Za kilka dni trzy grupy rosyjskich inspektorów rozpoczną kontrolę 90 zakładów mięsnych. Tempo ich prac będzie ostre.
Polska za zgodą Komisji Europejskiej finalizuje rozmowy z Moskwą o eksporcie żywności pochodzenia zwierzęcego. Efektem rozmów Piotra Kołodzieja, głównego lekarza weterynarii, jest zgoda na utworzenie dwóch list zakładów, które będą poddane inspekcji. W pierwszej kolejności kontrole trafią do 90 firm uboju i rozbioru mięsa.
Połowa sukcesu
— Znamy już warunki, jakie będą musiały spełnić zakłady starające się o eksport do Rosji. Znają je także wojewódzcy i powiatowi lekarze weterynarii, którzy są odpowiedzialni za ich dostarczenie do zainteresowanych przedsiębiorców. Z wstępnej analizy nie wynika, by bardzo różniły się od unijnych — mówi Jacek Leonkiewcz, radca głównego lekarza weterynarii.
— Znamy rosyjskie warunki, a to już połowa sukcesu. Pamiętajmy, że głównym wymogiem było posiadanie przez firmy unijnych uprawnień eksportowych. To jednak nie oznacza, że rosyjskie będą przyznawane automatycznie. Sytuacja jest dynamiczna, a certyfikaty raz przyznane nie obowiązują do końca życia — twierdzi Stanisław Zięba, sekretarz Polskiego Związku Producentów Eksporterów i Importerów Mięsa.
Palcem po mapie
Teraz strona polska przygotowuje plan wizyty sześciu rosyjskich inspektorów, który prześle do Moskwy.
— To wielkie przedsięwzięcie logistyczne. Chcemy jak najlepiej wykorzystać czas, który nam pozostał. Gdyby nawet trzy grupy wizytowały trzy zakłady dziennie, to kontrola pierwszej listy trwałaby miesiąc — tłumaczy Jacek Leonkiewicz.
Na rosyjskich inspektorów czeka jeszcze ponad 100 zakładów mięsa czerwonego i białego, 95 przetwórni mleka i 44 zakłady rybne.
Tymczasem według zapowiedzi Siergieja Dankwierta, szefa rosyjskiej służby weterynaryjnej, Moskwa może znacznie ograniczyć liczbę dostawców mięsa z nowych krajów członkowskich UE. Czasu jest bowiem bardzo mało, a zakładów bardzo wiele.