investors zgromadził kapitał o rekordowej w skali Europy Środkowej wartości 658 mln EUR. Obok gigantów na rynku działają również nieporównywalnie mniejsze, lecz nie mniej ambitne fundusze, np RFI (Regionalne Fundusze Inwestycji) — jeden z najmniejszych funduszy VC w Polsce. Działa w ramach programu Unii Europejskiej Phare/Struder. Może zainwestować najwyżej 0,5 mln EUR i to tylko w przedsiębiorstwo działające na obszarze województwa łódzkiego.

Takie małe fundusze to szansa dla regionalnych firm.

Przykład? Z takiej szansy skorzystał Helios, firma zarządzająca siecią kin i dystrybutor filmów. W 1998 roku fundusz RFI zainwestował w nią 1,8 mln zł w zamian za 32 proc. udziałów. Za te pieniądze Helios otworzył albo zmodernizował kina m.in. w Radomiu, Kaliszu czy Włocławku, kupił nowoczesny sprzęt i wyposażenie. Po sześciu latach fundusz wycofał się z inwestycji z zyskiem, sprzedając akcje Heliosu… funduszowi venture capital (Nova Polonia), który w zamian za 10 mln EUR objął 46 proc. akcji.

Dzisiaj Helios to jeden z liderów branży filmowej w Polsce, przygotowujący się do wejścia na giełdę.

Każdy może wejść

Inwestorem, przynajmniej pośrednim, może zostać praktycznie każdy, a fundusze nie gardzą nawet niewielkimi kwotami.

Secus I FIZ (fundusz zamknięty inwestujący w spółki niepubliczne) jest pierwszym polskim funduszem private equity, który skierował ofertę do inwestorów indywidualnych. Nabywcy certyfikatów inwestycyjnych mogą w przyszłości otrzymać atrakcyjną stopę zwrotu z zainwestowanego w wybraną przez fundusz spółkę kapitału. Każda inwestycja funduszu ma być zakończona wprowadzeniem spółki na giełdę. Choć na razie Secus I FIZ nie ma na koncie żadnych inwestycji w Polsce, chętnych „do zainwestowania” nie brakuje. Niedługo fundusz rozpocznie budowanie portfela aktywów.

— Profil idealnej firmy, z którą fundusz najchętniej podjąłby współpracę, to taka, która ma długoterminową perspektywę rozwoju na rynku i której produkt albo usługa wpisują się we wzrostowe tendencje rynkowe przynajmniej w skali europejskiej. Na przykład niechętnie zainwestowalibyśmy w firmę tytoniową, mając na względzie spadającą liczbę palaczy tytoniu. Z drugiej zaś strony poszukujemy ciekawych tematów inwestycyjnych np. z zakresu nowych technologii — tłumaczy Robert Koperczak, dyrektor wydziału projektów inwestycyjnych Secus Asset Management, zarządzającego portfelem inwestycyjnym Secus I FIZ.

Tradycja zobowiązuje

Na szczęście nie tylko nowe technologie mają szanse na pozyskanie inwestora. Tak zwany tradycyjny przemysł też bywa łakomym kąskiem dla funduszy PE/VC. Przykładem może być Praterm — spółka, która od lat zajmuje się ciepłownictwem. Fundusze Nova Polonia zarządzane przez Polonia Financial Services dostrzegły w niej potencjał rozwoju i w latach 2002-04 zainwestowały w spółkę 10 mln EUR, zyskując jednocześnie 75 proc. kapitału akcyjnego.

Przeciwko inwestycji przemawiał m.in. regulowany charakter tego rynku oraz niepewność, czy spółka jest w stanie wygrywać kolejne przetargi i kupować nowe firmy ciepłownicze. Jednak funduszowi opłaciło się zaryzykować.

Ponieważ środki zostały dobrze zainwestowane, zarząd Pratermu i fundusze wspólnie podjęły decyzję o uzyskaniu kolejnych pieniędzy z giełdy. Emisja akcji zakończyła się sukcesem jesienią 2004 r., a spółka uzyskała 90 mln zł na dalsze inwestycje. W międzyczasie fundusze sprzedały część akcji w spółce. Wpływy uzyskane ze sprzedaży plus bieżąca wycena akcji Pratermu posiadanych przez Nova Polonia dały ponad czterokrotny zwrot z inwestycji.

Współpraca: Paweł Zielewski

okiem eksperta

Bogusław Buszek

menedżer w dziale doradztwa

finansowego Deloitte

Te pieniądze to kropla w morzu potrzeb firm

W całej Europie w 2006 roku wartość finansowania dłużnego, służącego wykupom lewarowanym wyniosła około 120 mld EUR. W Polsce można na razie mówić o najwyżej kilkudziesięciu tego typu transakcjach rocznie. Polski rynek jest już jednak gotowy i wystarczająco dojrzały do tego, by wykupy przedsiębiorstw stały się zjawiskiem coraz bardziej powszechnym. Sprzyja temu nie tylko stabilna sytuacja makroekonomiczna, ale również rosnąca świadomość właścicieli i menedżerów polskich firm, którzy zaczynają dostrzegać możliwości, jakie dają wykupy. Wartość pojedynczej transakcji powinna w najbliższych latach rosnąć, więc spodziewam się coraz częstszego wykorzystywania przy wykupach kredytów bankowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Martyna Mroczek, Paweł Zielewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Pomoże, bo dużo może