Przewoźnicy walczą o obniżki

Marcin Bołtryk
17-12-2010, 09:57

559 przewoźników wzięło udział w badaniu, którego celem było uzyskanie atutów w walce o obniżenie stawek opłat za korzystanie z dróg.

Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce (ZMPD) zleciło przygotowanie specjalnego raportu, który oceni ekonomiczne skutki wprowadzenia elektronicznego systemu poboru opłat za przejazd drogami krajowymi od ciężarówek i autobusów. Zacznie on działać na początku 2011 r.

Dotąd przewoźnicy mieli obowiązek kupowania winiet, będących zryczałtowaną zapłatą za korzystanie z naszych dróg. Jednocześnie winiety zwalniały ich z opłaty za przejazd istniejącymi już płatnymi odcinkami autostrad. Dla korzystających z nich przewoźników, średni koszt przejazdu 1 km wynosił 8 groszy. Od lipca najniższa opłata wyniesie 20 gr za km, najwyższa 53 gr. Wysokość opłaty będzie zależeć od norm EURO, które spełnia pojazd i od jego masy.

Nowe opłaty za korzystanie z dróg mogą dobić branżę - uważa Marek Tarczyński, przewodniczący rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.
Zobacz więcej

Nowe opłaty za korzystanie z dróg mogą dobić branżę - uważa Marek Tarczyński, przewodniczący rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.

Miliard od przewoźników

Raport profesor Magdaleny Osińskiej z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu przygotowany na zlecenie ZMPD powstał po przeanalizowaniu kilkuset ankiet wypełnionych przez przewoźników. Wynika z niego, że obecna wysokość opłat drogowych to około 8 gr za 1 km. W projekcie rozporządzenia Rady Ministrów, określającym nowe stawki dla samochodów spełniających normę EURO 3 (takie auta stanowią blisko połowę floty polskich przewoźników międzynarodowych), zaproponowano 46 gr.

"To prawie sześć razy więcej niż dotychczas. Trzeba też pamiętać, że do opłat elektronicznych dojdzie myto płacone na bramkach autostrad. Na niektórych trasach oznacza to gigantyczne podwyżki. Oto przykład: na trasie Warszawa — Świecko dzisiaj opłata za przejazd wynosi 39,6 zł, a po wprowadzeniu e-myta rząd będzie chciał wyciągnąć przewoźnikowi z kieszeni 259,5 zł. Tymczasem w uzasadnieniu do ustawy wprowadzającej elektroniczny pobór opłat ten sam rząd zapewniał, że likwidacja winiet będzie oznaczała zmniejszenie obciążeń przewoźników"– czytamy w komunikacie ZMPD.

Zrzeszenie zamówiło raport bo nie zgadza się na tak drastyczne podwyżki. Raport ma być rzetelnym argumentem w walce o obniżenie opłat.

"Uznajemy konieczność wprowadzenia elektronicznego systemu, ale nie rozumiemy, dlaczego ma ono oznaczać podwyżki. Modernizacja infrastruktury nie może być pretekstem do wyciskania przedsiębiorców jak cytryny. Skala proponowanych przez rząd podwyżek jest bezprecedensowa. Trudno podać inny przykład, kiedy administracja fundowałaby przedsiębiorcom wzrost ważnego składnika kosztów firmy liczony w setkach procent! Gdyby przemnożyć proponowane przez rząd podwyżki przez liczbę samochodów w transporcie międzynarodowym, okazałoby się, że przewoźnicy tylko z tej grupy mają dopłacić do nowego systemu prawie miliard złotych" — twierdzą dalej autorzy komunikatu ZMPD.

Elektroniczna czkawka

Również według Marka Tarczyńskiego, przewodniczącego rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki planowana wysokość opłat budzi zastrzeżenia.

— Nie kwestionujemy elektronicznej formy poboru opłat, a jedynie wysokość stawek. Transport nie będzie w stanie przerzucić ich w całości na towar. Mimo pogłębiających się trudności z dostępem do taboru i wzrostu kosztów jego eksploatacji, klienci alergicznie podchodzą do prób podwyższania przewoźnego, co wynika z realizowanej powszechnie polityki cięcia kosztów — mówi Marek Tarczyński
Trudne negocjacje

Dodaje, że ciężar opłaty, której wysokość wskazuje na jej drenażowy probudżetowy charakter, zostanie tylko w części zrekompensowany wzrostem samego przewoźnego lub wprowadzeniem dodatku drogowego.

Spedytorów i logistyków czekają zatem trudne negocjacje ze zleceniodawcami i przewoźnikami, bo sprzeczność interesów jest oczywista. Branża TSL powinna dążyć do zmniejszenia planowanej opłaty, która oznacza skokowy wzrost kosztów.

Brak informacji

Andrzej Szymański, dyrektor zarządzający w spółce Dartom zauważa, że obok wysokości stawek, wiele niepokoju budzi sposób wprowadzania nowego systemu.

— Rząd nie przygotował żadnego planu wdrożenia elektronicznego poboru opłat. Jedyne informacje, jakie mamy to termin rozpoczęcia projektu 1 lipca 2011 r. i maksymalna stawka za kilometr w wysokości 2 zł. Ostatnio pojawiły się szczątkowe informacje o stawkach. To wszystko za mało by przygotować firmę na zmiany — mówi Andrzej Szymański.

Wprowadzenie elektronicznej opłaty będzie oczywiście miało duży wpływ na rynek transportowy. Jednak będzie on zróżnicowany.

— Dziś wszystkie firmy płacą za winiety tyle samo. Wprowadzenie elektronicznego poboru opłat uzależnionych od liczby przejechanych kilometrów oznacza, że koszty usług transportu krajowego wzrosną znacznie bardziej niż transportu międzynarodowego. Poza tym inaczej będą wyglądały koszty firm z południowej polski, a inaczej z północnej — mówi Andrzej Szymański

Dodaje, jednak, że jako człowiek zarządzający przedsiębiorstwem transportowym nie jest przeciwny nowemu rozwiązaniu.

— Nie podoba mi się jednak tryb jego wprowadzania. Wszyscy przewoźnicy powinni otrzymać jasne i przejrzyste informacje dotyczące planu wdrożenia elektronicznego poboru opłat — terminu, stawek, jak i sieci objętych nim dróg. Tego niestety brakuje. Otrzymujemy szczątkowe informacje, które tylko wprowadzają zamęt. Kolejna sprawa to dystrybucja zebranych pieniędzy. Tu także konieczna jest pełna przejrzystość. Uważam że wszystkie pieniądze powinny być spożytkowane na inwestycje drogowe — podsumowuje Andrzej Szymański.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Przewoźnicy walczą o obniżki