Potyczka o Netię

17-12-2004, 07:26

Od zeszłego poniedziałku opisujemy serię niestereotypowych poczynań grupy zarządzających największymi funduszami emerytalnymi w Polsce (m. in. PZU, Commercial Union, Pioneera). Jeśliby istniało nieformalne porozumienie pracowników najemnych tych instytucji, to mogli oni dłuższy czas — dzięki pieniądzom emerytów — mieć poważny wpływ na obraz polskiego rynku kapitałowego, na emisje czy sprzedaże akcji oraz na ich giełdowe kursy, a także oddziaływać na posunięcia zarządów spółek. Sprawę badają instytucje nadzoru (Komisja Papierów Wartościowych i Giełd oraz Komisja Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych). „PB” zaś dokłada „cegiełkę po cegiełce”. Po wątkach o poczynaniach zarządzających funduszami i doradców w przypadku spółek Stomil Sanok, Duda i Kęty, tym razem czas na opisanie przypadku Netii, największego niezależnego operatora telefonii stacjonarnej w Polsce — spółki wartej obecnie 1,5 mld zł.

Zawirowania na walnym

Historia dotycząca Netii zakończyła się — jak się wydaje — porażką domniemanej „grupy trzymającej giełdę”. Przyglądamy się jej działalności spółka po spółce. W przypadku Netii wydaje się, że zarządzających funduszami trudno wiązać ze złamaniem przepisów; można mówić — co najwyżej — o działalności dyskusyjnej etycznie.

Według kilku relacji, scenariusz tak oto miał wyglądać...

Na początku lutego 2004 r. grupa akcjonariuszy finansowych (fundusze emerytalne z grup PZU, Commercial Union, ING, AIG, Pioneera — czyli te, których działalność w ewentualnym nieformalnym porozumieniu bada KPWiG) wniosła o zwołanie walnego zgromadzenia akcjonariuszy Netii. Udziałowcy chcieli zmian w składzie rady nadzorczej. 11 marca 2004 r. walne zakończyło się powołaniem 4 nowych członków rady oraz obniżeniem wynagrodzeń członków rady nadzorczej. Tymczasem ze stanowiska członka zarządu zrezygnował Zbigniew Łapiński, wiceprezes do spraw finansowych Netii, wywodzący się z rynku finansowego (pracował m.in. w Deutsche Banku).

Tyle oficjalne i powszechnie znane fakty.

Za nimi jednak kryją się przesłanki, które mogą naprowadzić nadzorców rynku na jeden z tropów niekorzystnego dla giełdy porozumienia grupy osób, decydujących o inwestycjach funduszy inwestycyjnych i emerytalnych.

Według naszych informacji oraz relacji świadków, zmiana składu rady miałaby być wstępem do odwołania prezesa zarządu Wojciecha Mądalskiego i zastąpienia go „swoim człowiekiem”, a w konsekwencji — próbą przejęcia władzy w spółce. Próbą, co podkreślamy — nieudaną: Wojciech Mądalski nadal jest prezesem Netii. Kandydatem wymienianym na następcę Mądalskiego — tak przynajmniej słychać było w samej Netii — miał być były wiceprezes Zbigniew Łapiński (nie udało nam się z nim skontaktować).

W tamtym czasie na rynku pojawiły się pogłoski o możliwości odwołania prezesa, ale nigdy nie zostały potwierdzone czy zdementowane oficjalnie. Kilku naszych świadków potwierdza jednak istnienie takiego scenariusza. Ich „zeznania” są niemal identyczne. Według nich, plan narodził się w głowach tych samych zarządzających funduszami, którzy są podejrzani przez KPWiG o niezgodne z przepisami porozumienie przy zakupie akcji Stomilu Sanok. Takie przypuszczenia może też potwierdzać informacja, która pojawiła się na początku roku w giełdowej gazecie „Parkiet”, że Jakub Bentke (koordynował transakcję w Stomilu Sanok) ma wejść do rady nadzorczej Netii (ostatecznie się w niej nie znalazł, a nawet nie został zgłoszony). Innym dającym do myślenia faktem jest późniejsza informacja, że w czerwcu 2003 r. Zbigniew Łapiński — już po odwołaniu z Netii — wspólnie z Jakubem Bentke i z rekomendacji funduszy emerytalnych, wszedł do rady nadzorczej spółki Śnieżka (specjalnie dla obu stworzono w niej miejsca).

Dlaczego „bitwa o Netię” zakończyła się porażką zarządzających?

Kluczowe PZU

Zdaniem bezpośrednich obserwatorów tamtych wydarzeń kluczowa okazała się postawa grupy PZU i wewnętrzna walka w tej instytucji. Dzień przed walnym Netii „Trybuna” napisała artykuł o wątpliwościach przy transakcji na Stomilu Sanok (opisanej dokładnie w „PB” z 6 grudnia). W tekście tego dziennika nie było nazwisk, ale w PZU (i dla całego rynku finansowego) było jasne, że głównym „operatorem” był wspomniany Jakub Bentke. Obrona większości uczestników transakcji na Stomilu opiera się zresztą na tym wątku — ich zdaniem, ujawnienie jej kulisów w „Trybunie” to atak głównie na Bentkego i element „wojny o władzę” nad funduszami PZU. „PB” nie rozstrzyga, czy tak było w istocie, ale nie zmienia to faktu co najmniej kontrowersyjnego przebiegu transakcji oraz istnienia niezdrowych dla rynku „układów” giełdowych.

Po artykule w „Trybunie” Jakub Bentke stracił pracę w OFE PZU i przeszedł do PZU Asset Management. Prawdopodobnie z tego powodu nie pojawił się też jako reprezentant PZU na walnym Netii.

— To była kluczowa zmiana, gdyby bowiem Bentke reprezentował OFE PZU — dziś skład rady, a prawdopodobnie i zarządu spółki zapewne wyglądałby zupełnie inaczej — uważa — być może subiektywnie — uczestnik walnego Netii.

OFE PZU zaproponowało na swego kandydata Bogusława Kasprzyka, prezesa PZU Życie, którego przyjęto w skład rady. Choć głosowanie było tajne, wiadomo że OFE PZU nie poparło pozostałych kandydatów, wysuniętych przez polskie fundusze — Pioneera, ING OFE oraz OFE Commercial Union. Przeszli kandydaci zaproponowani przez zagranicznych akcjonariuszy: Mark Holdsworth (pracownik banku ING), Alicja Kornasiewicz (prezes CA IB w Polsce) i Hubert Janiszewski (dyrektor w Deutsche Banku).

Jak widać, do RN Netii weszło 4 nowych członków. W sumie w radzie jest zaś 7 osób. Gdyby więc inaczej zachowało się OFE PZU, a do rady dostaliby się wszyscy czterej przedstawiciele polskich funduszy i jeśliby chcieli działać potem zgodnie, mogliby dokonać zmian w zarządzie spółki, włącznie z odwołaniem prezesa.

— To, co wyprawiali przedstawiciele polskich funduszy, uzgadniając swoje stanowisko i działając wspólnie, wykracza poza normy zachowania na tym rynku. Takie wspólne posunięcia są prawnie dozwolone, czasem nawet niezbędne, ale tylko wtedy, gdy chodzi o dobro spółki albo o obronę interesów instytucji. Tutaj takiej sytuacji nie było... Wydawało się, że przedstawiciele funduszy emerytalnych zrobili sobie prywatną wojnę o władzę w Netii, a to działanie niedopuszczalne dla pasywnych inwestorów, jakimi powinny one być — mówi inny obserwator walnego.

Zdania o roli OFE są podzielone, ale duża część specjalistów zgadza się z tym, że OFE działają często — delikatnie mówiąc — nazbyt aktywnie.

— OFE nie są funduszami private equity i nie mogą wdawać się w jakieś bójki, chyba że chodzi o ochronę ich słusznych interesów — komentuje i potwierdza Przemysław Schmidt, doradca z firmy Trigon (doradza m.in. firmie Ivax, która przejęła Polfę Kutno).

Tylko zmiany w radzie

Wojciech Mądalski, prezes Netii, o którego głowę chodziło, nie chce wracać do tamtych spraw i komentować walnego. Nie zaprzeczył jednak, że dochodziły do niego pogłoski o próbie „zamachu stanu”.

Zapytaliśmy wszystkie fundusze, czy w ich ówczesnej strategii leżało przejęcie kontroli nad spółką Netia i doprowadzenie do zmian w zarządzie oraz jak oceniają pracę prezesa spółki. OFE nie komentują sprawy (AIG) albo twierdzą, że ich intencją były jedynie zmiany w radzie nadzorczej i obniżenie jej wynagrodzeń, a nie zmiany w zarządzie.

— OFE PZU Złota Jesień nie miał i nie ma takich założeń strategicznych. OFE PZU Złota Jesień wykonywał i wykonuje jedynie obowiązki w ramach nadzoru właścicielskiego w zakresie objętych akcji. Wniosek o zwołanie w marcu 2004 r. Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Netii obejmował zmiany w składzie rady nadzorczej, w związku z rezygnacją jednego z jej członków. Naszą intencją było również obniżenie wynagrodzenia członków Rady Nadzorczej do poziomu zgodnego z polskimi standardami — mówi dobitnie Mirosław Kasprzak, rzecznik OFE PZU.

— Fundusze inwestycyjne Pioneer nie zamierzały wspólnie z innymi polskimi funduszami przejąć kontroli nad spółką Netia. Fundusze inwestycyjne Pioneer nie podejmowały działań zmierzających do dokonania zmian w zarządzie spółki Netia. Nie oceniamy negatywnie prezesa zarządu spółki Netia — dodaje Ewa Francuz, dyrektor ds. PR Pioneer Pekao TFI.

Jeśli więc fundusze nie zamierzały doprowadzić do takiego finału i nie widziały błędów w zarządzaniu spółką, to dlaczego ich zarządzający skrzyknęli się i jednocześnie zażądali zmian w radzie? Może też warto pomyśleć nad rozgraniczeniem strategicznych intencji samych funduszy i taktycznych posunięć osób bezpośrednio nimi zarządzających? Przypomnijmy też, że w ciągu minionych kilku lat ta grupa funduszy nieraz inwestowała w te same spółki i wykazywała się — dającą do myślenia — zgodnością co do decyzji...

Mariusz Zielke

m.zielke@pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emerytury / Potyczka o Netię