Podana wczoraj przez „Puls Biznesu” i potwierdzona przez spółkę w porannym komunikacie informacja o tym, że fundusz PineBridge Investments obejmie 20 proc. akcji Work Service, płacąc za jedną 8,75 zł nie spowodowała gwałtownego wzrostu kursu firmy działającej w branży pracy tymczasowej i rekrutacji. Tylko na początku wczorajszej sesji papiery Work Service skoczyły do góry o 10 proc. Potem spadły i dzień zakończyły na poziomie 7 zł (1,6 proc. więcej niż w piątek).
— Na wczorajsze notowania wpływ miały dwa czynniki. Pierwszy to technika. Maksimum notowań Work Service wynosiło dotychczas 7,59 zł. Wczoraj kurs doszedł do 7,58 zł. Był więc tylko o grosz niższy. Ponadto wejście PineBridge nie jest związane z wezwaniem. Wtedy cena rośnie do poziomu po jakiej akcje kupuje nowy inwestor. Tu mamy do czynienia z sytuacją, w której inwestor obejmuje nowe akcje, wyceniając je na jakimś poziomie. Inni mogą mieć odmienne zdanie na temat wyceny spółki.
Nie można jednak wykluczyć, że dostosowanie się kursu do ceny, na którą zgodził się PineBridge, nastąpi, tyle że będzie nieco rozciągnięte w czasie — komentuje Łukasz Bugaj, analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska. Maciej Kabat, analityk Domu Maklerskiego AmerBrokers, zwraca uwagę, że emisja, w ramach której PineBridge obejmie akcje, nie uwzględnia prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy.
— Nastąpi widoczne rozwodnienie akcjonariatu. Część akcjonariuszy, nie spodziewając się takiej sytacji, mogła negatywnie zareagować na informację o emisji. Ponadto, w ciągu trzech lat spółka zamierza przeznaczyć 250 mln zł na akwizycje. Niesie to dużo rodzajów ryzyka i także z tego może wynikać sceptycyzm inwestorów — zaznacza Maciej Kabat. Michał Młynarczyk, dyrektor zarządzający Hays Poland (działa w tym samym segmencie co Work Service), przypomina jednak, że 105 mln zł z emisji spółka chce przeznaczyć na rozwój w Europie Środkowo-Wschodniej.
— Rynek w naszym regionie szybko rośnie. Szczególnie na wschód od Polski są duże możliwości rozwoju. Ale za pięć lat karty będą pewnie rozdane. Może się więc okazać, że ten, kto nie wskoczy do pociągu teraz, na wzrost już się nie załapie — mówi Michał Młynarczyk.
Zwraca przy tym uwagę, na wypowiedź Tomasza Misiaka, jednego z założycieli Work Service. We wczorajszym „Pulsie Biznesu” przyznał, że za kilka lat założyciele spółki rozważą sprzedaż swoich akcji.
— Jeżeli panowie z Work Service chcieliby sprzedać udziały, to fundusz taki jak PineBridge jest najlepszym partnerem do inwestycji w rozwój spółki. Za kilka lat sam będzie miał interes w znalezieniu kupca, który zapłaci jak najwięcej. Ma przy tym doświadczenie w takich transakcjach — komentuje Michał Młynarczyk.
Za chętnych na połknięcie powiększonego Work Service uważa firmy, które choć duże globalnie, nie są jeszcze obecnie w naszym regionie Europy. — Może to być także konglomerat typu General Electric, który ze względu na chęć uelastycznienia zatrudnienia w grupie uzna, że warto mieć taką spółkę jak Work Service — dodaje Michał Młynarczyk.