Rynek pokochał resort skarbu

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 16-02-2010, 00:00

Minister skarbu zrozumiał rynek i otoczył się właściwymi ludźmi. Efekty już widać.

Aleksander Grad znalazł wspólny język z instytucjami finansowymi.

Może spełnić się sen o Warszawie — regionalnym centrum finansowym

Minister skarbu zrozumiał rynek i otoczył się właściwymi ludźmi. Efekty już widać.

Aleksander Grad mógłby się zarumienić ze wstydu, słysząc, co się w ostatnich tygodniach mówi o jego resorcie na rynku kapitałowym. Powszechna opinia — jeszcze nigdy z żadnym ministrem skarbu współpraca nie układała się tak dobrze.

— Ministerstwo pracuje jak dobrze zarządzany fundusz. Przede wszystkim rozumie procesy i mechanizmy funkcjonujące na rynku kapitałowym. Działa sprawnie, a pracownicy są zdeterminowani i zaangażowani. Nie ma mowy o urzędniczych godzinach pracy od 8 do 16. Przy sprzedaży Enei pracowaliśmy od świtu do późnej nocy — mówi Witold Stępień, prezes DM Banku Handlowego.

Szybciej i elastyczniej

Skarb szybciej podejmuje decyzje.

— Przy transakcji sprzedaży pakietu KGHM i Lotosu ministerstwo podejmowało decyzję o cenie on-line. Przy obecnej zmienności rynków, gdy sytuacja w ciągu tygodnia potrafi się znacząco zmienić, jest to warunek niezbędny, by transakcja się udała — mówi Witold Stępień.

Urzędnicy są też dużo lepiej przygotowani merytorycznie.

— Ministerstwo bardzo odważnie podchodzi także do nowych tematów, jak choćby mechanizm opcji stabilizacyjnej przy sprzedaży Enei. Nigdy wcześniej mechanizm w takim kształcie się nie pojawiał i w ciągu dosłownie kilku dni musieliśmy wypracować odpowiedni model transakcji, ale się udało — dodaje Witold Stępień.

Strategie resortu zaskakują nawet wytrawnych graczy. Kilka tygodni temu rynek zastanawiał się, po co sprzedano mały pakiet Lotosu. Teraz już wiadomo, że będzie to bardzo przydatne przy wyznaczeniu ceny za pakiet kontrolny.

Resort jest przyjaźniejszy już na etapie wyboru partnerów. Powstała lista potencjalnych partnerów, z której skarb wybiera pod kątem konkretnej transakcji.

— W ministerstwie dużo się ostatnio zmieniło na lepsze. Dzięki preselekcji doradców możliwe jest szybkie przyznawanie mandatów do przeprowadzenia transakcji. Przy ostatnich trwało to tydzień, wcześniej — 4-5 miesięcy. To znacząco wpływa na możliwość efektywnego przeprowadzania transakcji. Ministerstwo lepiej rozumie potrzeby instytucji, a my możemy świadczyć lepsze usługi. Dzięki temu możliwe jest faktyczne uczynienie z Warszawy centrum finansowego — mówi Marek Gul, szef Credit Suisse Investment Banking w Polsce.

Zmiany dostrzegły fundusze.

— Po ostatnich transakcjach widać, że ministerstwo jest elastyczniejsze i zależy mu na realizacji planu prywatyzacji — mówi Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

— Ewidentnie transakcje są zawierane szybciej. Pojawia się informacja o tym, że będzie sprzedawany pakiet akcji, mija dzień-dwa i jest po transakcji. To dobrze, bo rynek nie żyje zbyt długo spekulacjami — dodaje Grzegorz Chłopek, wiceprezes ING PTE.

Metamorfoza ministerstwa ma wymierny efekt — w tym roku z prywatyzacji skarb z łatwością zgarnął już ponad 3,5 mld zł.

Warto rozmawiać

Przemiana ministerstwa nie wzięła się znikąd. Od wielu miesięcy minister Grad budował zespół i wdrażał nowy sposób pracy. Momentem przełomowym było grudniowe spotkanie ministra z instytucjami finansowymi. Z naszych informacji wynika, że pytał, dlaczego prywatyzacja idzie tak ciężko i usłyszał szczerą odpowiedź: międzynarodowe instytucje zaangażują się w proces prywatyzacji, ale pod warunkiem, że zarobią. Najbardziej zaangażowani powinni być docenieni.

— Od lat mówi się, że Warszawa ma być regionalnym centrum finansowym. Ale od mówienia nic się nie stanie. Duże transakcje to nie wszystko, w Warszawie muszą być obecne zagraniczne instytucje. Jeśli będą obsługiwały Warszawę z Londynu czy Frankfurtu, to Warszawa nigdy nie będzie centrum. Ale firmy otworzą biuro tylko wówczas, gdy uznają to za opłacalne — mówi przedstawiciel banku.

Minister wziął to sobie do serca. Na spotkaniu zapadły ustalenia, co do kryteriów wyboru partnerów przez resort.

— Ministerstwo zapowiedziało, że będzie preferowało instytucje, które działają lokalnie, mają tu biura. Ma to zachęcać do zakładania przedstawicielstw w Polsce, zatrudniania ludzi i dzięki temu prowadzić do rozwijania rynku — potwierdza Witold Stępień.

I strategia działa: według rynkowych plotek intensywnie do otwarcia biura przygotowuje się m.in. Morgan Stanley.

Prawa ręka

Metamorfoza MSP ma też cichego bohatera. To Krzysztof Walenczak, który od listopada jest dyrektorem w gabinecie politycznym Aleksandra Grada. Ostatnio pracował w Lehman Brothers w Nowym Jorku i Nomurze w Londynie. Określany jest jako prawa ręka ministra i to on bezpośrednio pracował przy ostatnich transakcjach.

— Takiej osoby nigdy wcześniej w resorcie nie było. Jest jak z innej bajki. Doskonale wie, jakie są potrzeby rynku. Ma jasno nakreślony cel przez ministra i cieszy się jego ogromnym zaufaniem — mówi przedstawiciel domu maklerskiego.

Ale minister dba o dobre relacje również z funduszami. Najpierw skrytykował projekt obniżenia składki do OFE, a w czasie ostatnich ofert na jego wniosek uprzywilejowane w przydziale były OFE. Te odwdzięczyły się zakupami — objęły m.in. 60 proc. sprzedawanych akcji Enei.

— Jesteśmy stabilnym inwestorem i mamy pieniądze. Poza tym naszymi klientami są miliony Polaków, więc jeśli ktokolwiek powinien być uprzywilejowany, to właśnie polskie fundusze emerytalne. Do tej pory skarb sprzedawał to, co było dobrze znane. Sprawdzianem będą zapowiedziane debiuty — mówi Grzegorz Chłopek

Ale nie wszystko jest idealne.

— Minister dużo mówił o tym, jak mu zależy na współpracy z nami i zachęca, byśmy się mocniej angażowali w spółkach. Tymczasem przy ostatnich zmianach w radzie nadzorczej Lotosu skarb nie poparł naszego kandydata Jacka Ksenia — mówi Grzegorz Chłopek.

Testem będą następne miesiące

"Puls Biznesu": Zauważył pan metamorfozę Ministerstwa Skarbu Państwa?

Dominik Olszewski, partner Saski Partners: Zmiana podejścia MSP do prywatyzacji jest znana na razie głównie z deklaracji. To, że ostatnia transakcja związana z Eneą została przeprowadzona tak sprawnie, jest niewątpliwe sukcesem, ale na dojrzałych rynkach sposób jej przeprowadzenia nie jest niczym nadzwyczajnym. Po prostu ministerstwo sprawnie podejmowało decyzje i pozwoliło doradcom rzetelnie wykonać pracę. Deklarowane zmiany na razie tylko wskazują właściwy kierunek. Jednak to następne miesiące będą sprawdzianem, jak wiele z nich zostanie wprowadzonych w życie. MSP będzie musiało zmierzyć się ze sprzedażą strategicznego pakietu Enei, PGE, dokończeniem prywatyzacji PAK, debiutem giełdowym Tauronu i sprzedażą strategicznemu inwestorowi Energi. Dopiero po zakończeniu tych transakcji będzie można ocenić, czy rzeczywiście ministerstwo zmieniło podejście do prywatyzacji.

— Co do tej pory źle działało?

— Przy wyborze doradcy prywatyzacyjnego w procesach sprzedaży inwestorowi strategicznemu ministerstwo kierowało się głównie ceną, dopiero w dalszej kolejności zwracało uwagę na jakość i doświadczenie. Tym samym nie korzystało z usług zagranicznych banków inwestycyjnych, których stawki są wyższe niż polskich firm doradczych. Tymczasem sprzedaż inwestorowi strategicznemu nie jest wcale mniej złożonym procesem niż IPO, w których przecież MSP często korzystało z usług banków inwestycyjnych. Często nie przykładano również należytej wagi do przestrzegania międzynarodowych standardów transakcyjnych, w tym do dbałości o jakość dokumentacji. Jednak być może najważniejszą przeszkodą w dotychczasowych prywatyzacjach była asekuracja polityczna i brak determinacji do skutecznego przeprowadzenia sprzedaży.

— Jak powinno działać ministerstwo, by skutecznie prywatyzować?

— Powinno działać tak jak prywatny właściciel sprzedający swoje aktywa, którego celem jest maksymalizacja wpływów ze sprzedaży. Aby to osiągnąć, powinno częściej decydować się na zatrudnienie być może droższego, ale bardziej doświadczonego doradcy, który wykorzysta swoją znajomość rynku i relacje z potencjalnymi inwestorami z korzyścią dla przeprowadzanej transakcji.

— Czy preferowanie firm działających lokalnie to dobry pomysł?

— Posiadanie przez doradcę lokalnego zespołu powinno być jego zaletą, ale jego brak nie powinien być traktowany jako kryterium wykluczające. Większość globalnych banków inwestycyjnych nie ma i nie będzie mieć w Polsce lokalnych zespołów, ponieważ wielkość rynku tego nie uzasadnia. Duże transakcje prywatyzacyjne mają charakter jednorazowy, a rynek transakcji prywatnych przekraczających 100 mln EUR, a takie głównie leżą w kręgu ich zainteresowania, jest wciąż bardzo ograniczony. Warszawa ma szansę stać się regionalnym centrum finansowym, jednak właśnie dlatego swoje biura będą tutaj miały banki regionalne, a nie globalne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu