Produkujemy za mało zielonej energii

Polsce może zabraknąć 3,6 proc. zielonej energii do wypełnienia zobowiązania: 15 proc. minimum udziału OZE w bilansie zużycia w 2020 r.

Polski miks energetyczny jest oparty na węglu (kamiennym i brunatnym). Jak wynika z danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych, w 2017 r. moc zainstalowana w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE) wynosiła 43,4 GW, w tym 34,2 GW przypadało na elektrownie zawodowe. Wśród nich dominowały źródła na węgiel kamienny (20,2 GW) i brunatny (9,3 GW).

PRZYSZŁOŚĆ:
Wyświetl galerię [1/2]

PRZYSZŁOŚĆ:

Łączna moc zainstalowana w PV do końca maja 2018 r. wynosi około 300 MW. Inwestycje realizowane w ramach aukcji na energię z OZE zaczną wkrótce dominować na polskim rynku fotowoltaiki — mówi Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej Fot. Marek Wiśniewski

Według informacji Urzędu Regulacji Energetyki (URE), na koniec pierwszego kwartału 2018 r. zainstalowana moc OZE wynosiła w Polsce 8 707,8 MW i była o 169,4 MW większa niż na koniec 2017 r. Ze statystyk opublikowanych przez regulatora wynika, że to rezultat wzrostu mocy elektrowni wodnych (około 148,45 MW) i niewielkich przyrostów mocy w innych segmentach (m.in. energetyka wiatrowa 8,15 MW i elektrownie słoneczne 6,7 MW). Jak zaznacza URE, zmiany mocy zainstalowanych w latach 2017 i 2018, mogą wynikać z aktualizacji decyzji koncesyjnych.

Liderem w segmencie OZE nadal jest generacja wiatrowa — 67,3 proc. Jej moc na koniec marca 2018 r. wynosiła 5856,8 MW. Na drugim miejscu były źródła biomasowe, z udziałem około 15,7 proc. — 1363,67 MW. Na trzecim były elektrownie wodne, z udziałem około 11,6 proc. — 1136,8 MW.

To za mało

Według danych GUS-u, Polska w 2016 r. uzyskała zaledwie 11,3-procentowy udział energii z OZE w bilansie zużycia energii finalnej brutto. Gdyby trendy z lat 2012-16 zostały utrzymane, Polska w 2020 r. osiągnęłaby jedynie 11,4-procentowy udział energii z OZE. Oznacza to, że zabrakłoby aż 3,6 proc. do wypełnienia zobowiązania w wysokości minimum 15 proc. w 2020 r. Za każde odchylenie poniżej tego poziomu grożą kosztowne transfery statystyczne (zakup energii z OZE z innych krajów) lub sankcje finansowe.

Bez podjęcia nadzwyczajnych działań wysoce prawdopodobne odchylenie dotyczy także zielonej elektroenergetyki (zgodnie z prognozą IEO, udział ten w 2020 r. może wynieść 16,5 proc., zamiast oczekiwanego 19,1 proc.). Z kolei w ciepłownictwie można spodziewać się 16, 2 proc. zamiast 17,1, a w transporcie tylko 2,6 proc. zamiast 10,1 proc. Sytuację mogą trochę poprawić technologie o najkrótszych cyklach inwestycyjnych.

— Ogłoszenie dużych aukcji to próba nadrabiania zaległości z ostatnich dwóch lat. Dzisiejszą moc energetyki wiatrowej tworzyliśmy kilkanaście lat. Nie jesteśmy w stanie budować pod presją czasu, ze względu na pogodę, moce przerobowe firm czy konieczność wcześniejszego zamówienia turbin wiatrowych. Nawet przy posiadaniu wszystkich uzgodnień i decyzji proces inwestycyjny potrwa 2-3 lata, a rozpoczęty całkiem od zera wymaga siedmiu lat — mówi Michał Kaczerowski, prezes firmy doradczej Ambiens.

Co więcej, obawia się, że w wariancie optymistycznym frekwencja w aukcji będzie wysoka, podobnie jak determinacja właścicieli projektów z pozwoleniem na budowę i umową przyłączeniową. Rodzi to jednak ryzyko zbyt niskich cen, które nie zapewnią finansowania poszczególnych inwestycji.

Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej, widzi ogromną szansę dla fotowoltaiki w systemie prosumenckim i małych farm fotowoltaicznych. Instytut opublikował w ubiegłym tygodniu raport, w którym szczegółowo omówiono rynek fotowoltaiki w Polsce. Bazuje on na trzech modelach sprzedaży energii elektrycznej do sieci i odpowiadających im wariantach biznesowych. Jest to system aukcyjny i system prosumencki, które są oficjalnymi, państwowymi instrumentami wsparcia i które mają pomóc Polsce zrealizować 15-procentowe zobowiązanie i system autoproducenta biznesowego, który z uwagi na rosnące ceny energii elektrycznej dla firm rozwija się na zasadach rynkowych. Bez wsparcia politycznego nie wniesie jeszcze znaczącego wkładu w realizację klimatycznego celu.

Szybkie działania

Według Grzegorza Wiśniewskiego, dodatkowa aukcja interwencyjna i poszerzenie grupy technologii korzystających z taryf gwarantowanych w obecnej nowelizacji ustawy o OZE o fotowoltaikę pozwoliłyby zwiększyć zdolności produkcyjne o 2 TWh. Tym samym zmniejszonoby koszty transferu statystycznego (uszczuplenia w budżecie państwa) o 0,5-1 mld zł. Wymagałoby to spełnienia kilku warunków. Rynek powinien jak najszybciej wiedzieć o takim planie. Aukcja interwencyjna dla wszystkich rodzajów OZE, które zagwarantują rozpoczęcie produkcji energii najpóźniej w pierwszym kwartale 2020 r., zapowiedziana jest na początek 2019 r. System taryf gwarantowanych na wszystkie rodzaje mikroinstalacji powinien zostać wprowadzony najpóźniej w pierwszym kwartale 2019 r., z gwarancją utrzymania niezmiennej ceny do końca pierwszego kwartału 2020 r.

Działania tego typu umożliwiłyby już na koniec 2020 r. zwiększenie potencjału wytwórczego technologii PV z oczekiwanych 1,2 GW (max 1,5) do 3,2 GW. W ślad za tymi działaniami powinny być uruchomione instrumenty wsparcia rozwoju krajowego przemysłu fotowoltaiki, technologii inteligentnych sieci energetycznych i elektromobilności opartej na OZE.

Jest jeszcze opcja zwiększenia współspalania biomasy. To jednak oznaczałoby zniszczenie nieprzystosowanych do tego kotłów węglowych. Byłby to bardzo kosztowny i bezsensowny manewr.

Myśleć o roku 2030

Rozwój OZE w latach 2006-15 opierał się na finansowaniu bankowym i rosnącym udziale finansowania korporacyjnego, ale te źródła zaczęły się kurczyć. Obecnie, według Związku Banków Polskich, niespłacone kredyty udzielone przez banki na finansowanie projektów OZE, głównie wiatrowych, sięgają 11 mld zł. Banki dostrzegają mankamenty otoczenia prawnego energetyki odnawialnej, m.in. doraźne i nie zawsze przemyślane regulacje. Bez uzyskania stabilności ekonomicznej obecnych projektów OZE zrealizowanych w systemie zielonych certyfikatów banki nie podejmą ryzyka finansowania kolejnych przedsięwzięć przewidzianych do realizacji w systemie aukcyjnym.

Zarówno Michał Kaczerowski, jak i Grzegorz Wiśniewski podkreślają, że rząd powinien już zająć się celami OZE na rok 2030. Będzie wynosił 32 proc., z koniecznością okresowej kontroli realizacji i możliwością zwiększenia. Oznacza to, że jedna trzecia energii w Unii Europejskiej ma pochodzić z instalacji, które nie spalają paliw kopalnych.

— Uzgodnienia pomogą zrealizować cele zawarte w porozumieniu paryskim i przełożą się na większą liczbę miejsc pracy, niższe rachunki za energię dla konsumentów i mniejszy import surowców energetycznych — mówił w czerwcu Miguel Arias Cañete, komisarz ds. energii i klimatu Unii Europejskiej. ©

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Produkujemy za mało zielonej energii