Po 14 miesiącach negocjacji krajowi i zagraniczni producenci cukru zawarli porozumienie, które pozwoli do końca roku usunąć z krajowego rynku nadwyżkę cukru wartego 300 mln zł. Przygotowano kilka wariantów wykonania projektu.
Po ponad roku spotkań i poszukiwania konsensu inwestorzy z krajowych cukrowni doszli do przełomu, który pozwoli uregulować krajowy rynek cukru. Przedstawiciele czterech zagranicznych spółek cukrowych oraz Polskiego Cukru zawarli we wtorek porozumienie, na mocy którego zobowiązali się do eksportu prawie 300 tys. ton z nadwyżki cukru wartego około 300 mln zł.
Czy do realizacji projektu dojdzie, zależy m.in. od zgody ministra rolnictwa, który za kilka dni pozna szczegółowy plan, ale też od samych zainteresowanych.
— Nie jest to pierwsze porozumienie, ale liczę, że tym razem uda się je zrealizować. Wcześniej każda zagraniczna firma stawiała własne warunki i nie udało się pogodzić interesów wszystkich. Liczę, że tym razem będzie inaczej, bo wszystkim jednakowo zaczęło zależeć na pozbyciu się nadwyżki — przyznaje Władysław Łukasik, prezes Polskiego Cukru.
Przygotowano pakiet rozwiązań, który łączy warunki stawiane przez różnych inwestorów. Ostateczne ustalenia mają zostać podpisane przez producentów 28 maja. Eksport cukru, który psuje rynek, bo podlega spekulacji i powoduje zaniżanie cen, powinien zostać zrealizowany do końca grudnia, ale dopiero po zamknięciu jesiennej kampanii.
Elementów projektu producenci nie chcą ujawniać, dopóki nie pozna ich minister rolnictwa. Wiadomo jednak, że plan łączy dobrowolny eksport cukru (w tym 10 proc. limitu przeznaczonego do sprzedaży krajowej) i ograniczenie przyznanej wielkości produkcji.
— Propozycja pozwala inwestorowi wybrać dogodną dla niego formę. Instytucje europejskie jasno dały nam do zrozumienia, że z nadwyżką musimy uporać się sami, zanim wejdziemy do UE — mówi Janusz Pierun ze spółki Pfeifer und Langen.
—W efekcie i tak dojdzie do eksportu, ale dopiero po kampanii, co bardziej opłaca się zagranicznym firmom. Kompromis był jednak niezbędny — podkreśla szef Polskiego Cukru.
Od pierwotnych żądań odstąpił niemiecki Nordzucker, który wcześniej deklarował chęć współpracy, ale dopiero po uzyskaniu gwarancji resortu rolnictwa, że cena cukru zostanie podwyższona. Zadeklarowali się do dobrowolnego eksportu określonej ilości cukru. Druga firma niemiecka — Südzucker, największy koncern tej branży w Europie — zobowiązała się zaś, że wystąpi o zmniejszenie przyznanych limitów na produkcję — przy poprzedniej próbie była jedynym inwestorem, który nie chciał tego zrobić.
— Nie będziemy stawiać warunków, bo podniesienie ceny dopiero od jesiennej kampanii niewiele już zmieni. Pozostało zbyt mało czasu do wejścia Polski do UE, żeby dzięki niej można było uzyskać jeszcze jakąś korzyść. Nie warto już kruszyć o to kopii — wyjaśnia Adam Koziołek, przedstawiciel Nordzucker w Polsce.
Zdaniem cukrowników z Polskiego Cukru, zagranicznym firmom zaczęło zależeć na eksporcie (mniej opłacalnym, bo daje mniejszy przychód), bo zrozumiały, że po wejściu do UE tani towar trafiłby na ich rodzime rynki.
— W ten sposób niemiecki cukier z Polski konkurowałby z droższym cukrem tej samej firmy wyprodukowanym w Niemczech —mówi prezes krajowej cukrowni.
Inwestorzy zaprzeczają tej tezie.