Czytasz dzięki

Quasi-kantory pod ostrzałem

opublikowano: 29-03-2020, 22:00

Ostatni bastion branży kryptowalutowej przeżywa hossę, a zmotywowane przez nadzorcę banki wypowiadają mu umowy rachunków

Na przełomie lat 2017/18 banki jak jeden mąż wypowiadały giełdom kryptowalutowym umowy prowadzenia rachunków, zabezpieczając się przed ryzykiem prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu. Oliwy do ognia dolał też nadzorca, umieszczając niektóre spółki na liście ostrzeżeń publicznych. Kryptobranża szukała wówczas pomocnej dłoni w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) oraz Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO). Bezskutecznie. Z kraju wyemigrowało około 85 proc. firm, urządzając się pod jurysdykcją gibraltarską, maltańską czy estońską. Zostały jednak kantory kryptowalutowe, za które właśnie wzięły się banki.

Kantor Bitcoin w Poznaniu oferuje zakup lub sprzedaż
bitcoinów. W poście opublikowanym na Facebooku firma przekonuje, że kantory
kryptowalutowe mają znaczną przewagę nad giełdami: „przede wszystkim ze względu
na szybkość transakcji oraz jej anonimowość”.
Zobacz więcej

RYNEK NIE ZNOSI PRÓŻNI:

Kantor Bitcoin w Poznaniu oferuje zakup lub sprzedaż bitcoinów. W poście opublikowanym na Facebooku firma przekonuje, że kantory kryptowalutowe mają znaczną przewagę nad giełdami: „przede wszystkim ze względu na szybkość transakcji oraz jej anonimowość”. Wojciech Robakowski

Blady strach

Pierwsze wypowiedzenia posypały się jeszcze pod koniec zeszłego roku, ale atmosfera w branży zrobiła się gorąca dwa tygodnie temu, gdy Credit Agricole pożegnał się z jednym z klientów biznesowych.

— Nie da się prowadzić firmy bez dostępu do konta bankowego. Okres wypowiedzenia umowy potrwa dwa miesiące. Prowadzimy rachunki również w innych bankch — mówi Stanisław Wołoch, właściciel Quarka, punktu przy ul. Świętokrzyskiej w Warszawie, gdzie gotówkę można wymienić za bitcoiny.

Przekonuje, że od ośmiu lat prowadzi legalny biznes, co może potwierdzić korespondencją z państwowymi instytucjami. Właśnie buduje sieć opartą na franczyzie. Quark szacuje swój udział w rynku na około 20 proc. Firm o podobnym profilu, czyli punktów stacjonarnych, jest w Polsce kilka, m.in. Flyingatom, Bitcoin Łódź, Bitumi.pro czy Coinlab. Inne działają w modelu mieszanym, czyli offline i online: Kanga Exchange i BitcoinPro. Exchange. Jeszcze inne koncentrują się na działalności internetowej: Bitcan, Bitcantor, 4coins i Swaply czy Hask-back.net (zawiesił działalność z powodu braku dostępu do rachunku). Do niektórych kantorów należą bitomaty (automaty kryptowalutowe). Nieoficjalne szacunki, do których dotarł „PB”, wskazują, że miesięczne obroty każdą z tych spółek plasują między 5 a 15 mln zł. Przychody czerpią z kilkuprocentowych prowizji od transakcji. Według źródeł „PB” Quarkowi i innym firmom umowę rachunku wypowiedział właśnie także inny francuski bank — BNP Paribas.

BNP Paribas w odpowiedzi na pytania „PB” informuje, że „bank jest zobowiązany do stosowania się do obowiązujących przepisów prawa i komunikatów nadzoru”. Dodaje, że nawiązanie relacji z branżą kryptowalut poprzedzone jest oceną ryzyka prania pieniędzy oraz finansowania terroryzmu, co głosi komunikat KNF w sprawie funkcjonowania giełd i kantorów kryptowalut z 6 czerwca 2018 r.

Bezpieczeństwo najważniejsze

„16 grudnia 2019 r. bank otrzymał zalecenie Komisji Nadzoru Finansowego „nakazujące (…) wypowiedzenie umów konta zawartych z podmiotami prowadzącymi obrót kryptowalautami” — informuje Credit Agricole w piśmie wysłanym Quarkowi. Bank powołuje się na art. 730 Kodeksu cywilnego w związku z art. 138 ust. 1 pkt 1 i 6 Prawa bankowego, który mówi o tym, że nadzorca może zlecić bankowi wypowiedzenie umowy rachunku, w szczególności gdy chodzi o konieczność ograniczenia ryzyka działalności banku.

„Wytyczne otrzymaliśmy w formie zaleceń pokontrolnych” — uściśla biuro prasowe banku w odpowiedzi na pytania „PB”.

BNP Paribas nie udzielił odpowiedzi. Do niedawna odcięte od konta firmy otwierały je w innym banku, zazwyczaj w spółdzielczym. Grono instytucji chętnych do współpracy z branżą kryptowalut mocno jednak się kurczy. W grudniu zeszłego roku Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) rozesłała do banków spółdzielczych pismo, w którym „wskazała na wysokie ryzyko związane z kryptowalutami, jak również na to, że odpowiedzialność za zarządzanie tym ryzykiem spoczywa na banku”. Podobną korespondencję wysłała w kwietniu 2017 r. do banków państwowych, komercyjnych i spółdzielczych kas, co poskutkowało pierwszą czystką.

„KNF nie wydała bankom żadnych wytycznych dotyczących wypowiadania umów podmiotom z branży kryptowalutowej” — informuje Jacek Barszczewski z biura prasowego KNF w odpowiedzi na pytania „PB”.

Tłumaczy, że pisma wysłane do sektora dotyczyły wypowiadania umów, lecz bez określenia konkretnej branży. Dodaje, że urząd wskazał jedynie przepisy, które uprawniają banki do podjęcia tego typu ruchów. Podkreśla, że dobór klientów przez banki wynika z apetytu na ryzyko, a według najnowszych danych KNF „większość banków nie akceptuje klientów z branży krypto”.

Wolnoamerykanka

— Jest duże pole do prania pieniędzy w kantorach kryptowalut i bitomatach — twierdzi osoba z branży kryptowalut, która zastrzega sobie anonimowość.

Według niej bez problemu można wymienić każdą gotówkę na kryptowaluty, a zaszyfrowane klucze wrzucane do wirtualnej portmonetki trzymanej w smartfonie nie zostawiają po sobie żadnego śladu.

Zdaniem rozmówcy „PB” standardy przeciwdziałania praniu pieniędzy i weryfikacji klientów w kantorach pozostawiają wiele do życzenia. Nieskutecznym zabezpieczeniem jest próg 15 tys. EUR (transakcje powyżej tej kwoty trzeba zgłaszać do Głównego Inspektoratu Informacji Finansowej), bowiem w prosty sposób można go obejść. Wystarczy odwiedzić kilka punktów i wymienić gotówkę na krytpowaluty, a następnie wrzucić je do jednego portfela, którego nikt nie weryfikuje — tłumaczy nasz rozmówca.

Co więcej — tę samą portmonetkę mogą zasilać różne osoby. Obrót kryptowalutami to nieregulowany obszar rynku. Jeśli chcieć do czegoś porównać kryptokantor, to najbliżej mu do sklepu z nietuzinkowym asortymentem. Nie prowadzi działalności kantorowej, która wymaga zezwolenia Narodowego Banku Polskiego (NPB). Nie podlega też KNF, która udziela licencji instytucjom płatniczym, w tym kantorom online. Zwykle prowadzi działalność internetową dzięki współpracy z licencjonowanym operatorem. Nie sięga po własne zezwolenia przez żmudny proces i wysokie koszty, co więcej — z góry spodziewa się porażki. Zdarzają się jednak wyjątki — licencją małej instytucji płatniczej może pochwalić się np. Coinquista, giełda kryptowalut.

Kryptowaluty na fali

W ostatnich tygodniach kantory kryptowalutowe przeżywają hossę napędzaną przez koronawirusa. Świadczą o tym m.in. statystyki BitBaya, najpopularniejszej wśród Polaków giełdy z siedzibą w Estonii. Od kilku tygodni na platformie rejestruje się znacznie więcej użytkowników niż zwykle — konto ma tam 1,5 mln osób, z czego połowa to aktywni gracze. Dobowy obrót na rynku bitcoina do złotego sięgnął 12 tys. BTC i był najwyższy w historii firmy. Dla porównania: w grudniu 2017 r., gdy cena bitcoina osiągnęła historyczną wycenę 20 tys. USD, klienci obrócili w ciągu doby 7 tys. sztuk krytpowaluty. Obecnie za bitcoina trzeba zapłacić około 6 tys. USD, a wahania jego kursu są duże. Quark także wskoczył na wyższe obroty.

— Od klientów słyszymy, że w obliczu pandemii koronawirusa chętniej grają na rynkach kryptowalut, a niektórzy obawiają się problemów z klasycznymi przelewami. Sporadycznie zdarzają się nam podejrzane transakcje, stanowią jednak zaledwie jednoprocentowy odsetek. Wówczas działamy zgodnie ze standardami AML i KYC — twierdzi Stanisław Wołoch.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota

Polecane