Prokuratorzy upodlają przedsiębiorców

opublikowano: 02-12-2018, 22:00

O tym, dlaczego poręczył za Piotra Osieckiego, jak ocenia działania prokuratury i czy żałuje inwestycji w Altus TFI — mówi Zbigniew Jakubas

„Puls Biznesu”: Poręczył pan za Piotra Osieckiego 10 mln zł. Dlaczego?

Niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczego nie są ścigane na tej samej podstawie co Piotr Osiecki banki sprzedające wyjątkowo drogo portfele wierzytelności, które nabywał GetBack. To te transakcje stały się kluczową przyczyną upadku windykatora. Łatwo wyliczyć, że GetBack przepłacając  za portfele wierzytelności stracił na tym kilkaset milionów złotych.
Zobacz więcej

Szukanie winnych:

Niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczego nie są ścigane na tej samej podstawie co Piotr Osiecki banki sprzedające wyjątkowo drogo portfele wierzytelności, które nabywał GetBack. To te transakcje stały się kluczową przyczyną upadku windykatora. Łatwo wyliczyć, że GetBack przepłacając  za portfele wierzytelności stracił na tym kilkaset milionów złotych. Fot. Marek Wiśniewski

Zbigniew Jakubas, inwestor, członek i były prezes Polskiej Rady Biznesu: Cieszy mnie to, że aż tylu polskich przedsiębiorców udzieliło poręczenia Piotrowi Osieckiemu. To kolejny dowód, że przedsiębiorcy, często konkurujący ze sobą, potrafią w sytuacjach kryzysowych być solidarni. Jest to forma wsparcia i protestu przeciwko nierównej pozycji podejrzanego człowieka w zderzeniu z bezduszną machiną wymiaru sprawiedliwości. Nasza solidarność z Piotrem Osieckim wynika przede wszystkim z jego bardzo trudnej sytuacji rodzinnej i zaangażowania w walkę o stan zdrowia ciężko chorej córki. Czytam i słyszę opinie, że bogaci koledzy kupili Piotrowi Osieckiemu wolność. To totalny absurd i zwykła nieprawda — nie zapłaciliśmy za to, by nie miał procesu, nie ręczymy za jego niewinność czy ostateczny werdykt sądu. Poręczyliśmy tylko za to, że nie ucieknie z kraju, nie będzie mataczył i utrudniał śledztwa. Celem było jego wyjście z aresztu. Przetrzymywanie go to wyjątkowy skandal, nie ma uzasadnienia. Uznałem, że nie mogę być bierny i milczeć. Areszty wydobywcze są coraz częściej stosowaną metodą działania wymiaru sprawiedliwości. W takiej atmosferze nie możemy stać biernie i tylko się przyglądać. To rodzaj buntu naszego środowiska — nie można w ten sposób traktować człowieka, który nie tylko się ukrywał się, ale wręcz angażował w wyjaśnienie transakcji — dostarczał dokumenty i apelował o to, by złożyć zeznania, których prokuratura nie chciała przyjąć.

Uważa pan, że nie powinien trafić do aresztu?

Tak uważam. Oburzony jestem także tym, że Piotra Osieckiego na pewien czas umieszczono w celi z agresywnym recydywistą. Prokurator przez dwa z trzech miesięcy jego pobytu w areszcie nie chciał nawet z nim rozmawiać. To jest wyjaśnianie sprawy czy zwykła szykana? To jest upodlenie człowieka. Trzeba zmienić mentalność wymiaru sprawiedliwości, sprawić, by czuł się odpowiedzialny za obywatela: z jednej strony zapewniał godność podejrzanym i nie niszczył dorobku ich życia, a z drugiej skupiał się na naprawieniu krzywdy poszkodowanym. Areszt w sprawach gospodarczych zwykle nie ma żadnego sensu. Tu sprawy rozgrywają się zazwyczaj na poziomie dokumentów, a wsadzanie za kraty podejrzanych często — jak się potem okazuje — niewinnych ludzi potęguje szkody.

Jako społeczeństwo nie powinniśmy poddawać się widocznej agresji wymiaru sprawiedliwości. Aresztowaniami w świetle reflektorów i w obecności kamer władza pokazuje, jak wymierza sprawiedliwość, a w rzeczywistości działania te ze sprawiedliwością nie mają nic wspólnego. W przypadku GetBacku mamy do czynienia z aferą, w której 10 tys. osób straciło pieniądze. Czy w wyniku podjętych przez państwo działań ich sytuacja się poprawiła? Czy odzyskali choćby grosz więcej? Nie. Państwo powinno działać tak, by namówić tych, co robili wyjątkowo intratne interesy z GetBackiem, do jakiegoś zrekompensowania tych strat. W USA władza dążyłaby do naprawienia szkody finansowej, a u nas kończy się wyłącznie na represjach. Proszę mi podać choć jeden przykład, w którym postępowanie prokuratorskie było ukierunkowane przede wszystkim na maksymalne naprawienie wyrządzonych szkód. Na marginesie — koszt pobytu osadzonego w areszcie to prawie 4 tys. zł miesięcznie. Słowem — korzyści nie ma żadnej, a podatnicy ponoszą kolejne koszty.

Skąd ma pan pewność, że Piotr Osiecki nie będzie mataczył i nie ucieknie?

Od wybuchu afery, a przed aresztowaniem, miał sześć miesięcy, aby to zrobić. W tym czasie był aktywny, zwracał uwagę na problem dla rynku i proponował rozwiązania. Był nawet gotów wesprzeć GetBack z własnych pieniędzy. Nie unikał wymiaru sprawiedliwości, wręcz przeciwnie — sam dobrowolnie chciał złożyć wyjaśnienia. Także możliwość ucieczki miał przez wiele miesięcy, czego nie uczynił i jestem przekonany że nie uczyni.

Jak pan ocenia działania prokuratury, która robiła wszystko, by nie przyjąć poręczenia, choć tak zdecydował sąd?

Najwyraźniej decydowały emocje, a przecież funkcjonariusz państwowy, którym jest prokurator, nie powinien kierować się emocjami czy instrukcjami polityków, tylko wiedzą i doświadczeniem. Może właśnie tego doświadczenia zabrakło młodemu zespołowi prokuratorów delegowanych z prokuratur niższego szczebla, bez doświadczenia w sprawach gospodarczych. Zarzuty były przedstawione bez opinii biegłych, bo dopiero teraz zostali powołani, by oszacować, czy doszło do jakichkolwiek szkód w wyniku transakcji sprzedaży EGB. Na jakiej więc podstawie podawano dotychczas straty — ponad 100 mln zł? Przecież taka sprawa powinna zacząć się od biegłych, by ocenili, czy w ogóle doszło do szkody.

Czy można komuś uczynić zarzut z tego, że sprzedał coś drogo?

Znam sprawę tylko z doniesień medialnych, bo nie jestem stroną i akt nie widziałem. Ale jeśli prawdą jest, że Piotrowi Osieckiemu zarzuca się, że za drogo sprzedał spółkę, to jest to czysty absurd. GetBack kupił dobrą spółkę, notowaną na giełdzie, po wycenie rynkowej. Trudno się dziwić, że sprzedający chciał sprzedać jak najdrożej. Nie znam żadnych okoliczności, które pozwalałyby sądzić, że ta transakcja była niezgodna z logiką biznesową. Niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczego nie są ścigane na tej samej podstawie co Piotr Osiecki banki sprzedające wyjątkowo drogo portfele wierzytelności, które nabywał GetBack. To te transakcje stały się kluczową przyczyną upadku windykatora. Łatwo wyliczyć, że GetBack przepłacając kilka punktów procentowych za nabywane portfele wierzytelności stracił na tym kilkaset milionów złotych.

Dla pana ta sprawa ma także wymiar finansowy — niedługo przed aresztowaniem Piotra Osieckiego zainwestował pan w Altus TFI. Żałuje pan tej inwestycji?

Oczywiście nie zakładałem takiego rozwoju sytuacji, ale w ogóle nie oceniam tego teraz przez pryzmat zysku lub straty. Od dawna mówiłem, że system TFI musi się zmienić. Model, w którym TFI są zakładnikiem banków inkasujących do 75 proc. opłat za zarządzanie, jest niewłaściwy. Trzeba stawiać na bezpośredni kontakt inwestorów z funduszami, bez pośrednictwa banków. To obniży koszt funkcjonowania funduszy i da większą stopę zwrotu dla inwestorów. Taka relacja będzie zdrowsza, dlatego myślę, że w dłuższym terminie wyjdzie to TFI na dobre.

O ile przetrwają, bo nie brak głosów, że prywatne TFI znikną z rynku, a zostaną jedynie państwowe.

Na pewno TFI należące do grup bankowych są i będą w uprzywilejowanej sytuacji, ale oligopol trzech instytucji nam nie grozi. Tym bardziej że ustawa o PPK przewiduje, że nikt nie będzie mógł mieć więcej niż 15 proc. udziału w rynku. Siłą rzeczy robi się więc miejsce na rynku dla prywatnych podmiotów. Altus na pewno się zmieni, nie będzie już zarządzał kilkunastoma miliardami aktywów. Wystarczy jednak dobrze zarządzać kilkoma, by mieć zdrowy biznes. Tak zresztą zaczynała się historia sukcesów Altusa, dlatego wciąż wierzę w tę inwestycję. © Ⓟ

108 mln zł poręczenia

Piotr Osiecki, twórca Altus TFI, został aresztowany 29 sierpnia po postawieniu mu przez prokuraturę zarzutu, że „wyrządził szkodę wielkich rozmiarów spółce GetBack”. Zdaniem śledczych, przy sprzedaży EGB Investments do GetBacku doszło do zmowy Konrada K., aresztowanego byłego prezesa GetBacku, i Piotra Osieckiego, byłego prezesa Altus TFI, w wyniku której windykacyjna spółka miała za zawyżoną cenę kupić spółkę kontrolowaną przez TFI. Jej wycena, zdaniem śledczych, została zawyżona o co najmniej 160 mln zł. Piotr Osiecki zapewnia, że transakcja odbyła się prawidłowo. 26 listopada sąd rozpatrywał wniosek prokuratury o wydłużenie aresztu o trzy miesiące i przychylił się do wniosku obrony o zamianę aresztu na poręczenie majątkowe. Poręczenie w formie weksli o wartości 108 mln zł złożyło 10 przedsiębiorców i trzy spółki. Prokuratura robiła wszystko, by nie przyjąć poręczenia, m.in. nie wpuściła rano do budynku obrońców, którzy przywieźli weksle, ale po odrzuceniu przez sąd jej wniosku o wstrzymanie wykonalności orzeczenia ostatecznie je przyjęła i 27 listopada wieczorem Piotr Osiecki wyszedł na wolność.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Prokuratorzy upodlają przedsiębiorców