Presja kosztowa flirtuje z cenami

opublikowano: 07-08-2018, 22:00

Rosnące koszty produkcji dają w kość firmom, ale Kowalski tylko o tym czyta. Ekonomiści twierdzą, że wkrótce też poczuje — biznes, że niekoniecznie

Ceny wyrobów gotowych polskich producentów rosły najszybciej od marca 2011 r. Takiego gorącego newsa dostarczyły wyniki lipcowego badania PMI dla polskiego przetwórstwa przemysłowego. Nieco chłodzą go, co prawda, słowa Trevora Balchina, dyrektora IHS Markit, który zaznaczył, że trzy grosze dorzuciły wysokie ceny stali i słaba pozycja złotego, a także — specyfika badania.

— Badanie PMI to badanie odczuć i opinii menadżerów logistyki. Wyniki odzwierciedlają więc subiektywne oceny przedsiębiorców, nie są „twardymi danymi” — przypomina Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao.

Zaznacza jednak, że zagregowane odczucia bardzo dobrze przepowiadają to, co potem widzimy w „twardych danych”. Udokumentowanie narastającej presji cenowej po stronie producentów danymi makro jest trudne, ale na podstawie tych, które mamy, można zaryzykować stwierdzenie, że jest presja. Opierając się na opiniach ekonomistów, można by nawet dodać, że za chwilę będzie widoczna w cenach dla konsumentów. Głosy przedsiębiorców każą jednak zachować wątpliwości (patrz ramki).

Ceny…

Podstawowym miernikiem presji cenowej na poziomie producenta jest publikowany co miesiąc przez GUS wskaźnik cen produkcji sprzedanej przemysłu (tzw. PPI, z ang. producer price index). Niestety interpretować go co miesiąc należy ostrożnie.

— Konstrukcja tego wskaźnika, w szczególności duża waga cen surowców czy zmian kursu walutowego, sprawia, że jego zmienność jest znacznie większa niż wskaźnika cen konsumpcyjnych, czyli CPI [w czerwcu 2018 r. PPI wzrósł o 3,7 proc. r/r, najmocniej od kwietnia 2017 r., a CPI o 2 proc. — red.]. Zmiana kursu automatycznie przekłada się na ceny produkcji eksportowej, uwzględnianej w PPI. Gdy zmienia się kurs euro w relacji do złotego, widzimy, że ceny w złotych gwałtownie się zmieniły, podczas gdy z punktu widzenia firmy tak naprawdę są stabilne. Jest to właściwie chwilowy efekt statystyczny — tłumaczy Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Ekspert podsuwa jednak bliskiego kuzyna PPI — wskaźnik cen producentów w przemyśle na rynku krajowym, oczyszczony z cen eksportowych. Jego zdaniem, dobrze obrazuje presję cenową na poziomie producentów w Polsce. W maju tego roku (ostatnie dostępne dane) wzrósł o 3,6 proc. r/r, a więc dwa razy mocniej niż w kwietniu i najmocniej od listopada 2017 r.

— To sygnalizuje, że na poziomie producentów z presją cenową coś się dzieje — podkreśla Piotr Bujak.

…koszty…

Przesłanki do tego, aby się działo, są — i to od dawna.

— Wzrost cen wyrobów gotowych, widoczny w badaniu PMI, to pochodna wzrostu kosztów produkcji, odczuwanych znacznie wcześniej. Kolejny krok to przełożenie tego na ceny konsumpcyjne. Zaskakujące jest to, że tak długo jeszcze tego nie obserwujemy, ale nie ma cudów — jeśli rosną koszty pracy, ceny surowców, a na to nakłada się jeszcze osłabienie złotego wobec dolara [większość surowców notowana jest w dolarze — red.], to musimy być coraz bliżej momentu, w którym dynamika CPI wyraźnie przyspieszy. Sprzyja temu również wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych, które oznacza, że podaż nie nadąża za popytem. W takich warunkach cena musi wzrosnąć. Moim zdaniem, impuls inflacyjny nadchodzi wielkimi krokami, a jedyne, co może go powstrzymać, to szybkie schłodzenie globalnej gospodarki. Tego oczywiście nikt sobie nie życzy, ale w kontekście znacznej długości fazy wzrostowej globalnego cyklu gospodarczego i potencjalnej intensyfikacji wojen handlowych nie można tego wykluczyć — mówi Marcin Mrowiec.

…i marże

Dowodem na to, że firmy zwlekają z przerzucaniem rosnących kosztów na ceny swoich produktów, są marże.

— W pierwszym kwartale marże firm uległy pogorszeniu. Widać to chociażby w wartości wyniku brutto w relacji do przychodów dla przedsiębiorstw niefinansowych zatrudniających co najmniej 50 osób. W I kw. 2018 r. tak zdefiniowany wskaźnik wyniósł 4,8 proc., podczas gdy w analogicznym okresie 2017 r. wynosił 5,4 proc. Dalszy wzrost wynagrodzeń i rosnące wydatki na usługi obce, w szczególności transportowe, oraz na energię, będą coraz bardziej doskwierać firmom. Presja kosztowa prędzej czy później znajdzie ujście w wyższych cenach produktów — mówi Marcin Luziński, ekonomista BZ WBK.

Marcin Mrowiec uzupełnia, że presję na marże widzimy w szczególności w średnich i mniejszych firmach.

— Ta presja jest jednym z istotnych czynników wpływających na indeksy giełdowe [sWIG80 i mWIG40 — red.], które zachowują się znacznie słabiej niż w poprzednich cyklach gospodarczych. W przeszłości, gdy rosła sprzedaż, szybko rosły zyski, a w ślad za nimi mogły rosnąć ceny akcji. Teraz obroty firm się zwiększają, ale równie mocno — albo nawetmocniej — koszty. Marża jest więc pod presją. Koniec końców, nie mamy hossy na „misiach” [małe i średnie spółki notowane na GPW — red.], na którą wszyscy liczyli — mówi Marcin Mrowiec.

Triki i uniki

Pytanie, nad którym od dawna głowią się ekonomiści, brzmi — jak wytłumaczyć to, że mimo narastającej presji kosztowej firmom udaje się trzymać ceny w ryzach?

— Po pierwsze, to zasługa nieustannego poszukiwania sposobów na poprawę produktywności. Co prawda, mamy stosunkowo niewiele inwestycji w nowe moce wytwórcze, ale firmy zwiększają nakłady na remonty, prace odtworzeniowe czy usprawnianie procesów produkcyjnych. To działania, które mają obniżać koszty, a podnieść produktywność. Po drugie, w przypadku średnich i większych przedsiębiorstw eksportowych solidny popyt zagraniczny, przy relatywnie słabym złotym, daje stosunkowo wysokie marże na sprzedaży zagranicznej. To w jakimś stopniu rekompensuje słabsze wyniki z innych obszarów — mówi Marcin Mrowiec.

Ogromne znaczenie ma bez wątpienia także to, że wiele naszych firm jest częścią tzw. globalnych łańcuchów produkcji i w kwestii podwyższania cen ma tak naprawdę związane ręce.

— Jeżeli nasza firma jest w takim łańcuchu, nie może powiedzieć kontrahentowi z Niemiec czy Czech: „słuchaj, rosną mi koszty, więc podnoszę ceny”. Dlaczego? Bo zagraniczny kontrahent zastąpi ją inną firmą. Przedsiębiorstwa z Polski są zaś bardzo umiędzynarodowione, jeżeli chodzi o członkostwo w tzw. supply chains. W takim przypadku wyjścia są trzy. Po pierwsze — można ograniczać marże, ale to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę. Po drugie — ograniczać płace, co w pewnym sensie się dzieje, bo nie ma eksplozji wynagrodzeń. Po trzecie — szukać wzrostu wydajności, a więc inwestować i zmieniać technikę produkcji, i to też będzie się działo — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole Bank Polska. © Ⓟ

SONDA „PB”

Ostatnie słowo należy do przedsiębiorców

PIOTR KULIKOWSKI, prezes Indykpolu

Wszyscy odczuwamy wzrost kosztów, jednak zmiana cen wygląda zupełnie inaczej w Polsce niż w eksporcie. Za granicę wysyłamy w dużej mierze mięso, czyli produkt nieprzetworzony, i stawki zależą od tego, co dzieje się na rynku — relatywnie szybko rosną bądź maleją. W kraju natomiast przy sprzedaży przetworów podniesienie cen jest niezwykle trudne, zwłaszcza że są regulowane umowami półrocznymi lub dłuższymi. Jesteśmy natomiast w stanie renegocjować liczbę i skalę promocji cenowych, w których bierzemy udział, co choć trochę kompensuje spadające marże.

BOGUSŁAW KOWALSKI, prezes Graala

Prawda jest taka, że producenci po prostu boją się podnosić ceny. Ten, kto nie ma bardzo silnej marki, a zrobi to pierwszy, musi liczyć się z tym, że przynajmniej na jakiś czas straci część rynku — zwłaszcza że w Polsce jest duży zapas mocy produkcyjnych i konkurencja. Wzrost kosztów zdecydowanie czujemy i robimy wszystko, by nie podnieść cen. Szukamy wszelakich oszczędności — sprawdzamy wydajność, możliwości obniżenia zużycia energii czy wody. Oczywiście w czasach mniejszej presji kosztowej też to robimy, ale obecna sytuacja wymusza większą koncentrację na tego typu działaniach. Ceny ostatnio podnieśliśmy rok temu.

HENRYK ORFINGER, prezes Dr Ireny Eris

Rzeczywiście dotyka nas cała seria podwyżek kosztów, w tym nowych — związanych m.in. z szeroko pojętym fiskalizmem: podatkiem bankowym czy tworzeniem systemów kontrolnych ścieżki VAT. Nakładają się na to m.in. problemy ze znalezieniem ludzi do pracy i zatrudnianiem obcokrajowców na stałe. W branży dóbr szybko zbywalnych nie da się jednak regulować cen na bieżąco. Ostatni raz ruszyliśmy ceny produktów jednej z naszych marek około pół roku temu. Żeby je podnieść, trzeba uzyskać akceptację partnerów rynkowych — to kwestia spotkań i rozmów, które trwają nawet kilka miesięcy. Czasowo więc trzeba obniżać marże i szukać oszczędności w różnych obszarach — jeśli gdzieś jest presja płacowa, to znajduje się np. tańszego dostawcę opakowań. Ratuje nas trochę dobra koniunktura, która sprawia, że sprzedaje się więcej, co poprawia koszty jednostkowe.

PIOTR SZELIGA, prezes Boryszewa

Najbardziej martwi mnie wzrost cen energii — gwałtowny, skokowy i kompletnie nieuzasadniony. Chętnie posłuchałbym, co producenci energii zrobili w ciągu ostatnich lat, by zwiększyć efektywność. W krótkim okresie odbije się to nie tylko na marżach, ale przede wszystkim na chęci do inwestowania. Mamy, co prawda, zakontraktowane ceny energii na ten rok, ale obawiam się o przyszły i o konkurencyjność całej polskiej gospodarki. Boryszew codziennie dostosowuje ceny produktów do bieżących cen metali. To ugruntowana praktyka rynkowa. Podwyżka nie jest jednak naszym „widzimisię”, bo działamy na rynku globalnym, gdzie mamy światową, a nie tylko lokalną konkurencję.

MIROSŁAW BENDZERA, prezes Famuru

Od początku 2017 r. wraz ze wzrostem cen surowców koniunktura w branży wydobywczej zaczęła się poprawiać. Relatywnie szybko rosły też zamówienia. Efektem był dynamiczny wzrost kosztów wytworzenia — zwłaszcza materiałów produkcyjnych, pracy i usług świadczonych przez podmioty zewnętrzne. Ceny stali np. wzrosły nawet o kilkadziesiąt procent. W konsekwencji podrożały części i komponenty. Jednocześnie trudności na rynku pracy spowodowały skok oczekiwań płacowych. Najtrudniejsze pod tym względem było drugie półrocze 2017 r., od stycznia sytuacja jest już stabilniejsza, co nie oznacza, że koszty nie rosną. Te dynamiczne zmiany rynkowe zmusiły nas do urealnienia cen. Chcąc zachować możliwie największą elastyczność i konkurencyjność cenową, zmieniamy równolegle model produkcyjny, wprowadzając m.in. automatyzację procesów spawalniczych.

MARIUSZ GOLEC, prezes Grupy Wielton

Naszym sposobem na cykliczne wahania koniunktury czy zmieniające się uwarunkowania ekonomiczne, w tym kursy walut i ceny surowców, jest dywersyfikacja portfela produktowego. Oferujemy 12 rodzin produktowych w ponad 800 konfiguracjach. Dywersyfikujemy też rynki — od dojrzałego niemieckiego poprzez francuski aż po mający ogromny potencjał afrykański i silnie rosnący rosyjski. To zwiększa naszą konkurencyjność.

LIDIA KOWALSKA, prezes SKB Drive Tech

Drastyczny wpływ na ceny produktów mają rosnące ceny energii elektrycznej i problemy rynku pracy. Te dwie składowe zmuszają do podnoszenia cen, co już się dzieje. Oficjalnie płace w przemyśle wzrosły o 7 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2017 r. To ogromny przyrost, ale średnia nie mówi wszystkiego — na niektórych stanowiskach, zwłaszcza produkcyjnych, stawki wzrosły nawet o 30 proc. Dlatego musimy optymalizować koszty w każdym obszarze działalności. Niestety zaczęliśmy też podnosić ceny.

ELŻBIETA JĘDRZEJOWSKA, prezes OLA Parts

Wysokie ceny surowców w normalnych warunkach nie są szkodliwe, bo towarzyszą dużemu popytowi. Spekulacje i politycy mają jednak negatywny wpływ na rynek. Pochopnie wypowiedziane słowa prezydenta Trampa o jednym z rosyjskich producentów aluminium spowodowały skok ceny tego metalu o 25 proc. w ciągu tygodnia — takich kosztów nie da się skalkulować. Mimo to uważam, że silniejszą presję niż wahania cen surowców powodują rosnące koszty pracy, niezależnie od popytu na nasze produkty. W pewnym stopniu rekompensujemy to poprzez podnoszenie cen. Robimy to jednak w sposób ograniczony, delikatny, a nierzadko rezygnujemy z dochodów. Wyjściem z sytuacji są działania innowacyjne, które w naszej firmie są codziennością. Dlatego co miesiąc wprowadzamy do oferty około 10 nowych produktów.

LESZEK KEMPIŃSKI, Audi Polska

Czynników wpływających na finalną cenę samochodu jest bardzo wiele. Obok tak oczywistych, jak koszty surowców czy pracy, trzeba uwzględnić również nakłady na badania i rozwój czy dostosowanie produktów do coraz bardziej rygorystycznych przepisów. Skutkuje to większym zaawansowaniem technicznym oraz bogatszym wyposażeniem pojazdu, co może wpłynąć na jego wartość. Klienci chętnie jednak doposażają samochody, gdyż bardzo często nie stają się właścicielami, więc biorą pod uwagę koszt użytkowania, a nie cenę zakupu auta. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska, współpraca: MICH, BAM, MIB

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Presja kosztowa flirtuje z cenami