Pożyczą Kaczyńskiemu, a nie Macronowi

Poprawa wiarygodności kredytowej Francji jest przereklamowana. Lepiej pożyczać Polsce, która oferuje dużo wyższy procent — uważa David Zahn z Franklina Templetona

Na tle krajów europejskich, gdzie poparcie dla ruchów antyestablishmentowych rośnie, rządzona przez Emmanuela Macrona Francja jawi się jako ostoja liberalnej i wolnorynkowej demokracji. Jednak zdaniem Davida Zahna, zarządzającego towarzystwa Franklin Templeton, inwestorzy z rynku obligacji wiążą z prezydentem-reformatorem zbyt duże nadzieje. Zamiast w przewartościowany dług rządu w Paryżu, woli on inwestować w sporo tańsze obligacje rządu w Warszawie, tym bardziej, że ucierpiały one na globalnej przecenie długu z rynków wschodzących. Różnica w rentowności między obligacjami 10-letnimi obu krajów od półtora roku lekko zniżkuje i obecnie sięga 2,43 pkt. proc. — to oznacza, że Polska musi oferować nowym nabywcom obligacji o tyle wyższe, w porównaniu z Francją, oprocentowanie. Jeszcze w grudniu 2016 r., kiedy kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego trwał w najlepsze, różnica sięgała 3,10 pkt. proc. (analiza wykresu na pb.pl) Zdaniem Davida Zahna, premia za ryzyko inwestowania w dług polski zamiast we francuski będzie nadal się kurczyć. To z jednej strony oznaczałoby większy zarobek na obligacjach polskich niż na francuskich (spadek rentowności obligacji oznacza wzrost ich cen), z drugiej — niższe koszty finansowania dla rządu w Warszawie. Francuskie reformy są przereklamowane, a inwestorzy zbyt ostrożnie podchodzą do obligacji z Europy Środkowej i Wschodniej — tłumaczy specjalista.

— Nie inwestujemy we francuskie obligacje. Wszyscy liczą, że Macron naprawi Francję z dnia na dzień. Tymczasem Europa Środkowa i Wschodnia jest niedoceniana i oferuje wysokie rentowności — powiedział Bloombergowi David Zahn.

W realizacji swoich pomysłów francuski prezydent spotyka się z silnym oporem przeciwników zarówno w kraju, jak za granicą. Dlatego, zdaniem specjalisty, rentowność francuskich 10-latek (w środę wynosiła 0,80 proc.) powinna być bliższa rentowności podobnych papierów z Hiszpanii (1,47 proc.) niż tych z Niemiec (0,50 proc.).Tymczasem dodatkowe wynagrodzenie za ryzyko, jakie inwestorom oferują polskie obligacje (ich rentowność to 3,25 proc.), jest według niego zbyt wysokie i nie zmienia tego nawet negatywnie odbierany przez rynki spór Warszawy z Brukselą. Dobrą okazję do kupna daje fakt, że rentowność podbiła ostatnia przecena obligacji na rynkach wschodzących, a tymczasem oddalające się oczekiwania co do zaostrzenia polityki NBP powinny dalej wywierać presję na spadek rentowności. Zarządzający funduszem European Total Return Fund, który na polskim rynku ulokował 7 proc. aktywów, a w ostatnich 12 miesiącach zanotował stopę zwrotu wyższą niż 94 proc. podobnych funduszy, zrezygnował z poprzedniej strategii przeważania obligacji Włoch. Tak jak w przypadku obecnie stosowanej strategii, tak też poprzednio inwestował przeciwko opinii większości (wielu komentatorów ostrzegało, że Włochy mogą znaleźć się w centrum ewentualnego kryzysu w strefie euro). Niedawno zmienił jednak zdanie, a trwające w Rzymie formowanie się koalicji partii populistycznych utwierdziło go w tym sceptycyzmie.

— Niedoważamy dług włoski od trzech czy czterech miesięcy i będziemy się tego trzymać, dopóki nie będziemy mieli lepszego oglądu kursu, jaki przyjmie nowy rząd — powiedział David Zahn.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Pożyczą Kaczyńskiemu, a nie Macronowi