Jeszcze kilka tygodni temu ropa naftowa była jednym z najszybciej drożejących surowców. Teraz, po mocnej korekcie i ustanowieniu ośmiotygodniowych dołków, notowania surowca znowu zaczęły się odbijać. W poniedziałek na NYMEX w Nowym Jorku ropa WTI w dostawach na sierpień kosztowała 59,69 USD, najmniej od 19 maja. Wczoraj już wyraźnie powyżej 60 dolarów za baryłkę. Pomogły spekulacje, że rządowy program stymulacyjny pomoże Chinom wyjść z kryzysu i wiara w odradzający się sektor bankowy w USA.
— Przedział 58-60 dolarów za baryłkę okazał się silnym wsparciem. Dzięki temu na najbliższych sesjach notowania ropy mogą wrócić do 66 dolarów — uważa Rafał Zywert, analityk Biura Maklerskiego Reflex.
Wczorajszy dzień na giełdach również był bardzo dobry. WIG20 zyskał aż 3 proc.
W górę i w dół
Zdaniem Piotra Kuczyńskiego, głównego
analityka Xeliona, z punktu widzenia technicznego kluczowe wydaje się pokonanie
66 dolarów. To bardzo silny opór przed dalszym wzrostem.
— Pokonanie tej bariery otworzyłoby drogę do mocniejszych wzrostów — dodaje Piotr Kuczyński.
Jednak prognozy na najbliższe miesiące dla rynku ropy nie są jednoznaczne.
— Korekta wzrostowa nie jest skończona. Jeszcze w tym roku notowania ropy mogą wzrosnąć do 70 dolarów. Jednak na koniec roku spodziewam się przeceny i spadku w okolice 50-60 dolarów. Od stycznia przewiduję silniejszą falę wzrostową i skok kursu surowca do 85 dolarów. — ocenia Rafał Zywert.
— W perspektywie najbliższych miesięcy o cenie ropy zdecyduje tempo poprawy sytuacji w globalnej gospodarce — dodaje Marek Świętoń, wiceprezes Ipopema TFI.
Optymizm jest drogi
Odbicie notowań ropy nie byłoby
możliwe, gdyby nie powrót optymizmu na rynek akcji. Poniedziałek i wtorek
przyniosły wyraźne wzrosty na większości giełd. Czy to sygnał końca korekty
zapoczątkowanej w czerwcu?
— Do ostatnich wzrostów podchodzę raczej sceptycznie. Wyniki z ostatnich dwóch sesji traktowałbym bardziej jako odreagowanie wcześniejszych spadków, niż zapowiedź mocniejszego wybicia —twierdzi Marek Świętoń.
Optymistów jednak nie brakuje.
— Wczoraj pokonaliśmy linię krótkoterminowego trendu spadkowego (przy 1820 pkt). Potwierdziły to wysokie obroty. To ważne — mówi Tomasz Jachowicz, analityk DnB Nord.
GPW pokazała klasę
Piotr Kuczyński uważa, że ostatni
wzrost na giełdzie może być zarówno niewiele znaczącym odbiciem, jak i końcem
korekty. Po zachowaniu giełd widać, że większość inwestorów liczy na koniec
spadków.
— Moim zdaniem, sytuacja powinna wykrystalizować się do końca tygodnia, kiedy na rynek trafią wyniki Intela, IBM i kilku dużych banków. Jeśli będą dobre, to zakończą korektę — ocenia Piotr Kuczyński.
Polscy inwestorzy nie czekali na rozstrzygnięcia i już wczoraj ruszyli do wzmożonych zakupów. Gdyby nie odcięcie na wtorkowej sesji prawa do dywidendy od wyce- ny KGHM (trzeci udział w WIG20), indeks blue chipów wzrósłby ponad 4 proc. Jeśli do tego dodamy wysokie obroty, to sesja robi ogromne wrażenie.
— Duże obroty wskazywałyby na wiarę inwestorów w powrót do kanału horyzontalnego w przedziale 1800- -1900 pkt. Skoro jesteśmy przy dolnym ograniczeniu tych widełek, to uaktywnia się popyt. Przy górnym ograniczeniu aktywniejsi powinni być sprzedający — uważa Tomasz Jachowicz.
Czy ceny na stacjach benzynowych odzwierciedlają sytuację na rynku ropy i dolara? Sprawdź w środowym "Pulsie Biznesu".