Róg obfitości

Karolina Guzińska
20-05-2005, 00:00

Oaza Północy — kwitną tu orchidee, figi, anemony. Urodę wyspy podziwia się niespiesznie, pedałując rowerem. Z przystankami na piwo i wędzonego śledzia.

Thor — bóg wikingów — najpierw stworzył Danię. A to, co mu zostało, rzucił do Bałtyku. Była to jednak garść najlepszych rzeczy, jakie spotkać można na ziemi — z morskich fal wyłoniła się więc „Wyspa Słońca”, „Perła Bałtyku”... Bornholm.

Róże na piasku

Łagodny klimat, długa wegetacja, ciepłe prądy — nic dziwnego, że rosną tu winogrona, morwy, morele.

— Przybrzeżne wody czarują lazurową barwą i przejrzystością kryształu. Rzut oka na Bornholm — z jego kolorową, kameralną architekturą skąpaną w ostrym słońcu — i moje myśli pomknęły ku południu Europy. Zaskoczyła mnie temperatura, o kilka stopni wyższa niż na kontynencie. I świeże figi, zrywane z prosto drzewa... W Skandynawii! — dziwi się Tomasz Paczkowski, fotograf.

Unikalne światło i urocze krajobrazy wabią artystów — od XIX w. przybywają tu z całej Europy, by zostać na stałe. Wyspiarze zaklinają się, że latem na Bornholmie panują śródziemnomorskie niemal warunki. To najbardziej nasłoneczniony obszar Danii i Bałtyku.

— Plaże są szerokie i pokryte piaskiem tak delikatnym, że niegdyś napełniano nim klepsydry. Wiele plaż kryje się za wydmami, porośniętymi krzakami dzikich róż. Nad morze idzie się szpalerem między kwiatami, pachnącymi mocno i słodko jak w różanym ogrodzie... Słynne są zwłaszcza okolice Nexo — rankingi opisują miejscowość Balka jako jedną z najpiękniejszych plaż Europy! A morze, dość ciepłe i płytkie, zachęca do kąpieli — przekonuje Agnieszka Blandzi, dyrektor Duńskiej Izby Turystyki.

Nie nudzą się plażowicze ani ludzie nastawieni na wypoczynek aktywny. Miłośnicy golfa znajdą tu cztery 18-dołkowe pola. Amatorzy sportów wodnych — 19 zatok do żeglowania, wiele miejsc do nurkowania (np. zatopione wraki niemieckich okrętów z czasów II wojny światowej) czy akweny pod windsurfing. Można też jeździć konno, grać w kręgle, a nawet wspinać się na klifach Helligdomsklipperne.

Wzdłuż nasypu

Choć wyspa ma zaledwie 38 km długości i 28 km szerokości, wytyczono tu także — z dala od ulicznego ruchu — 235 km świetnie oznakowanych tras rowerowych. Godzinami jedzie się przez lasy, łąki i pola, nie spotykając żadnego auta. Mimo niedużych odległości, rozmaitość wrażeń zaskakuje: stare młyny, prehistoryczne kurhany, megalityczne menhiry, leśne jeziora, wioski rozrzucone wzdłuż wybrzeża... Rowerzyści mogą równie łatwo zwiedzać turystyczne atrakcje, jak i odpoczywać po drodze — na kempingach czy w zabytkowych wędzarniach śledzi.

— Lokalna specjalność to ścieżki rowerowe na nasypach, prowadzone śladem dawnych torów kolejowych. Pozwalają podziwiać krajobraz z góry i zadowolą najwybredniejszych nawet amatorów tego sportu. Rodziny z dziećmi cieszy zaś komunikacja autobusowa, pokrywająca się z trasami rowerowymi — mniej wprawni rowerzyści mogą więc pedałować tylko w jedną stronę. No i nie trzeba wozić rowerów z Polski. Wszędzie da się je wypożyczyć, nawet za 10 zł dziennie — zachęca Agnieszka Blandzi.

Najdłuższa (42 km) z 8 głównych ścieżek rowerowych — wiodąca z Ronne, przez Dueodde do Svaneke — to propozycja dla amatorów plażowania. Kiedy po zdrowym wysiłku poczują chęć, by zsiąść z roweru, odpoczną na złocistym piasku... Wiele tras prowadzi przez potężny las Almindigen z mrocznymi wąwozami i polodowcowym krajobrazem. Obfituje w jeżyny, jagody i grzyby, a w jego zakamarkach kryją się olbrzymie jeże. Inne ścieżki wiodą przez miejscowość Ro na wzgórzach, gdzie tryska największy w Danii wodospad.

— Pedałujesz po asfaltowej dróżce, przecinającej żółty kobierzec zboża. Zjeżdżasz w dół, w stronę morza, widocznego na horyzoncie. Na niebie wiszą postrzępione cumulusy. Z prawej bieli się zabytkowy wiatrak, z lewej — zieleni stary las... Nad brzegiem rozłożyło się portowe miasteczko Gudhjem, z wąskimi, krętymi uliczkami. Tu nie trzeba uważać na swój dobytek. Zaprzyjaźniony autochton opowiedział mi historię o rowerze, zostawionym przed bankiem. Gdy wrócił po pół roku, jego wierny przyjaciel wciąż stał oparty o tę samą latarnię... — wspomina Tomasz Paczkowski.

Duńczycy ufają ludziom — przy ścieżkach rowerowych w głębi wyspy, gdzie nie ma już sklepów, spotyka się stoliki, na których wystawiono kosze truskawek, informację o cenie i miseczkę na pieniądze...

Tęcze nad falami

Podczas rowerowych lub pieszych wędrówek warto odwiedzać war-sztaty rzemieślnicze, galerie i antykwariaty. Znajdzie się tu świetną ceramikę, artystyczne szkło, malarstwo i rzeźbę. W starej hucie szkła Pernille Bülow w Svaneke, turystów zachęca się nawet do próbowania własnych sił — chętni dmuchają szkło, jak to robili rzemieślnicy przed setkami lat.

— Smakosze mogą zaś wybrać wędrówkę szlakiem kulinarnym. Na tej trasie leży m.in. wieś Klemensker, słynąca z aromatycznych serów St. Clemens, przedmiotu zawiści francuskich serowarów. I fabryczki w Kjaerstrup, Snogebaek czy Svaneke, gdzie ręcznie wyrabia się czekoladę według receptur przechowywanych od pokoleń: z migdałami, orzechami, marcepanem... — radzi Agnieszka Blandzi.

Są nawet małe rodzinne browary, warzące piwo o specyficznym, palonym smaku. Bornholm słynie bowiem z piwa. I z ryb — zabytkowe wędzarnie to charakterystyczny element wyspiarskiego pejzażu. Białe kominy dymią na tle błękitu nieba co najmniej od stu lat, mimo to pozostają nieskalane...

— Pewnie Duńczycy bielą je co tydzień! To równie ujmujące, co ich sztuka kulinarna. Wspaniale smakują ryby, zwłaszcza śledź w romantycznej odmianie „Sol over Gudhjem” — Słońce nad Gudhjem. Wędzony, przyprawiony gruboziarnistą solą, podawany z surowym żółtkiem, szczypiorkiem i rzodkiewką. Do tego ciemne pieczywo i piwo. Pycha! Równie niezapomniane są łososie według miejscowych przepisów... — rozmarza się Tomasz Paczkowski.

Najbardziej znana wędzarnia znajduje się w Hasle, najstarszym miasteczku na wyspie. Otoczona lasem, pięknie położona na wysokim klifie, pozwala łączyć rozkosze podniebienia i pięknych widoków.

— Pejzaże Bornholmu naśladują czasem krainę fantazji. Jak urocze miasteczko Gudhjem — miejsce Boga. Chyba wiem, czemu je tak nazwali! Pewnie zobaczyli to co my, kiedy wyszliśmy z pełnej rybaków portowej tawerny, gdzie schroniliśmy się przed deszczem. Przestało kropić, pogoda stała się słoneczna i wietrzna. Fale przyboju rozbijały się o falochron, a nad nimi rozkwitały łuki tęczy... — opisuje Agnieszka Blandzi.

Powiew historii

Kto lubi smakować lokalne atrakcje, nie przegapi czterech średniowiecznych, warownych kościołów na planie rotundy (m.in. w Nyker i Nylars). Ani — słynącego z duchów — zamku Hammershus, wzniesionego w 1250 r. na strzelistym klifie. To największe w Europie ruiny fortyfikacji.

— Fascynują też lokalne muzea — np. Muzeum Historii Bornholmu w Akirkeby. Urządzono je wokół odkrywki, odsłaniającej pokłady skał, z jakich zbudowana jest wyspa. Pokazano też przebiegającą przez Bornholm granicę płyt tektonicznych. Jedna tworzy kontynent europejski, druga — Skandynawię. Różnica między nimi sięga kilku milionów lat, tu zaś stoi się jedną nogą na starszej, drugą na młodszej płycie! — entuzjazmuje się Tomasz Paczkowski.

W okolicach Gudhjem miejscowi zapaleńcy zbudowali Centrum Średniowiecza — „żyjący skansen”. Wśród zabudowań z połowy XIV w. kobieta czerpie wodę ze studni, szewc szyje buty, kowal kuje noże, a garncarz — lepi naczynia.

— W tę krzątaninę włączają się turyści. Wytapiają świece z wosku, strzelają z katapulty, walczą z rycerzami, gotują zupę w kociołku, a nawet, przebrani w stroje z epoki, pasą kozy — dodaje Agnieszka Blandzi.

Spodoba się tu dzieciom, choć dla nich przygotowano specjalną atrakcję: park zabaw Joboland — świat bornholmskich skrzatów Jobo z kompleksem wodnym, gokartami, minigolfem (3 km od Svaneke).

Skrawek skały

Zwiedzając Bornholm, nie można pominąć sąsiedniej wysepki — Christianso. W sezonie kursują na nią promy z Gudhjem. Christianso ma średnicę kilkuset metrów, a żyje tu zaledwie setka mieszkańców.

— Miejsce jak z baśni — postrzępione brzegi, małe domki wyrastające ze starych, niepokojących murów dawnej twierdzy, przedziwna roślinność i maleńki port — jakby dorysowany akwarelą... — wspomina Tomasz Paczkowski.

Działa tu szkoła dla 18 dzieci, lekarz codziennie przypływa motorówką, a każdy mieszkaniec wykonuje kilka zawodów — np. aptekarz jest również listonoszem. Mieszkańcom zabroniono wznoszenia nowych domów, używania samochodów, trzymania kotów i psów...

— Turyści zarzucali tutejszych ludzi gradem pytań o życie na tym skrawku ziemi. W końcu karczmarz wydrukował na serwetkach odpowiedzi na najczęściej stawiane pytania: owszem, mają telewizję, ale anteny ukryte są pod dachami, by nie szpecić krajobrazu. Zimą robią to samo, co ludzie na kontynencie. Czytają książki, śpiewają w chórze, a przede wszystkim — odwiedzają setkę przyjaciół. Wcale nie czują się samotni! — opowiada Agnieszka Blandzi.

Bornholm — wyspa uniwersalna. Dla plażowiczów, rowerzystów, smakoszy, rodzin... Niewielka i blisko domu. Na długi weekend w sam raz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Róg obfitości