Rozchwiały się kursy na GPW

Informacje mają coraz większy wpływ na notowania spółek. Upodabnia to warszawską giełdę do tych zachodnich. Może to być uboczny efekt demontażu OFE

Warszawska giełda dojrzała nie tylko w oczach FTSE Russell. Do tego wniosku można dojść, obserwując notowania. Nie ma właściwie miesiąca, w którym jakaś spółka nie opublikowałaby informacji, po której jej kurs zmienia się z dnia na dzień o duże kilka, a nawet kilkanaście procent. I nie chodzi o spółki bardzo małe, balansujące na granicy upadłości, albo będące obiektem wezwania.

Takie wahania stały się udziałem spółek wycenianych przez rynek na co najmniej pół, a niekiedy nawet ponad 1 mld zł. Selvita, Pfleiderer Group, CD Projekt, Kruk, Fabryki Mebli Forte, Alumetal czy Neuca — to przykłady tylko z drugiego półrocza 2017 r. Mniej wyraziste reakcje na informacje płynące ze spółek były przez lata wyróżnikiem GPW na tle giełd Ameryki Północnej i Europy Zachodniej.

— To, co się zmieniło, to rola otwartych funduszy emerytalnych. W innych krajach nie było podmiotów działających w tak dużej skali w porównaniu z PKB, które lokowałyby kapitał na giełdzie kraju, z którego pochodzą — podkreśla Piotr Bień, współzarządzający funduszem Trigon Infinity Akcji FIZ. Na zmianę sytuacji rynkowej w wyniku zmian w OFE wskazują również Michał Gaworecki, współzarządzający Excalibur FIZ, oraz Błażej Bogdziewicz, zarządzający Caspar Akcji Europejskich.

— OFE, notując napływy, nie pozwalały kursom spadać — uważa Błażej Bogdziewicz. — Po pierwsze, rynek dojrzewa i reaguje inaczej niż kiedyś. Ale bierność OFE też ma znaczenie. Kiedyś neutralizowały spadki kursów, a obecnie nie mają nowych napływów i ich zarządzający do końca nie wiedzą, co się z nimi stanie — dodaje Michał Gaworecki.

OFE zaczęły selekcję

Sytuacja OFE zmieniła się na początku 2014 r. Rząd Donalda Tuska obligacyjną część aktywów przetransferował do ZUS, zmniejszył składkę i wprowadził zasadę, że do portfeli funduszy trafia ona tylko w przypadku tych osób, które tego zażądają. Wprowadził też zasadę tzw. suwaka, która powoduje, że na 10 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego pieniądze pozostałe w OFE i tak trafiać będą do ZUS. Obecny rząd zapowiada zaś kolejne zmiany w systemie, choć nie są jeszcze sprecyzowane.

— Pieniądze, które obecnie wpływają do OFE, są w zasadzie równe tym, które wypływają przez mechanizm suwaka. W uproszczeniu można stwierdzić, że po zmianie z 2014 r. OFE stały się w funduszami bez napływów. Polityka inwestycyjna musi na to odpowiedzieć. W związku z tym stała się bardziej selektywna — komentuje Ewa Radkowska-Świętoń, prezes Skarbca TFI, przez niemal dekadę odpowiedzialna za zarządzanie portfelem Nationale- -Nederlanden OFE. Jej zdaniem, w dawnych czasach większe spadki kursów mogły być neutralizowane przez OFE kupujące akcje, ale widzi też inny powód bardziej wyrazistych reakcji na informacje napływające ze spółek.

— Można postawić tezę, że jest to związane z wejściem w życie unijnego rozporządzenia MAR [3 lipca 2016 r. — red.] i większy nacisk regulacyjny na ujawnianie informacji poufnych — zaznacza Ewa Radkowska-Świętoń. Piotr Bień wskazuje jednak na przypadek Selvity sprzed kilku dni. Po śmierci pacjenta, po której amerykańska agencja żywności i leków (FDA) wstrzymała badania kliniczne nad lekiem, kurs spółki spadał o 30 proc., ale na koniec regres wyniósł 17 proc.

— W przypadku porównywalnych spółek amerykańskich taka informacja powoduje przecenę o kilkadziesiąt procent. Ale w Selvicie są OFE — podkreśla Piotr Bień. Nationale-Nederlanden OFE ma 6,9 proc. akcji spółki i jest w niej jedynym zauważalnym inwestorem instytucjonalnym. Nasi rozmówcy przyznają, że reakcje na negatywne informacje są obecnie bardziej znaczące niż pozytywne. Ale uważają, że wynika to wyłącznie z rynkowego sentymentu, który obrazuje zachowanie indeksów sWIG80 i mWIG40. Gdy sentyment do małych i średnich spółek się poprawi, mechanizm wyraźnych reakcji zacznie działać również w drugą stronę.

Zachód to nie jest

Błażej Bogdziewicz dodaje, że zmienność notowań polskich spółek, mimo że wzrosła, jest jeszcze mniejsza niż na rynkach rozwiniętych. Uważa jednak, że powód jest inny niż pozostałości OFE. Chodzi o wielkość firm i płynność obrotów.

— Gdyby płynność była większa, to i zmienność byłaby większa — twierdzi Błażej Bogdziewicz. Adam Łukojć z TFI Allianz Polska uważa, że właśnie w niskiej płynności należy upatrywać bardziej wyraźnych zmian kursu w odpowiedzi na informacje napływające ze spółek.

— Aktywność OFE jest niska, a ich sytuacja delikatna. W zwykłych funduszach akcji nie ma napływów ani odpływów. Wielu zarządzających nie ma więc motywacji, by zawierać transakcje. Kurs rośnie lub spada o 15 proc., a oni uważają, że nic nie muszą robić — mówi Adam Łukojć. Błażej Bogdziewicz potwierdza, że wielu inwestorów instytucjonalnych próbuje przeczekać złe informacje, nie robiąc po prostu nic. Jest jednak zdania, że jest to wtórne wobec niskiej płynności.

— W Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej kurs ruszyłby się mocniej niż na GPW, ale akcje dałoby się sprzedać — twierdzi Błażej Bogdziewicz. Przypomina, że na Zachodzie mamy do czynienia nie tylko z czystym kupnem i sprzedażą, ale też tzw. krótką sprzedażą, czyli sprzedaniem pożyczonych akcji, by je potem taniej odkupić i na tym zarobić. To wymaga większej płynności niż na GPW.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rozchwiały się kursy na GPW