Rynek stali najgorsze ma już prawdopodobnie za sobą

Mariusz Gruza
opublikowano: 22-02-2011, 00:00

Po dwóch trudnych latach i stabilizacji w 2010 r. rynek stali nie osiągnie jeszcze poziomu sprzed kryzysu, ale koniunktura będzie się stopniowo poprawiała.

Po dwóch trudnych latach i stabilizacji w 2010 r. rynek stali nie osiągnie jeszcze poziomu sprzed kryzysu, ale koniunktura będzie się stopniowo poprawiała.

— Polska branża stalowa odczuła kryzys bardzo dotkliwie. Już najchętniej byśmy o tym zapomnieli. Producenci wyrobów stalowych ponieśli dotkliwe straty, także w dystrybucji wiele firm zbankrutowało albo skończyło pod kreską. Ogółem najdotkliwszy był dla nas rok 2009, rynek skurczył się wtedy o kilkadziesiąt procent — zauważa Robert Wojdyna, prezes Konsorcjum Stali.

Nie sprawdziły się jednak prognozy części analityków, że był to dopiero wstęp do właściwego załamania rynku. Choć największym wydarzeniem 2010 r. było w ogóle osiągnięcie zysków. A to dzięki poprawie koniunktury w budownictwie.

— Motorem rynku było budownictwo infrastrukturalne. W efekcie obroty naszych firm wzrosły średnio o 18 proc. Firmy obsługujące sektor budowlany odnotowały jeszcze lepsze wyniki. Mimo początkowych obaw możemy mówić o miłym zaskoczeniu dobrymi wynikami ubiegłego roku — uważa Andrzej Ciepiela, dyrektor Polskiej Unii Dystrybutorów Stali.

Po poprawie sytuacji w 2010 r. zanosi się na dalsze wzrosty.

— Obserwujemy stopniowy wzrost popytu, spodziewamy się też, że w 2011 roku będzie on następował szybciej — mówi Lakshmi N. Mittal, prezes i dyrektor generalny ArcelorMittal w rocznym podsumowaniu wyników grupy.

Koncern zakłada, że produkcja na światowych rynkach w I kwartale 2011 r. wzrośnie w wyniku wzrostu popytu i poprawiających się nastrojów rynkowych. Podobne prognozy przedstawia Europejska Konfederacja Przemysłu Żelaza i Stali EUROFER. Według niej w porównaniu z rekordowymi latami 2006-08 wskaźniki nie są imponujące. Jednak w najbliższych latach rynek powinien rozwijać się stabilnie. W 2011 i 2012 zarówno zużycie jawne jak i rzeczywiste powinno wzrastać o około 4 proc. rocznie. Podobne prognozy na 2011 rok przedstawia Eurometal, przy czym przewiduje wzrost produkcji o 5 proc. Na takie prognozy wpływa poprawa sytuacji w budownictwie. W większości krajów Unii Europejskiej echa kryzysu w nim jeszcze nie minęły, ale poprawę koniunktury widać już w Szwecji, Polsce i Niemczech. Ten ostatni kraj jest zarazem największym rynkiem, jeśli chodzi o stal i to właśnie pozytywne sygnały zza naszej zachodniej granicy mają być motorem wzrostu.

Prognozy dla Polski są również obiecujące i wieszczą koniec kryzysu.

— Kolejnej fali kryzysu się nie spodziewany, wręcz odwrotnie, koniunktura będzie się nakręcała, popyt będzie rósł. W 2011 roku spodziewamy się kolejnych 10 proc. wzrostu — zapowiada Robert Wojdyna.

Z kolei Andrzej Ciepiela spodziewa powolnej poprawy sytuacji rynkowej. Branża stalowa w Polsce zależy od kondycji polskiej gospodarki. Obecnie motorem napędowym dla rynku stali jest głównie budownictwo infrastrukturalne.

— Jeżeli będziemy mieć pewność że po okresie 2010-13 inwestycje się nie zatrzymają i perspektywa rozwoju będzie wyraźna, wtedy będzie można śmiało powiedzieć, że kryzys mamy za sobą — podsumowuje Andrzej Ciepiela.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gruza

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu