Prawo wodne wciągnął wir zmian

Resort gospodarki morskiej chce doprecyzować niejasne przepisy. Część propozycji wzbudziła wątpliwości innych ministerstw

RWĄCY NURT:
Zobacz więcej

RWĄCY NURT:

Resort gospodarki morskiej, którym kieruje Marek Gróbarczyk, próbuje uregulować zasady wdrażania prawa wodnego. Przedsiębiorcy nie nadążają za zmianą przepisów, a urzędnicy mają do nich wiele zastrzeżeń. Fot. Marek Wiśniewski

Prawo wodne weszło w życie z początkiem 2018 r. Wiele jego przepisów utrudniło prowadzenie działalności gospodarczej i realizację inwestycji publicznych. Dlatego przygotowana została już druga nowelizacja, a przedsiębiorcy spodziewają się wkrótce trzeciej. Pierwszą, obowiązującą od kwietnia, przygotowali posłowie. Projekt drugiej przestawiło Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej (MGMiŻŚ). Nie poddano go konsultacjom społecznym — podobnie jak obowiązującej wersji. Przeprowadzono jedynie „obiegowe” uzgodnienia międzyresortowe. Projekt nie rozwiązuje więc wielu problemów zgłaszanych przez przedsiębiorców i organizacje społeczne, dopracowuje głównie przepisy dotyczące funkcjonowania przedsiębiorstwa Wody Polskie i kwestii administracyjnych w gospodarce wodnej.

Część zaproponowanych zmian może rodzić nowe problemy, m.in. dotyczące realizacji inwestycji infrastrukturalnych i własności obiektów wodnych. Takie obawy zgłosili przedstawiciele wielu rządowych resortów. Autorzy projektu uwzględnili część uwag, wycofując niektóre zapisy.

Wodnoprawny korek

Najwięcej problemów wynikłych z prawa obowiązującego od stycznia 2018 r. dotyczyło pozwoleń wodnoprawnych.Konieczność pozyskiwania nowych dokumentów w trakcie już rozpoczętych postępowań groziła wstrzymaniem lub opóźnieniem inwestycji publicznych. Szybką nowelizację przygotowali posłowie, proponując, by w bieżących postępowaniach stosować przepisy obowiązujące do końca ubiegłego roku. Obecnie MGMiŻŚ postanowiło dodatkowo doprecyzować zasady wydawania dokumentacji wodnoprawnej. Jednak niektóre jego propozycje znów mogły utrudnić inwestycje, więc zaprotestowali inni przedstawiciele rządu.

„Problem może zaistnieć w sytuacji, gdy nad ciekiem lub urządzeniem wodnym, w bezpośrednim sąsiedztwie zlokalizowane są różne inwestycje, np. droga, linia kolejowa, galeria handlowa” — napisał Marek Chodkiewicz, wiceminister infrastruktury w opinii dotyczącej projektu.

Jeśli np. zarządca kolejowy zaplanuje modernizację linii i otrzyma przyrzeczenie wodnoprawne, a inwestor chcący zbudować czy wyremontować drogę, uzna za zasadne odprowadzanie wód opadowych i roztopowych do tego samego cieku albo urządzenia wodnego, nie dostanie pozwolenia wodnoprawnego i nie będzie mógł zrealizować zadania. Podobne uwagi miało Rządowe Centrum Legislacji (RCL), więc autorzy projektu wycofali się z pomysłu.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii zgłosiło natomiast zastrzeżenia dotyczące wyznaczenia podmiotów uprawnionych do wydawania dokumentacji wodnoprawnej oraz decyzji środowiskowych. Kierująca resortem Jadwiga Emilewicz zwraca uwagę, że zmiany dotyczące określenia podmiotów wydających tego typu dokumenty mogą skutkować zawirowaniami w postępowaniach dotyczących ocen oddziaływania na środowisko (OOŚ) i blokować inwestycje. Nie będzie wiadomo, który organ jest uprawniony do zajęcia stanowiska w procesie OOŚ, więc decyzje będą nieważne. Autorzy projektu uwzględnili uwagę dotyczącą uprawnień urzędów. Zaproponowali też wydłużenie z 20 do 30 lat okresu obowiązywania pozwoleń wodnoprawnych wydawanych przy realizacji kosztownych inwestycji, np. w urządzenia wodne.

Liczniki dla wszystkich

Sporo kontrowersji w obecnym Prawie wodnym budzi planowane opomiarowanie odbiorców wody przez Wody Polskie do końca 2020 r. Regulator ma zainstalować certyfikowane urządzenia. Krajowe podmioty obawiają się, że nie będą mogły ich dostarczać, nie mając specjalnych certyfikatów. Przedsiębiorcy wodno-kanalizacyjni zakładają natomiast, że zamontowane w ich firmach dotychczas liczniki wodne, działające zgodnie z przepisami o miarach i wagach, nie zostaną wyrzucone na śmietnik, lecz przejęte przez Wody Polskie, więc ich opomiarowanie nie będzie dużym problemem.

Z planów montowania liczników rząd nie zamierza się wycofać — wręcz przeciwnie, planuje nawet rozszerzyć przepisy dotyczące monitorowania odbioru ścieków. Ministerstwo Środowiska (MŚ), będące autorem obecnego, wadliwego prawa wodnego, zwraca uwagę, że podmioty, w których przepływ ścieków jest niższy niż 846 m sześc. na dobę, nie muszą obecnie mierzyć ilości i temperatury odprowadzanych ścieków. Proponuje opomiarowanie wszystkich oczyszczalni albo z wyłączeniem najmniejszych. MGMiŻŚ uwzględnia uwagę, ale zapowiada, że będzie jeszcze analizowało jej zgodność z przepisami określającymi warunki udzielania pozwoleń wodnoprawnych. Resort środowiska wnioskuje, by także mniejsze podmioty objąć obowiązkiem pomiaru jakości ścieków w akredytowanych jednostkach.

Oświadczenia i RODO

Zgodnie z nowelizacją, do czasu opomiarowania i przejęcia liczników przez Wody Polskie przedsiębiorstwa wodno- -kanalizacyjne mają im składać oświadczenia o ilości dostarczanej wody i odprowadzanych ścieków. Tadeusz Rzepecki, przewodniczący rady Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie, uważa jednak, że planowany dwutygodniowy okres na przedstawienie danych może być zbyt krótki na zbadanie składu ścieków, od którego zależy określenie wielkości opłat uiszczanych Wodom Polskim. Liczy też, że uda się jednoznacznie ustalić zakres oświadczeń. Obecnie bowiem pojawiają się obawy, że Wody Polskie będą żądać od firm informacji, do jakich celów woda jest zużywana.

— Świadczymy usługi zbiorowego zaopatrzenia w wodę, ale nie mamy prawnego tytułu, zwłaszcza po wejściu przepisów RODO, by pytać naszych klientów, na co ją zużywają. Nie mamy prawa wymagać, by np. podmiot z branży cementowej informował nas, ile wody zużywa na działalność produkcyjną, a ile do spożycia — mówi Tadeusz Rzepecki. Jego zdaniem, regulator może dodatkowo opomiarować zakłady przemysłowe i próbować monitorować zużycie na różne cele.

Finansowa ruletka

Sporo zmian w prawie wodnym jest pokłosiem walk frakcyjnych w rządzie i sporów o pieniądze z gospodarki wodnej. MGMiŻŚ liczyło, że część zostanie przekazana na inwestycje rzeczne, ale resort środowiska nie palił się do takiego podziału funduszy. W efekcie po rekonstrukcji rządu stracił nadzór nad gospodarką wodną i Wodami Polskimi. Teraz resort gospodarki morskiej chce część zadań, m.in. dotyczących planów zarządzania ryzykiem powodziowym oraz związanych z inwestycjami w urządzenia ochrony przeciwpowodziowej i obiekty małej retencji, ponownie oddać Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW), podległemu MŚ. Twierdzi, że fundusz otrzyma 90 proc. opłat za wprowadzanie ścieków do wód lub do ziemi. MŚ argumentuje jednak, że pieniądze te już rozdysponowano na inne cele, np. wsparcie rolniczego programu azotanowego i Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych. W sukurs resortowi środowiska przyszło Ministerstwo Finansów, podkreślając, że rozszerzenie katalogu zadań finansowanych przez NFOŚ „nie będzie stanowiło obowiązku finansowania konkretnych zadań przez ten podmiot” mimo pozostawienia w przychodach opłat za wprowadzanie ścieków do wód. MGMiŻŚ pozostaje jednak przy swoim.

Pieniądze dla gmin

Leszek Skiba, wiceminister finansów, zwraca również uwagę, że zgodnie z obecnymi przepisami Wody Polskie miały rekompensować gminom ewentualne utracone dochody wynikające z różnorodnych zwolnień podatkowych. Tymczasem, według nowelizacji, obowiązek zostanie scedowany na wojewódzkie fundusze ochrony środowiska, które nie przewidziały takich wydatków w tegorocznym budżecie. MF sceptycznie ocenia wprowadzanie takich zmian w trakcie roku budżetowego. MGMiŻŚ twierdzi jednak, że fundusze zostaną zasilone opłatami za korzystanie ze środowiska, naliczonymi przedsiębiorcom za ubiegły rok, dzięki czemu sfinansują zwroty dla gmin.

Zakaz dla deszczówki

Podczas niedawnego posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. przemysłu chemicznego przedstawiciele PKN Orlen podkreślali, że obecne przepisy — wyłączające wody opadowe i roztopowe z definicji ścieków — budzą wiele wątpliwości. Firmy nie wiedzą, dla których kategorii wód jest wymagane pozwolenie wodnoprawne na wprowadzanie ich do ziemi i czy obecne dokumenty są ważne. Nowe przepisy rozwiązują problem jednym cięciem — zabraniają wprowadzania wód opadowych do wód podziemnych oraz do ziemi, jeśli z deszczówką spływają substancje szczególnie szkodliwe. Tadeusz Skobel, wiceminister energii, uważa, że zapis ten uniemożliwi stosowanie obowiązujących pozwoleń wodnoprawnych. W efekcie wiele stacji benzynowych, sieci handlowych i parkingów może mieć problem z odprowadzeniem deszczówki. Ministerstwo Energii proponuje więc określenie warunków i parametrów, jakie musi ona spełniać przy wprowadzaniu do ziemi. MGMiŻŚ przyjęło ten postulat.

Przedsiębiorcy chcieli też określenia minimalnego progu opłat za usługi wodne. W projekcie nowelizacji zapisano, że nie trzeba ich będzie płacić, jeśli rachunek nie przekroczy 20 zł. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Prawo wodne wciągnął wir zmian