Morawiecki: Potrzeba nam garści rynku i szczypty państwa

O wetowaniu unijnego budżetu, nowych programach pomocowych dla firm, zmianach w podatkach i gospodarczej ofensywie Polski po pandemii — mówi premier Mateusz Morawiecki.

Przeczytaj wywiad o gospodarce, w którym premier Mateusz Morawiecki mówi o:

  • wetowaniu unijnego budżetu i jego konsekwencjach
  • nowych programach pomocowych dla firm oraz koniecznych obostrzeniach
  • rządowej strategii wyprowadzania gospodarki z kryzysu
  • stanie finansów publicznych
  • kondycji sektora bankowego
  • wynikach narodowych czempionów

oraz relacjach gospodarczych z Chinami i Białorusią

Morawiecki: Potrzeba nam garści rynku i szczypty państwa

opublikowano: 06-12-2020, 20:00

O wetowaniu unijnego budżetu, nowych programach pomocowych dla firm, zmianach w podatkach i gospodarczej ofensywie Polski po pandemii — mówi premier Mateusz Morawiecki.

Rafa Guz

“PB”: Dlaczego Polska chce zawetować unijny budżet? Jaki mamy pomysł na załatanie dziury po dziesiątkach miliardów euro, które stracimy z funduszy unijnych?

Mateusz Morawiecki: Weto jest potrzebne jako sprzeciw wobec mechanizmów, przez który pieniądze w sposób arbitralny i – co najważniejsze — pozatraktatowy, mogą być zabierane różnym krajom. Nawet jeśli nie dojdzie do kompromisu teraz, to przez rok budżetowy będziemy korzystać z prowizorium i walczyć o nowe, jak najlepsze, warunki. Ścieranie się różnych racji to sytuacja naturalna, niekiedy nawet niezbędna, zarówno w biznesie, jak polityce. Niezależnie rozkręcamy programy inwestycyjne. To dziesiątki miliardów złotych na inwestycje lokalne, chociażby na drogi gminne i powiatowe, więc nie mam obaw, że ewentualne prowizorium będzie miało istotny wpływ na naszą gospodarkę.

Gorzej, jeśli weto — jak twierdzi opozycja — to przymiarka do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Będzie pan premierem, który zacznie choćby dyskusję o polexicie?

Za każdym razem, gdy otwieramy negocjacje, opozycja straszy wyjściem z Unii Europejskiej. Prawda jest taka, że o miejsce we wspólnocie walczy się w poważnym, czasem rzeczywiście szorstkim, ale partnerskim dialogu. Od polityki interpretacji wolę politykę realizacji polskich interesów. Interesy Polski leżą w Unii Europejskiej, ale to nie oznacza, że musimy się zgadzać na każdy postulat. Nie zapominajmy też, że w Polsce leżą również ważne interesy innych unijnych państw. My podkreślamy konieczność zmian także innych zjawisk, np. rajów podatkowych, czyli nieuczciwego mechanizmu, dzięki któremu najbogatsze kraje zabierają pieniądze pozostałym. Warto się zastanowić, dlaczego tak się dzieje, że gdy podnosimy temat rajów na forum unijnym, to zaraz słychać jakiś głos tego czy innego przywódcy, atakującego Polskę za rzekome łamanie zasad praworządności.

Palący temat to także walka z pandemią. Jak pan ocenia z perspektywy czasu: marcowy lockdown był niezbędny? Wirusa nie pokonaliśmy, ponieśliśmy gigantyczne koszty, a na horyzoncie czekają kolejne wielkie wydatki. Czy nas na to stać?

Pierwszą falę nasza gospodarka przeszła jako jedna z najmniej poturbowanych gospodarczo w Europie. Bezrobocie wzrosło nieznacznie — nie ponieśliśmy strasznego kosztu w postaci utraty setek tysięcy miejsc pracy. W Hiszpanii jest blisko 4 miliony bezrobotnych, a to kraj porównywalny wielkością populacji do Polski. Niemal natychmiastowy lockdown wiosną ochronił nasze zdrowie, lecz przedsiębiorstwa zostały dotknięte bardzo mocno i dlatego szybko zastosowaliśmy tarczę finansową. Oczywiście były to trudne decyzje, ale z biegiem czasu widać, że błyskawicznie przekazywane pieniądze uchroniły polską gospodarkę przed katastrofą i gigantycznym wzrostem bezrobocia. Szacujemy, że pieniądze z tarcz dotarły bezpośrednio i pośrednio do prawie 5 milionów pracowników. Teraz jesteśmy gotowi na pomoc dla najbardziej dotkniętych branż, na którą przeznaczymy co najmniej 35 mld zł.

Jaki jest bazowy scenariusz rządu w kwestii rozwoju pandemii, a co za tym idzie — bardziej prawdopodobne jest zacieśnianie czy luzowanie obostrzeń?

W scenariuszu bazowym restrykcje są konieczne do końca stycznia, a potem będziemy decydować na podstawie aktualnej sytuacji i prognoz. Chcemy jednak być przygotowani na każdy scenariusz, bo wciąż zagrożeniem jest trzecia fala wczesną wiosną, dlatego musimy ciągle utrzymywać szpitale rezerwowe – naszą czwartą „linię obrony”, i przestrzegać zasad sanitarnych. Nie mogę też całkowicie wykluczyć nowych obostrzeń, bo to zależy od tego, jak będziemy przestrzegać obecnych. Nasze prognozy będą zależne także od tego, jak szybko nabędziemy odporności dzięki szczepionkom. Czekamy na ich zatwierdzenie przez europejskie agencje, po czym niezwłocznie rozpoczniemy krajowy program szczepień. Mam nadzieję, że będzie ta bardzo dobra wiadomość przełoży się w przyszłym roku nawet na 4 proc. wzrostu gospodarczego. Lub więcej.

Zakup szczepionek oznacza miliardowe wydatki z kasy państwa, a jeśli to połączymy z potencjalną utratą funduszy spójności, to wracam z pytaniem: nie zabraknie nam pieniędzy na walkę z pandemią?

Gdyby nie pandemia, nasz budżet miałby w tym roku zerowy deficyt, ale mimo walki z koronawirusem finanse państwa są w dobrym stanie dzięki naszym wcześniejszym wysiłkom w uszczelnianiu systemu podatkowego. Dziś już wiemy, że nadchodzące lata będą specyficzne – Joseph Stiglitz, noblista z ekonomii, powiedział, że musimy się przyzwyczaić do życia z deficytem przez dłuższy czas. Tu warto spojrzeć na świat – MFW prognozuje, że dług publiczny w relacji do PKB przekroczy 100 proc. w Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii, we Włoszech grubo ponad 150 proc., a w Polsce wyniesie około 55 proc. Mamy więc bufor, możliwość emitowania długu. Nasz realny wzrost gospodarczy będzie wynosił 4-4,5 proc., powiększony o inflację 6,5-7 proc. W takiej sytuacji dużo łatwiej nam zarządzać długiem niż rządom w Hiszpanii czy Włoszech, gdzie jest stagnacja. Reasumując — jestem przekonany, że poradzimy sobie z gospodarczymi skutkami pandemii znacznie lepiej niż wiele krajów Unii Europejskiej.

Można się zadłużać, ale można też zwiększać wpływy z podatków. Od stycznia wchodzi w życie podatek cukrowy, od małych butelek alkoholu, CIT dla spółek komandytowych… Czy kryzys to właściwy moment na podwyższanie podatków? Inne kraje idą odwrotną drogą, np. Czechy znacząco obniżyły podatek dochodowy, Irlandia VAT, w niektórych obniża się opodatkowanie sektorów turystycznego i gastronomicznego...

Tylko obniżka PIT, którą wprowadziliśmy w zeszłym roku, to około 14 mld zł więcej w kieszeniach podatników, czyli znacznie więcej niż którakolwiek z tych zmian, o których pan wspomina. Pamiętajmy jeszcze o obniżce CIT z 19 do 9 proc., nowej matrycy stawek VAT, PIT 0 dla młodych, estońskim CIT czy uldze na start, czyli zwolnieniu z ZUS… Czy naprawdę sądzi pan, że 1 mld zł wpływów z opłaty cukrowej ma dać efekt budżetowy? Zwłaszcza w obliczu 100 mld zł wydatków na tarczę finansową… Zapewniam, że nie. Główną motywacją jest chęć wywołania efektu prozdrowotnego, bo otyłość to jedna z plag, która szczególnie dotyka młodzież.

A w przypadku CIT dla spółek komandytowych...

CIT dla spółek komandytowych jest instrumentem, który ma przede wszystkim jedno zadanie — walkę z unikaniem opodatkowania i walkę z rajami podatkowymi. Jedna z części spółki komandytowej bardzo często lokowała się w Holandii lub na Cyprze czy w innych rajach podatkowych, poprzez które wyprowadzała podatki z Polski. Jednocześnie stosujemy estoński CIT, czyli ogromną zachętę do lokowania inwestycji Polsce, która będzie kosztowała budżet 2-3 mld zł albo więcej. Wprowadziliśmy też ulgę, o której często czytałem w „Pulsie Biznesu” — znaczące zwiększenie ryczałtowego PIT. Kilkaset tysięcy przedsiębiorców zyskało możliwość rozliczania się podatkiem niemalże przychodowym. Pan mnie zapytał o dwie opłaty prozdrowotne i jeden podatek, który ma na celu walkę z rajami podatkowymi, a nie zapytał pan o ulgi, których koszt dla budżetu jest znacząco, znacząco wyższy niż wpływy z tych opłat. Czyli prawdziwa jest moja teza, że per saldo obniżamy podatki, po to, żeby zwiększyć skłonność do inwestowania i zwiększyć konsumpcję w tych trudnych latach 2021-22, podczas wychodzenia z pandemii.

W przyszłym roku pojawią się jeszcze jakieś nowe podatki czy opłaty?

Myślimy o podatku handlowym, bo w końcu wygraliśmy spór z Komisją Europejską przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości. Tu także nie chodzi o efekt fiskalny, lecz wyrównanie pola gry, po wielkiej niesprawiedliwości, która w III Rzeczypospolitej dotknęła handel detaliczny. Został on niemalże zmieciony z powierzchni przez wielkie, głównie zagraniczne, sieci handlowe korzystające ze swoich doświadczeń, technologii, kapitału oraz efektu skali. Będziemy wprowadzać ten podatek, żeby pomagać małym i średnim polskim handlowcom i ich sklepom.

Zmiana:
Zmiana:
W pierwszej kadencji premier Mateusz Morawiecki przygotował Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, wieloletnią strategię gospodarczą. W drugiej musi kreować krótkoterminowe plany walki z pandemią.

Ważną rolę w wychodzeniu z kryzysu mają do odegrania banki, tyle że — jak się słucha ich prezesów — to bardzo narzekają na niską rentowność biznesu spowodowaną podatkami i niskimi stopami procentowymi. Alarmują ponadto, że dewastujący wpływ na sektor może mieć brak systemowego rozwiązania sporów dotyczących kredytów walutowych. Widzi pan potrzebę systemowego wsparcia banków?

Przez lata zajmowałem się bankowością, mam więc pewne rozeznanie w modelach biznesowych banków. Prawdą jest, że w Polsce stało się to, co wcześniej w Europie Zachodniej — rentowność sektora spadła. Także ze względu na kryzys gospodarczy. Jestem w stałym kontakcie z Komitetem Stabilności Finansowej, który czuwa nad sytuacją i dysponuje narzędziami wsparcia. Jako szef rządu nie będę komentował polityki banku centralnego, który jest niezależną instytucją, ale mogę powiedzieć, że polityka niskich stóp procentowych ułatwia w tym trudnym czasie prowadzenie biznesu wielu przedsiębiorcom. Gdyby nie poluzowanie polityki fiskalnej i monetarnej, straty banków byłyby dotkliwsze z powodu braku spłaty tych kredytów. Banki cierpią dziś przez niską marżę odsetkową, nie mają natomiast większych napięć w portfelu kredytowym, więc nie muszą tworzyć dużych rezerw. Jako całość sektor bankowy w Polsce jest zdrowy, mocno skapitalizowany i bezpieczny. Od umiejętności zarządzania będzie więc zależało, które z banków z pierwszej siódemki czy dziesiątki, będą sobie radziły lepiej.

Dotarł do pana list podpisany przez prezesów banków, w którym się skarżą na prezesa UOKiK na jego dość restrykcyjne podejście do sektora?

Mam pełne zaufanie do szefa UOKIK. Wiem, że podejmuje trudne decyzje, które nie wszystkim się podobają, ale są potrzebne. Czy nie tak było z karą nałożoną na Nord Stream 2? Gazprom oraz pięć innych spółek zdecydowało się połączyć siły, aby budować ten gazociąg. Nie mieli na to zgody UOKiK. To nie przeoczenie, nie unik. To świadome podeptanie europejskiego prawa i praworządności. Działania UOKiK to nie tylko wielkie projekty. Od kilku miesięcy bardzo konsekwentnie stoi na straży konsumentów i bardzo aktywnie walczy o ich prawa. Jestem przekonany, że nie ma w tym żadnego zacietrzewienia czy niechęci, w tym także dla sektora bankowego, którego kondycja jest ważna dla gospodarki i klientów. UOKiK musi wyważać wszystkie racje.

W lutym będzie 5. rocznica przyjęcia Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Jak pan ocenia jego realizację: co się udało, co nie i dlaczego? Czy będzie kolejny?

To są pytania na osobny i długi wywiad… Spójrzmy jednak na fakty: jesienią Bank Światowy podniósł prognozę wzrostu dla Polski, Komisja Europejska stawiała innym krajom za wzór nasze finanse publiczne i uszczelnienie systemu finansowego. MFW prognozował, że Polska będzie wyprzedzała innych w rankingach światowej gospodarki. Dzisiaj bezrobocie jest u nas na drugim najniższym poziomie w Unii Europejskiej. Jednym z podstawowych zadań Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju była właśnie walka ze zmorą III Rzeczypospolitej, czyli bezrobociem. To jest moja największa radość z realizacji planu — to się udało mimo największego kryzysu od 100 lat. Gdyby nie reformy z planu w zakresie uszczelnienia podatków, bez stworzenia Polskiego Funduszu Rozwoju w zderzeniu z tym kryzysem nie mielibyśmy szans. Pandemia to jednak globalny wstrząs i świat układa się na nowo, dlatego w planie potrzebujemy dużych zmian, nowych rozwiązań, nowego spojrzenia.

Mówi się, że pandemia zmieni też łańcuchy dostaw, że produkcja wróci w jakiejś części z Azji do Europy. Czy Polska ma jakiś plan, jak to wykorzystać?

To jest bardzo ciekawy temat. Walka z pandemią jest teraz na pierwszym miejscu, ale kiedyś się skończy, dlatego poza doraźną pomocą dla firm patrzymy również w przyszłość, żeby wówczas szybko ruszyć do gospodarczego wyścigu. Wkrótce przedstawimy główne założenia naszego uderzenia gospodarczego. Pandemia jest trzęsieniem ziemi dla globalnej gospodarki. Wiele zyskają ci, którzy pierwsi staną na nogi, oraz ci, którzy najszybciej odnajdą się w nowym krajobrazie. I tu —nawiązując do pańskiego pytania — mam taką nadzieję, że rzeczywiście część tych łańcuchów dostaw, wyoutsourcowanych procesów zostanie zredefiniowana, a Polska, mająca bardzo wielu utalentowanych pracowników i dobre otoczenie regulacyjne, przedstawi dobrą ofertę. PAIH i PFR w porozumieniu z Ministerstwem Finansów oraz MRPiT pracują nad kompleksowym planem w tym obszarze, ale nie chcę w tej chwili mówić o szczegółach.

Skoro już jesteśmy przy Azji – jaka jest pana wizja naszych relacji gospodarczych z Chinami? Za czasów premier Szydło nasz stosunek był bardzo ciepły, potem się schładzał, a teraz chcemy wykluczyć chińskich dostawców z budowy sieci 5G.

Traktujemy wszystkich inwestorów jednakowo, ale dbamy również o bezpieczeństwo naszej architektury strategicznej, uwzględniając podstawowe sojusze – NATO i Unię Europejską.

A jaką politykę będziemy prowadzić z Białorusią?

Nasze relacje z Białorusią nie były do tej pory najlepsze, ale w sytuacji antydemokratycznych działań jej władz stoimy po stronie społeczeństwa białoruskiego. Wszystkie firmy, które są szykanowane na Białorusi, na pewno znajdą w Polsce swoje miejsce. Wiem, że już wiele takich firm się do nas relokowało. Zapraszamy kolejne. W dłuższej perspektywie widzimy szanse na kooperację z Białorusią i mam nadzieję, że kiedyś wypracujemy bardzo bliskie gospodarcze relacje, bo jesteśmy państwami o komplementarnej strukturze gospodarki i może to być układ win-win.

Pana rząd konsekwentnie realizuje ideę etatyzmu, sprawdza się to w obecnych czasach? Widzi pan jakieś sektory, gdzie ten udział państwa powinien być jeszcze znacząco większy?

Etatyzmu? Ciekawa teza, ale zupełnie się z nią nie zgadzam. Chcemy realizować politykę gospodarczą, która nie jest etatystyczna czy neoliberalna, ale po prostu skuteczna. Dogmatyczni turboliberałowie zarzucają nam etatyzm, a ideowi socjaliści — podejście wolnorynkowe. Tymczasem prawda jest taka, że jesteśmy po prostu pragmatyczni — wybieramy najlepiej skrojone rozwiązania, które odpowiadają naszej sytuacji. Zmniejszenie nierówności i wsparcie społeczne — tak. Niższe podatki dochodowe PIT i CIT — również tak. W ekonomii dogmatyzm sprawdza się może w niektórych akademickich dyskusjach, ale prawdziwej gospodarki nie da się tak klasyfikować. Nasza gospodarka jest dynamiczna i wymaga różnych, zmiennych rozwiązań. Czasem potrzeba jej garści rynku, a czasem szczypty interwencji państwa.

Jest pan zadowolony z rozwoju naszych narodowych czempionów?

Spółki skarbu państwa są często forpocztą zmian ekologicznych, np. PGE, która niedawno zaczęła zieloną transformację. PKO Bank Polski miał duży udział w wypracowaniu systemu Blik, który bardzo szybko stał się powszechnie używanym standardem płatności mobilnej. PKN Orlen bardzo dynamicznie się rozwija, wchodzi na nowe rynki, także geograficznie, oraz inwestuje w sektorach chemicznym i energetycznym. To jest właściwa droga do budowania potęgi polskich firm. We współczesnym świecie duże firmy mogą mieć wyższe marże, a wykorzystując efekty skali dokonywać ekspansji międzynarodowej. Taka mądra ekspansja, zwłaszcza w Europie Środkowej, powinna być częścią strategii polskich czempionów. A wyniki? Zawsze trzeba porównywać się z innymi. Polskie narodowe czempiony radzą sobie całkiem nieźle.

To jednak Allegro i CD Projekt zostały w tym roku największymi firmami na GPW...

Bardzo się cieszę, że w Polsce powstały takie firmy, które imponująco się rozwijają na naszej giełdzie. Ich wycena giełdowa to miks realnych sukcesów rynkowych i globalnych trendów, w których rynki premiują bardziej liderów gospodarki cyfrowej niż na przykład firmy wydobywcze. Chcę jednak wyraźnie podkreślić — każda silna polska spółka, która może być motorem naszego wzrostu, to powód do naszej dumy.

Zakończymy prognozą: jaki będzie przyszły rok dla polskiej gospodarki oraz jakie są najważniejsze cele polityki gospodarczej?

Mam nadzieję, że po szybkim zaaplikowaniu szczepionki przyszły rok będzie rokiem istotnego odbicia i wzrostu gospodarczego. Dlatego stawiamy na inwestycje, będziemy wspierać inwestycje prywatne inwestycjami publicznymi. Chcemy też kontynuować bardzo mocno działania wspierające eksport polskich przedsiębiorców. Dzięki temu powstanie jeszcze więcej miejsc pracy, ruszą wynagrodzenia, a to jest sprzężenie zwrotne. Wraz ze wzrostem wynagrodzeń pracowników będzie rosła też siła nabywcza Polaków i możliwości konsumpcyjne. To wszystko zależy jednak od szybkiego zwalczenia pandemii. Wraz ze szczepionkami ten scenariusz jest już na horyzoncie.

Czyli pierwszy kwartał jeszcze trudny, a potem już będzie lepiej?

Tak. Wierzę, że tak właśnie będzie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał: Grzegorz Nawacki