Restauracyjnym szlakiem: niespodzianka w Niespodziance

opublikowano: 06-11-2011, 19:27

Pieczołowicie wyszukujemy smakowe skanseny prawdziwej polskiej kuchni. Podpowiedziano nam restaurację Niespodzianka w warszawskim Międzylesiu.

Wpadliśmy w dzień powszedni w porze obiadowej. O dziwo było sporo gości, wyraźnie stałych bywalców. Restauracja istnieje już od ponad 40-u lat, ciągle w tych samych (rodzinnych) rękach. Przeglądając menu zauważyliśmy wielu starych znajomych. Rosół z kołdunami, bulion z żółtkiem, także kotlet mielony (24 zł), czy schab po staropolsku (36 zł).  W sumie odzwierciedlony klimat PRL-u, ale w innym cenowym wydaniu.


Po długich dyskusjach zdecydowaliśmy się na ozorek wieprzowy w sosie chrzanowym (29 zł). Zaznaczyliśmy, że oczekujemy mięciutkiego. Musieliśmy trochę poczekać, ale niema co narzekać, bo danie później prezentowało się okazale. Z dużym zestawem surówek (na boku). Zmartwiło nas trochę to, że talerze były zimne. Tłumaczyliśmy sobie ścicha, że wszystko dlatego, żeby w pełni oddać atmosferę PRL-u. Smakowaliśmy wszystko z osobna. Buraczki – spektakularne. Tylko dla nich warto odwiedzić Niespodziankę. Sos chrzanowy też w najlepszym wydaniu. A sam ozorek? Trochę zawiódł nasze oczekiwania. Był mało przyjaźnie twardy. Ale może właśnie takiego preferował kiedyś towarzysz Gomółka? Popijając wszystko kompotem (o winach można zapomnieć) długo się zastanawialiśmy, co zamówimy następnym razem. Chyba wybierzemy coś z ryb, których jest tam kilka. I brzmią apetycznie. Trudno się także spodziewać by były robione „na twardo”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław Majcherczyk

Polecane