Prezesi poznali smak śmieciówek

Nowe reguły wynagradzania zarządów państwowych spółek nie tylko obniżyły pensje, ale też odebrały prawo do urlopu. Szykują się zmiany

Członkowie zarządów państwowych spółek pielgrzymują do biskupów ze skargami na łamanie praw pracowniczych, by ci przekonali rząd do zmian w prawie. Odpowiedzialny za sprawę minister na początku września mówi, że nic nie słyszał o tym, by szykowały się zmiany, ale po kilku tygodniach okazuje się, że owszem, zmiany jak najbardziej się szykują, a przemęczeni menedżerowie największych polskich spółek wreszcie będą mogli pójść na urlop. Brzmi jak scenariusz kabaretowego skeczu? A to Polska właśnie.

Zobacz więcej

PUSTE SŁOWA: Henryk Kowalczyk, minister w KPRM, przy okazji wprowadzania nowych zasad wynagradzania zarządów spółek z państwowym udziałem mówił o „zerwaniu z fikcją ustawy kominowej” i eliminacji patologii. Teraz obowiązujące od roku zasady mają być zmodyfikowane, by wyeliminować patologie, które wyszły w praniu. Fot. Marek Wiśniewski

Urlop dla prezesa

W tym tygodniu w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów pojawił się „projekt ustawy o zmianie ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym oraz niektórych innych ustaw”. Przykuwającą wzrok zmianą jest rozszerzenie na wszystkie spółki z udziałem skarbu państwa kompetencji nadzorczych premiera, ale mała rewolucja szykuje się w zasadach wynagradzania zarządów państwowych spółek, które wprowadzono w ubiegłym roku. Konkretnych zapisów projektu jeszcze nie ma, ale wiadomo, że najważniejsze zmiany dotyczą m.in. przyznania członkom zarządów prawa do „płatnej przerwy w świadczeniu usług” (czyli po prostu do urlopu) i „świadczeń dodatkowych”, które może przyznać walne zgromadzenie. Do wynagrodzeń członków zarządów ma być też zawsze doliczany VAT, co do tej pory nie było jasne. W efekcie menedżerowie musieli występować do Ministerstwa Finansów z wnioskami o indywidualne interpretacje podatkowe. Według naszych informacji zmian w ustawie od dawna domagali się menedżerowie wysokiego szczebla największych polskich spółek. Niektórzy z nich mieli prosili o pomoc w lobbingu w tej sprawie członków episkopatu. Gdy na początku września pytaliśmy o możliwe zmiany Henryka Kowalczyka, szefa Stałego Komitetu Rady Ministrów, usłyszeliśmy, że „minister nic nie wie o tym, by był jakiś projekt”. Gdy ustawa wchodziła w życie, minister był przekonany, że ostatecznie rozwiąże ona problem wynagradzania zarządów państwowych spółek.

— Jestem pewien, że nowe rozwiązania zapewnią przejrzyste, jednolite i sprawiedliwe zasady wynagradzania członków zarządów i rad nadzorczych wszystkich spółek oraz przyczynią się do profesjonalizacji kadr menedżerskich — mówił przy okazji wprowadzania przepisów Henryk Kowalczyk, który przejął kompetencje po „wygaszonym” ministrze skarbu państwa. Po roku konieczna okazała się „korekta i doprecyzowanie niektórych przepisów”.

Zarząd na kontrakcie

Wprowadzona w ubiegłym roku „ustawa o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami” stanowiła realizację jednej z obietnic wyborczych PiS. Dzięki niej w spółkach z udziałem skarbu państwa czy samorządów — także tych, w których państwo nie ma ponad 50 proc. udziałów — członkowie zarządów zaczęli otrzymywać wynagrodzenia uzależnione od wielkości spółki i jej wyników. W rezultacie prezesi największych spółek, takich jak Orlen czy PZU, mogą od tego roku zarabiać miesięcznie maksymalnie od siedmiu do piętnastu razy więcej, niż wynosi przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw. Uzależniona od wyników część zmienna pozwala na wypłatę co roku równowartości pensji stałej, o ile spełnione zostaną cele biznesowe. Przy okazji wszyscy menedżerowie wysokiego szczebla zaczęli pracować na umowach cywilnoprawnych z całym dobrodziejstweminwentarza — co oznacza, że nie mają prawa do urlopu wypoczynkowego i opieki medycznej, nie mogą też uczestniczyć w pracowniczych programach emerytalnych. Zgodnie z ustawą na podstawie uchwał rad nadzorczych mogą uzyskać prawo do korzystania z urządzeń technicznych i zasobów spółek, ale korzystanie z samochodów służbowych czy wyjazdy na delegacje stały sie kłopotliwe. W kodeksie dobrych praktyk, opublikowanym przy okazji wejścia w życie ustawy, zaznaczono, że umowy z członkami zarządów państwowych spółek „mogą zawierać klauzulę o dopuszczalnej liczbie dni nieodpłatnej przerwy w świadczeniu usług”, natomiast „nie powinny znajdować się w nich postanowienia dotyczące prawa do płatnego urlopu”. To ma się teraz zmienić. Członkowie zarządów uzyskają prawo do „płatnej przerwy w świadczeniu usług w wymiarze nieprzekraczającym 24 dni, innych niż sobót i dni ustawowo wolne od pracy”. Dlaczego 24 dni, a nie 26, które przysługują zatrudnionym na umowę o pracę? Tego nie udało nam się ustalić.

— Nowe umowy cywilnoprawne omijają Kodeks pracy, nie wiążą zarządzających ze spółką i są tożsame z powszechnie krytykowanymi umowami śmieciowymi, a co najgorsze — skłaniają do fikcyjnych praktyk, a dotyczy to osób odpowiedzialnych za najważniejsze decyzje strategiczne w spółce — mówi członek zarządu jednej z największych spółek skarbu państwa.

OKIEM EKSPERTA
Krok do przodu, dwa do tyłu

RAIMONDO EGGINK, zawodowy członek rad nadzorczych

Na obowiązujące od ubiegłego roku zasady wynagradzania osób zarządzających spółkami z udziałem skarbu państwa należy patrzeć z perspektywy wcześniejszej „ustawy kominowej”, która nie obejmowała wszystkich spółek z udziałem skarbu państwa, a w pozostałych często za cichym przyzwoleniem była omijana. Z tego punktu widzenia nowe przepisy są na pewno dużo lepsze od tego, co było — skoro państwo ma wpływ na nominacje do zarządów, powinno też w możliwie jasny sposób uregulować zasady zatrudnienia. Nie zabrakło jednak niedoróbek, wśród których sprawa urlopów, wynikająca z odejścia od umów o pracę, była jedną z najpoważniejszych. Ktoś chyba zapomniał o tym, że menedżer też potrzebuje odpoczynku. Według mnie zmian wymagają też zapisy, zgodnie z którymi zasady wynagradzania powinny być stosowane w całych grupach kapitałowych, nawet w zagranicznych podmiotach zależnych. W przypadku największych państwowych spółek to może rodzić kłopot. Trudno sobie wyobrazić, by dobrych menedżerów np. z rynków zachodnioeuropejskich dało się skusić kontraktami, które uzależniają wysokość wynagrodzenia od polskiej przeciętnej płacy w sektorze przedsiębiorstw i opierają się na regulacjach z obcego dla tych menedżerów systemu prawnego. Na poziomie zagranicznych podmiotów zależnych powinna istnieć możliwość uzasadnionego odstąpienia od stosowania tych przepisów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Prezesi poznali smak śmieciówek