Ropa wreszcie padła ofiarą kryzysu

SUROWCE

Wyniki wyborów w Grecji i we Francji nie przestają ważyć na nastrojach inwestorów. We wtorek indeksy najważniejszych giełd na świecie solidarnie traciły po 1 proc. Niepokój wyczuwało się na rynkach walutowych, gdzie zyskiwał uważany za bezpieczne schronienie dolar. W cenach zamknięcia „zielony” osiągnął trzymiesięczny szczyt zarówno wobec euro, jak i złotego.

Europa martwi

Najbardziej wrażliwe na pogorszenie nastrojów okazały się jednak rynki surowcowe. Cena złota wyrażona w dolarach spadła we wtorek do najniższego poziomu od początku stycznia. Surowcowy indeks GSCI oddał resztki zysków wypracowanych od początku roku. Czerwoną latarnią wśród surowców została jednak ropa naftowa. Ceny odmiany brent zniżkowały od początku miesiąca już o blisko 7 proc. Mająca większe znaczenie dla gospodarki amerykańskiej ropa WTI potaniała natomiast o ponad 8 proc. Wszystko przez obawy o kryzys w strefie euro.

— Europie może nie udać się tak łatwo wyrwać z objęć kryzysu, a to z pewnością przełoży się na światowy wzrost gospodarczy i zwiększy niepewność na rynkach — komentował w wywiadzie udzielonym agencji Bloomberg Phil Flynn, analityk amerykańskiej firmy brokerskiej PFGBest. Inwestorów szczególnie zaniepokoiły prognozy Citigroup. Po ogłoszeniu wyników głosowania w Grecji bank ocenił, że ryzyko wyjścia Grecji ze strefy euro wzrosło do 75 proc. To mogłoby zagrozić stabilności całej unii walutowej i podciąć perspektywy światowego wzrostu gospodarczego. Na tym szczególnie mocno ucierpiałby popyt na ropę.

Arabia może pompować

Tymczasem muskuły prężą ci, którzy odpowiadają za podaż surowca. Arabia Saudyjska, największy producent czarnegozłota na świecie, jest gotowy uruchomić sięgające 80 mln baryłek zapasy ropy naftowej, gdyby tylko któryś z krajów przestał dostarczać surowiec na rynek. Jeśli zajdzie taka potrzeba, może dodatkowo zwiększyć produkcję nawet o jedną czwartą. To oznacza nic innego jak to, że inwestorzy nie muszą się tak bardzo obawiać konsekwencji zaognienia sytuacji wokół irańskiego programu atomowego.

Optymizmem nie napawały także opublikowane w ubiegłym tygodniu kwietniowe odczyty z amerykańskiego rynku pracy. Jak podkreśla Hussein Allidina, odpowiedzialny za analizy rynków surowcowych w banku Morgan Stanley, gorsze dane z USA przełożą się na jeszcze niższe ceny ropy. Amerykańska gospodarka nie tylko jest największa na świecie. To także największy konsument ropy i energii w ogóle.

Więcej nie potrzeba

Amerykanie są coraz mniej uzależnieni od importu czarnego złota z zagranicy. Nie tylko nie zwiększają zużycia surowca, ale też produkują najwięcej od 1999 r. Efekt? Krajowe zapasy ropy wzrosły pod koniec kwietnia najwyżej od ponad 21 lat.

— Fundamenty nie przemawiają za ropą. Popyt nie nadąża za tempem, w jakim rośnie produkcja. Dlatego ceny surowca powinny nadal spadać — przewiduje Phil Flynn.

Amerykanie coraz bardziej przerzucają się na nowe paliwo. To tani jak barszcz gaz z tamtejszych łupków. Dzięki nowej technologii wydobycia ceny gazu ziemnego spadły w ostatnich latach na tamtejszym rynku pięciokrotnie. Sektor energetyczny, zużywający najwięcej surowca w USA, wykorzystał w lutym do produkcji prądu o 34 proc. więcej gazu niż w tym samym miesiącu ubiegłego roku. Mimo to ceny utrzymują się przy dziesięcioletnich minimach.

— Nie oczekiwałbym, że ceny gazu wzrosną latem. Siedzimy na olbrzymich zapasach — ocenia Tim Evans, analityk rynku surowców energetycznych firmy doradczej Citi Futures Perspective.

Zużyciu energii nie sprzyja także panująca w USA pogoda. Tegoroczna zima była za oceanem jedną z najcieplejszych w historii. To zmniejszyło zapotrzebowanie na produkowany z ropy olej opałowy. Lato powinno być chłodniejsze niż w ubiegłym roku, a to zmniejszy zapotrzebowanie na zużywaną przez klimatyzatory energię elektryczną. Jak prognozuje Departament Energii, zużycie prądu w trzecim kwartale będzie o 1,8 proc. niższe niż rok wcześniej.

Niższe notowania ropy powinny wkrótce przełożyć się na ceny na stacjach benzynowych. Na razie nie ma jednak co liczyć na to, by polscy kierowcy cieszyli się z wyraźnie niższych rachunków. Choć kwotowana w dolarach ropa brent potaniała w maju o prawie 7 proc., to jednak w złotych skala przeceny tylko nieznacznie przekracza 4 proc. Wszystko przez osłabienie złotego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy