Przemysł zasugerował koniec obligacyjnej bessy

Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Wydarzeniem piątku miała być publikacja wstępnych danych o inflacji przez GUS. Przebił go odczyt PMI, który dostarczył paliwa do wzrostu cen na rynku długu.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • dlaczego GPW zaczęła rosnąć po danych o inflacji
  • co dla realnej gospodarki oznaczają piątkowe odczyty inflacji i PMI
  • jaki mogą mieć wpływ na decyzji Rady Polityki Pieniężnej
  • i co z tego wynika dla rynku długu
  • dlaczego wciąż jest jednak opcja powrotu rentowności obligacji do 8 proc.

Przemysł zasugerował koniec obligacyjnej bessy

opublikowano: 03-07-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Wydarzeniem piątku miała być publikacja wstępnych danych o inflacji przez GUS. Przebił go odczyt PMI, który dostarczył paliwa do wzrostu cen na rynku długu.

Z wstępnych danych GUS wynika, że inflacja konsumencka w czerwcu 2022 r. wyniosła 15,6 proc. To najwyższy poziom od marca 1997 r., symbolicznie wyższy od oczekiwań rynku (15,5 proc.). Ten ostatni właściwie nie zareagował na odczyt w segmencie walutowym i dłużnym. Złoty lekko słabł, ale nie różniło się to od sytuacji sprzed komunikatu GUS. Podobnie było ze spadkiem rentowności (wzrostem cen) skarbowych obligacji 10-letnich.

Jedynie na giełdzie publikacja danych o inflacji zbiegła się z poprawą nastrojów. WIG20 lekkie spadek o nie 0,1-0,2 proc. zamienił na wzrost o ponad 1 proc.

- Nie było to pochodną danych o inflacji. Było raczej związane z sytuacją na giełdach Europy Zachodniej. Rynek akcji nie jest skorelowany z inflacją tak mocno, jak rynek stopy procentowej – twierdzi Mateusz Roda, zarządzający funduszami dłużnymi w Skarbcu TFI.

- Giełda rosła, bo ogólnie europejskie giełdy rosły, po spadkach z dnia poprzedniego. Nasz indeks zachowywał się w piątek podobnie, jak niemiecki DAX. Były to jednak zwykłe krótkoterminowe ruchy rynkowe, do których nie przywiązywałbym większej wagi – potwierdza Mikołaj Raczyński, członek zarządu Noble Fund TFI.

Zresztą sentyment na warszawskim rynku akcji pogorszył się wraz z pogorszeniem nastrojów we Frankfurcie i powtórnie polepszył, gdy do góry poszła giełda w Niemczech.

W gospodarce jest słabo

Zdaniem naszych rozmówców, ważniejszy od piątkowych danych o inflacji był dla polskiego rynku opublikowany godzinę wcześniej odczyt przemysłowego PMI, czyli rodzaju wskaźnika aktywności gospodarczej, uznawanego za wskaźnik wyprzedzający koniunktury. Zamiast oczekiwanych 48 pkt wyniósł on zaledwie 44,4, a już poziom 50 pkt uznawany jest za granicę między rozwojem a recesją.

Zaraz po publikacji PMI rozpoczął się piątkowy spadek rentowności (wzrost cen) obligacji. Rynek długu nie czekał na dane o inflacji, a jeszcze w porannym komentarzu analitycy PKO BP twierdzili, że to właśnie publikacja GUS dotycząca skali wzrostu cen będzie kluczowym wydarzeniem na krajowym rynku długu.

- Patrząc na reakcję rynkową odczyt PMI okazał się ważniejszy od inflacji, chociaż pamiętajmy, że w tle są tendencje na rynkach globalnych, gdzie trwa weryfikacja oczekiwań dotyczących skali podwyżek stóp procentowych przez główne banki centralne. W Stanach Zjednoczonych i strefie euro pojawia się coraz więcej danych wskazujących, że gospodarki amerykańska czy niemiecka już są w recesji. Nie jest tak, że piątkowe zachowanie polskiego rynku finansowego odzwierciedla tylko lokalne dane – mówi Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP.

Przynajmniej w pierwszym okresie spowolnienie gospodarcze nie będzie miało charakteru dezinflacyjnego. Jeżeli bowiem staną fabryki, produkcji będzie mniej, to nastąpi kolejny szok podażowy, w sytuacji gdy rynek pracy jest w dobrej kondycji.

Mikołaj Raczyński
członek zarządu Noble Funds TFI

A co wynika z tych danych?

- Widać, że scenariusz stagflacyjny potwierdza się i nasila. Jest przy tym wzmacniany tym, co dzieje się na rynku energii. Zima zapowiada się ciężka. Na giełdach europejskich gaz jest już po 150 EUR za MWh, co na pewno znajdzie odzwierciedlenie w aktywności gospodarczej. Niektóre firmy prawdopodobnie nie będą produkować przy takich cenach. Mogą też nastąpić ograniczenia w dostawach energii. Będzie to miało reperkusje w wielu obszarach – twierdzi Mikołaj Raczyński.

- Odczyt PMI był zdecydowanie negatywnym zaskoczeniem i potwierdzeniem negatywnych tendencji w gospodarce realnej. Natomiast sam odczyt inflacji był z grubsza na poziomie konsens – mówi Mateusz Roda.

Mateusz Roda twierdzi, że odczyt przemysłowego PMI pokazał, że polska gospodarka nie będzie odporna na to, co zachodzi w gospodarce globalnej. Może więc zwalniać szybciej niż jeszcze niedawno oczekiwano. To zmniejszy popyt, a w konsekwencji presję inflacyjną.

Zdaniem Mikołaja Raczyńskiego nie ma jednak pewności, że kryzys gospodarczy doprowadzi do spadku inflacji. Właśnie dlatego rentowności papierów dłużnych tak mocno się w ostatnich tygodniach wahają.

- Mamy narrację recesyjną i inflacyjną. Według mnie przynajmniej w pierwszym okresie spowolnienie gospodarcze nie będzie miało charakteru dezinflacyjnego. Jeżeli bowiem staną fabryki, produkcji będzie mniej, to nastąpi kolejny szok podażowy, w sytuacji gdy rynek pracy jest w dobrej kondycji. Jeżeli jednak doszłoby do szybkiego wzrostu bezrobocia, to wtedy spadłaby również inflacja. Dużo też zależy od odpowiedzi polityków. Jeżeli decydują się na kolejne transfery w odpowiedzi na wysokie ceny energii, to raczej utrwalą inflację, co w dłuższym terminie będzie musiało oznaczać wyższe stopy procentowe. Jeżeli się na to nie zdecydują, to może szybciej spadnie inflacja, ale politycy ryzykują, że przegrają jakieś wybory, bo trudno im będzie wytłumaczyć, że dawanie takich rekompensat utrwala inflację. Układanka nie jest więc jeszcze pełna i dlatego spodziewam się dużej zmienności cen na rynku akcji i obligacji – tłumaczy Mikołaj Raczyński.

Czas na obligacje

- Gdyby mimo sygnałów nadchodzącej recesji popyt konsumencki w Polsce pozostawał wysoki, także inflacja może być wówczas wyższa. Wysoka inflacja oznacza dalsze podwyżki stóp procentowych. Już 7 lipca Rada Polityki Pieniężnej (RPP) może kolejny raz podnieść stopy o 0,5-0,75 pkt proc. Warto jednak zauważyć, że w ostatnich dwóch tygodniach banki centralne w regionie dokonały rekordowych podwyżek. W czerwcu stopy w Czechach wzrosły o 1,25 pkt proc., a na Węgrzech aż o 1,85 pkt proc. – dodaje Paweł Majtkowski, analityk eToro.

Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, spodziewa się podwyżki o 0,75 pkt proc., ale przyznaje, że sytuacja się skomplikowała.

- Duże podwyżki w regionie wywindowały oczekiwania odnośnie NBP. Ale silny spadek PMI to scenariusz spowolnienia – zaznacza Rafał Benecki.

- Znaczna podwyżka stóp procentowych nie jest scenariuszem bazowym, ale nie można wykluczyć, że zobaczymy jeszcze jakąś większą podwyżkę. Trzeba pamiętać, że w sierpniu mamy przerwę jeśli chodzi od decyzyjne posiedzenia RPP – dodaje Mateusz Roda.

Według Piotra Bujaka już podwyżka o 0,5 pkt proc. na najbliższym posiedzeniu RPP byłaby jednak bardzo odważna. Główny ekonomista największego polskiego banku nie wyklucza co prawda kolejnych podwyżek, ale mających charakter dostrajania, niezbędnego do właściwego zakotwiczenia oczekiwań inflacyjnych dopóki bieżący wskaźnik inflacji jeszcze rośnie.

- Nie to co wycenia rynek, ale sygnały z gospodarki powinny decydować o decyzjach władz monetarnych. A te sygnały są takie, że wzrost inflacji prawdopodobnie wyhamowuje. Spowalnia np. wzrost cen żywności. W lipcu widać, że ceny paliw zaczynają wreszcie spadać, w czym dużą rolę odgrywa promocja Orlenu. Mamy coraz słabsze dane z rynku pracy, a piątkowy PMI jest mocnym potwierdzeniem pogorszenia koniunktury. W takiej sytuacji wskazana jest ostrożność w dalszym zacieśnianiu polityki pieniężnej w Polsce. Szczególnie, że w przeciwieństwie do Fedu i Europejskiego Banku Centralnego nie jesteśmy spóźnieni w decyzjach o zacieśnianiu polityki pieniężnej – tłumaczy Piotr Bujak.

Od strony rynkowej oznacza to, że bessa na rynku obligacji przechodzi do przeszłości.

- W naszym bazowym scenariuszu jest wyraźne spowolnienie gospodarki w drugiej połowie 2022 r., pogorszenie sytuacji na rynku pracy, spowolnienie wzrostu wynagrodzeń nominalnie, a zwłaszcza realnie, oraz spowolnienie popytu konsumpcyjnego. To wszystko stłumi inflację. Jednocześnie w finansach publicznych wszystko powinno być w porządku. A to oznacza, że obligacje już nie będą tracić – podkreśla główny ekonomista PKO BP.

Koniec obligacyjnej bessy zakłada też Mateusz Roda.

Mikołaj Raczyński nie wyklucza jednak, że mimo wszystko rentowności obligacji wrócą do 8 proc.

- Niczego bym nie wykluczał, ponieważ nie jest powiedziane, że recesja, która już jest, schłodzi inflację. To jest inna recesja niż ta, którą znamy z ostatnich kilku cyklów koniunkturalnych. To inflacja wywołała recesję. Nie jest więc powiedziane, że recesja musi tę inflację od razu zmniejszyć – wyjaśnia swoje stanowisko Mikołaj Raczyński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.