Przepis na zły bank dla SKOK

Bankowcy powołali zespół roboczy i wynajęli firmę doradczą EY, aby przygotować jak najlepsze pomysły na przeprowadzenie procesu przejmowania kas

Jak wyciągnąć kasztany z ognia i się nie poparzyć? — odpowiedzi na to pytanie intensywnie szukało środowisko bankowe. Nadzór finansowy naciska na sektor, żeby przygotował się do przejmowania podupadłych Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych (SKOK), przed czym branża się broni. Rozwiązanie zaproponował szef jednego z największych banków i opisał w liście wysłanym do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) i Związku Banków Polskich (ZBP). Zasugerował, żeby powołać „zły bank” — instytucję wykorzystywaną w wielu krajach do pokryzysowej restrukturyzacji trudnych aktywów, od których instytucje finansowe uwalniały swoje bilanse.

JAK SIĘ NIE SPARZYĆ: Wojciech Kwaśniak, szef nadzoru bankowego w KNF, oczekuje
od dużych banków zaangażowania w ratowanie SKOK-ów. Banki nie chcą wyciągać
kasztanów z ognia gołymi rękami. Stąd pomysł powołania „złego banku”. [FOT. TP]
Zobacz więcej

JAK SIĘ NIE SPARZYĆ: Wojciech Kwaśniak, szef nadzoru bankowego w KNF, oczekuje od dużych banków zaangażowania w ratowanie SKOK-ów. Banki nie chcą wyciągać kasztanów z ognia gołymi rękami. Stąd pomysł powołania „złego banku”. [FOT. TP]

— Instytucja powołana przez banki zajmowałaby się normalną działalnością restrukturyzacyjną, windykowała należności. Po zakończeniu procesu mogłaby sprzedać zdrowe aktywa oraz majątek np. innej kasie czy bankowi spółdzielczemu — mówi przedstawiciel jednego z banków.

Pomysł spodobał się bankom. Przy ZBP powstał specjalny zespół, który ma wypracować konkretne rozwiązania. Wspiera go firma doradcza EY. Wstępny zamysł jest taki, że w „złym banku” partycypowałyby wszystkie banki z symbolicznym udziałem, dającym prawo do delegowaniapracowników do tej instytucji. Głównym udziałowcem byłby Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG).

Miliardowa dziura

Czas nagli, ponieważ sytuacja w SKOK jest trudna i część z nich będzie potrzebowała wsparcia. Jeden z bankowców twierdzi, że chodzi o 15 kas. Ich liczba może być jednak większa. Według ustaleńKNF, dziura w funduszach własnych sektora kas spółdzielczych na koniec III kwartału 2013 r. może sięgać nawet 1,2 mld zł. Jeśli policzyć współczynnik wypłacalności SKOK-ów na podstawie przepisów resortu finansów, obowiązujących od 3 października ubiegłego roku (których zgodność z konstytucją potwierdził w ubiegłym tygodniu Trybunał Konstytucyjny), na koniec września 2013 r. wyniósł on tylko 1 proc. wobec wymaganych 4 proc. (od stycznia 2014 r. 5 proc.). 15 kas miało ujemne fundusze, a w sześciu współczynnik był poniżej 1 proc. Zgodnie z przepisami, SKOK-i mają kilka sposobów na podniesienie wskaźników — mogą sięgnąć po fundusz w Krajowej Kasie, pieniądze członków oraz do kasy BFG.

Dwie pierwsze ścieżki są dość wąskie, na trzecią nadzór wolałby nie wchodzić, bo uruchamianie pieniędzy funduszu gwarantującego depozyty nigdy nie wygląda najlepiej i może wywołać niepotrzebny niepokój wśród posiadaczy lokat. Najlepiej byłoby rozwiązać problem rękami uczestników rynku, jak to już nie raz się działo, np. w bankach spółdzielczych, w których problem braku funduszy rozwiązywano na drodze fuzji i przejęć.

Problem wizerunkowy

Bankom to rozwiązanie zdecydowanie się nie podoba. Z rynkowego punktu widzenia, SKOK-i nie stanowią większego problemu. Z sumą bilansową 19 mld zł są odpowiednikiem BOŚ Banku, a więc branżowego średniaka. Aktywa 29 kas nie przekraczają 100 mln zł — to równowartość kredytu korporacyjnego w dużym banku. Problem leży gdzie indziej — Dla żadnego banku przejęcie aktywów kas nie jest dobrym biznesem, może za sobą pociągnąć problemy prawne, a przede wszystkim wizerunkowe — mówi menedżer jednego z banków.

Cała ustawa o SKOK-ach, dotycząca kwestii nadzoru, a także sposobów przejmowania zagrożonych kas, została zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego, który zajmie się nią najwcześniej w czerwcu.

— W razie niekorzystnego orzeczenia bank, który przejmie kasę, będzie miał problem — mówi jeden z naszych rozmówców.

Banki boją się też negatywnego PR ze strony mediów sympatyzujących ze SKOK-ami. Jest ich całkiem sporo i w przeszłości prezentowały stanowisko raczej niechętne bankowcom.

Powołanie „złego banku” pozwoliłoby uniknąć większość tych problemów. Przede wszystkim oddaliłoby od bankowych bilansów zagrożenie infekcji złymi aktywami. Istnieje bowiem ryzyko, że w razie przejęcia SKOK-u zatrwożeni deponenci mogą zacząć ustawiać się w kolejkach przed kasami banku, który go przejął. Banki boją się takiej sytuacji jak ognia. KNF z uwagą przygląda się projektowi, aczkolwiek nie ukrywa, że najwięcej oczekuje od dużych banków.

— Tak jak w systemie SKOK kluczową rolę pełni Kasa Krajowa, tak w sektorze bankowym szczególna odpowiedzialność za stabilność systemu oraz działania na rzecz ograniczenia ryzyka systemowego spoczywają na bankach o systemowym charakterze, będących największymi płatnikami BFG — mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.

Na koniec III kwartału 2013 r. działało 55 kas, do których należało 2,6 mln członków. Obsługiwało ich 5876 pracowników w 1948 placówkach. W 44 SKOK-ach prowadzony był program naprawczy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Przepis na zły bank dla SKOK