Ratować budżet może każdy - ale nie każdy będzie umiał

Kazimierz Krupa
10-07-2001, 00:00

Ratować budżet może każdy – ale nie każdy będzie umiał

Podczas dzisiejszego posiedzenia rząd będzie się zastanawiał, jak uporać się z problemem dramatycznie niższych od zaplanowanych na ten rok dochodów budżetowych. Według najnowszych szacunków Ministerstwa Finansów, do kasy państwa wpłynie około 17 mld zł mniej niż zaplanowano — jest więc się nad czym zastanawiać. Niestety, dobrych rozwiązań nie ma, każde niesie ze sobą określone zagrożenia.

Ale chyba najpoważniejsze zagrożenie wynika z tego, że całą akcję ratowniczą ma przeprowadzać ten sam człowiek, który pół roku temu zapewniał nas, że wszystko jest w najlepszym porządku i budżet jest optymalny i wykonalny, dwa miesiące temu twierdził, że w budżecie może zabraknąć około 4 mld zł, a miesiąc temu niedobór dochodów szacował na niespełna 7 mld zł. Według najnowszych prognoz zawartych w projekcie ratowania budżetu autorstwa ministra finansów Jarosława Bauca, wzrost PKB wyniesie w tym roku 2 proc. lub mniej (wobec planowanego 4,5 proc.), a malejące dochody budżetu i niskie wpływy z prywatyzacji grożą utratą płynności finansowej — w kasach instytucji państwowych zwyczajnie może zabraknąć pieniędzy, co, według nie potwierdzonych informacji, jest już faktem np. w prokuraturze warszawskiej, gdzie prokuratorzy otrzymują „wynagrodzenie zaliczkowe”.

Żeby poprawić stan państwowej kasy, minister Bauc proponuje z jednej strony sprzedaż papierów skarbowych o wartości 8,6 mld zł (tyle uważa za górną granicę bezpiecznego zwiększenia deficytu), z drugiej — radykalne cięcie wydatków: każdy resort ma dostać o 13,97 procent mniej niż zapisano w budżecie. Jeżeli jednak będziemy pamiętali, że większa część wydatków państwa jest sztywna (zobowiązania, płace, itp.) może się okazać, że na inwestycje i inne wydatki ruchome niektóre resorty nie dostaną ani grosza. Trudno więc się dziwić, że większość ministrów już przed posiedzeniem rządu zapowiedziała, że nie odda ani złotówki.

Finanse państwa przeżywają potężny kryzys, ale winnych nie ma. Minister Bauc twierdzi, że wszystkiemu winne jest niższe tempo wzrostu PKB, niższa inflacja i niebywale silny złoty. To prawda, że gdyby podczas obrad Sejmu nad budżetem minister usiłował przekonać posłów, że wzrost PKB będzie po sześciu miesiącach gdzieś w okolicach 2 proc. (a nie 4,5), że dolar będzie kosztował 4 złote (a nie 4,40-4,60), a inflacja spadnie do 6 procent — nie mógłby być pewny swojego zdrowia i nietykalności osobistej, ale... Jednocześnie to pan minister zapisał w budżecie zasadniczą poprawę ściągalności podatków, minimalne zwroty z podatku PIT, a przede wszystkim kuriozalnie zawyżone wpływy z prywatyzacji i abstrakcyjne przychody związane ze sprzedażą wierzytelności ZUS. Jeszcze nie sposób oszacować, o ile mniej środków wpłynie z prywatyzacji, ale tylko z tych wymienionych powodów niedobór budżetu został powiększony o kilka miliardów złotych.

Druga sprawa to zmienność poglądów. Wszyscy znamy przysłowie, że tylko krowa ich nie zmienia, ale jeśli ktoś zmienia je zbyt często... traci wiarygodność. Jeszcze pół roku temu wszystko było w porządku, a każda krytyka budżetu budziła niebywałą falę oburzenia i powodowała, co najmniej, nazwanie jej autora nieukiem. Autorytety były do dyspozycji. Później pojawiły się „czynniki obiektywne” i drobne korekty. Teraz jest katastrofizm i prognozy ministra Bauca są gorsze od prognoz niezależnych instytutów.

Wreszcie, nawet jeżeli w dużej mierze „czynniki obiektywne”, a nie efekt działań ministra Bauca, spowodowały obecne, eufemistycznie mówiąc, trudności budżetu, to znaczy, że minister nie ma szczęścia. Więcej: ma kolosalnego pecha. A wiadomo, że odrobina szczęścia jest niezbędna do działania na każdym polu.

I na koniec ktoś krzyknął: pali się, chociaż wszyscy od dawna widzieli, że się pali, tylko nie chcieli tego przyznać. Na to czekali i premier Steinhoff, i minister Bauc — od razu wskazali podpalacza. Ot, taka dialektyka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Ratować budżet może każdy - ale nie każdy będzie umiał