Czytasz dzięki

Rząd się zastanawia, przedsiębiorcy działają

opublikowano: 17-03-2020, 22:00

Kolejne kraje wprowadzają pakiety antykryzysowe. Polski biznes daje odpór epidemii, licząc na fiskalne wsparcie potrzebujących, specrozwiązania dla branż i rzetelną komunikację.

Polska szybciej niż inne kraje zareagowała na ryzyko związane z epidemią koronawirusa, natomiast rząd dość wolno pracuje nad przygotowaniem pakietu pomocowego, mającego osłonić firmy, pracowników i gospodarkę przed skutkami rozszerzającej się zarazy. Specustawę zapowiedział już siedem dni temu. W piątek premier Mateusz Morawiecki potwierdził, że pakiet zostanie wkrótce ogłoszony. Pojawiły się pogłoski, że być może już w niedzielę, potem był kolejny termin — poniedziałek.

Do zamknięcia tego wydania „Pulsu Biznesu” szczegóły rządowego wsparcia nadal nie były znane. Co planuje rząd, wiadomo w ogólnym zarysie — to m.in. zwiększenie limitów i zakresu wsparcia w ramach systemu pomocy de minimis, dofinansowanie z Funduszu Świadczeń Pracowniczych dla firm, których obroty spadły w wyniku epidemii. ZUS, nie oglądając się na rząd, umożliwił przedsiębiorcom czasowe zawieszenie składek na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne.

Własny pakiet pomocowy przygotowały banki, oferując klientom biznesowym wakacje kredytowe na co najmniej trzy miesiące dla wszystkich kredytów ratalnych oraz opłat leasingowych. Bardzo mocno zareagowała Rada Polityki Pieniężnej, obniżając wczoraj stopy procentowe o 50 punktów bazowych oraz bardzo ostro tnąc stopę rezerwy obowiązkowej dla banków: z 3,5 do 0,5 proc. Inne kraje dotknięte epidemią koronawirusa obiecują bogate pakiety osłonowe dla firm.

Dania przeznaczy na wsparcie dla pracodawców i pracowników 30 mld EUR, Francja zarezerwowała na ten cel 50 mld EUR, Nowa Zelandia zapowiada, że chce wydać na walkę ze skutkami pandemii równowartość 4 proc. PKB. Niemcy mogą uruchomić fundusz antykryzysowy o wartości 500 mld EUR. Amerykanie idą na rekord. Steven Mnuchin, sekretarz skarbu, podczas prywatnego lanczu miał powiedzieć, że pakiet pomocowy Białego Domu wyniesie 850 mld USD. Na razie Donald Trump, prezydent USA, nie podał szczegółów, natomiast FED uruchomił cały arsenał działań antykryzysowych: od cięcia stóp przez obniżenie do zera stopy rezerwy obowiązkowej po skup papierów dłużnych przedsiębiorstw, czyli bezpośrednie finansowanie gospodarki.

Z rozmów, które przeprowadziliśmy z przedsiębiorcami, wynika, że oczekiwana jest pomoc przemyślana i dostosowana do sytuacji różnych segmentów rynku. Przedstawiciele firm uważają, że rząd powinien przygotować konkretne rozwiązania w dialogu z biznesem. Niemal wszyscy zwracają uwagę na kluczowe znaczenie utrzymania płynności w firmach. Bardzo znamienna jest jedna wypowiedź, że dzisiaj trudno precyzyjnie powiedzieć, czego potrzebują firmy, bo nie wiemy, jak długo potrwa kryzys: „Łatwo dziś ulec pokusie i wprowadzić bardzo duże ułatwienia dla pracodawców, które w dłuższej perspektywie nie będą korzystne dla pracowników”. A jak podkreśla nasz rozmówca, „gra toczyć się będzie o przetrwanie wielu podmiotów gospodarczych, a nie o doraźne cele”.

Eugeniusz Twaróg

Bukmacherzy obstawiają mocne hamowanie gospodarki

Mateusz Juroszek, prezes STS, mówi o braku „towaru” i o tym, że epidemia może schłodzić gorący rynek pracownika.

„PB": Piłkarze przestali grać, skoczkowie — skakać, a koszykarze rzucać do kosza. A co z bukmacherami?

Mateusz Juroszek, prezes STS: W poniedziałek rano przyjmowaliśmy zakłady głównie na mniej popularne rozgrywki. W weekend grała jeszcze liga w Turcji, ale aktywność klientów w sobotę i niedzielę była o kilkadziesiąt procent mniejsza niż przeciętnie. Gdy firmie odzieżowej czy obuwniczej zamykają sklep w galerii handlowej, zostaje jej towar, który może sprzedać w internecie. U nas internet odpowiada przeciętnie nawet za 85 proc. przychodów, ale w obecnej sytuacji mamy mniej „towaru”, chociaż oferta nadal jest dość szeroka.

Da się tak prowadzić biznes?

Od dawna przygotowywaliśmy się na kryzys, jakikolwiek by on był. Przyszedł ten — szybko i drastycznie. Przez lata byliśmy rentowni, mamy poduszkę bezpieczeństwa i możemy w takich warunkach przetrwać długo — rok czy dwa. Na rynku jest jednak dużo mniejszych firm, w tym takich, które niedawno się na nim pojawiły, i dla nich może to być niezwykle trudny czas. Racjonalizujemy też koszty, więc wiadomo, że mniejsze będą nakłady na wydatki zewnętrzne, jak np. marketing. Przychody w 2020 r. będą zapewne znacznie niższe od prognozowanych przed kryzysem.

Jaki scenariusz obstawiacie?

EURO 2020 zostało przesunięte na przyszły rok, a miało być dla branży najważniejszym wydarzeniem sezonu. Co z igrzyskami olimpijskimi, jeszcze trudno powiedzieć. Na tym etapie przewidujemy, że w czerwcu część lig może dograć sezon, a jesienią rozgrywki ruszą planowo.

Macie ponad 400 punktów stacjonarnych i wszystkie zamknęliście.

Tak, choć na mocy rozporządzenia ministra zdrowia nie było jasne, czy mamy taki obowiązek. Na razie zamknęliśmy je na dwa tygodnie i czekamy na rozwój sytuacji. Wszyscy pracownicy zostali poinformowani, że wynagrodzenia będą wypłacane normalnie, zresztą ponad 90 proc. jest na etatach.

Pan pracuje z domu czy z biura?

Przykład idzie z góry, więc jestem w biurze. Kierownicy poszczególnych działów mogą elastycznie podchodzić do sprawy pracy zdalnej — wiadomo, że na przykład deweloper oprogramowania może pracować z domu, ale są takie stanowiska, gdzie jest to niemożliwe. Wszyscy musimy pracować, żeby ratować gospodarkę. Ludzie z jednej strony czują niepokój, a z drugiej strony myślą, że co to jest — dwa miesiące pracy zdalnej. Racjonalizują sobie, że posiedzi się w domu, popracuje zdalnie i zamówi się pizzę. A to tak niestety nie działa.

Działa tak, że będzie kryzys?

Na pewno, wystarczy pomyśleć, jak w takich warunkach mają działać biura podróży, gastronomia czy niektóre usługi. Może jednak taki szok był nam wszystkim potrzebny, bo niektóre branże i grupy zawodowe nie potrafiły docenić tego, co udało się osiągnąć, a ich oczekiwania cały czas rosły. Obecny przestój może zrewidować to, co działo się na rynku pracy do tej pory, czyli rosnącą presję płacową, prymat pracownika czy zmniejszający się szacunek wobec pracy. Wszystko wskazuje, że przed nami silne hamowanie gospodarki.

Oczekuje pan w takich warunkach pomocy od państwa?

Uważam, że na razie działania są dobre, prawidłowa jest też polityka komunikacyjna wobec społeczeństwa. Konieczna jest jednak odpowiednia i stała komunikacja z przedsiębiorcami, odpowiadanie na potrzeby konkretnych branż, a nie tylko rozwiązania poprawiające płynność w całej gospodarce. Myślę, że przydałoby się też rozwiązanie z ułatwieniem dostępu do testów na obecność wirusa, by trochę uspokoić społeczeństwo. Im dłużej ludzie nie wracają do normalnej konsumpcji, tym gorzej dla nas wszystkich.

Rozmawiał Marcel Zatoński

Mateusz Juroszek - jest prezesem firmy rodzinnej STS. Jego ojciec, Zbigniew, jest natomiast prezesem i głównym akcjonariuszem deweloperskiego Atala. STS ma przekraczający 45 proc. udział w legalnym rynku bukmacherskim w Polsce, którego wartość w ubiegłym roku sięgnęła 6,7 mld zł po wzroście o 30 proc. rok do roku. Zgodnie ze sprawozdaniami finansowymi za 2018 r. tylko dwie z kilkunastu firm na tym rynku były w tym czasie rentowne — STS i wicelider, Fortuna.

Potrzeba gwarancji limitów kredytowych

Najważniejsze, żeby w kryzysowej sytuacji banki nie wycofały się z finansowania biznesu — uważa Piotr Lisiecki, prezes Boryszewa.

„PB”: Co z powodu epidemii koronawirusa zmieniło w życiu grupy Boryszew?

Piotr Lisiecki: Wprowadziliśmy ograniczenia, jakie wynikają z wytycznych rządu. Ograniczyliśmy liczbę wyjazdów, limitujemy spotkania, większość tych, które muszą się odbyć, zmieniamy w formę wideo- lub telekonferencji. W większości zakładów produkcyjnych wprowadziliśmy powszechne mierzenie temperatury pracowników przychodzących na zmianę. Dotychczas nie zanotowaliśmy jeszcze przypadku gorączki, ale jeśli taka sytuacja się zdarzy, zgodnie z wdrożoną procedurą odeślemy pracownika do lekarza. W tym tygodniu wzrosła liczba pracowników, którzy musieli pozostać w domu ze względu na opiekę nad dziećmi. To wyraźny wzrost, ale nie spowodował zakłóceń w funkcjonowaniu któregokolwiek z naszych zakładów — zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Czy widzą już państwo jakieś straty?

Jak już wspomniałem, nie odnotowaliśmy żadnych zakłóceńw bieżącym funkcjonowaniu naszych zakładów produkcyjnych. Nie mam również żadnych sygnałów, aby były jakiekolwiek kłopoty z dostawami lub płatnościami od kontrahentów. Na razie nic nie wskazuje, aby gdziekolwiek wzrosły nam koszty lub miały się pojawić straty z tego tytułu.

Czego oczekuje pan od władz? Jakiego rodzaju pomoc jest potrzebna przedsiębiorcom?

b960cf00-66b9-11ea-bc55-0242ac130003
Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Liczę na wypracowanie przez rząd porozumienia z sektorem finansowym. Mam na myśli to, aby banki nie zaczęły obniżać limitów kredytowych przyznanych wcześniej firmom. Co więcej, aby dały gwarancję, że nie zrobią tego przez najbliższych np. 12 miesięcy. Takie nagłe wycofanie się z finansowania biznesu może mieć drastyczne skutki dla całych łańcuchów dostaw, obejmujących dziesiątki, jeśli nie setki przedsiębiorstw. Druga sprawa to elastyczniejsze podejście państwa do kwestii podatków i składek, np. na ZUS, i wprowadzenie możliwości odroczenia ich zapłaty. Mam nadzieję, że projekt pakietu osłonowego dla przedsiębiorców, nad którym pracuje Ministerstwo Rozwoju, będzie zawierał takie rozwiązania, a planowa specustawa będzie konsultowana z dużymi przedsiębiorcami.

Rozmawiał Bartłomiej Mayer

Europa może uniknąć zatrzymania produkcji

Zamknięcie miast oraz 5-10 mld zł z budżetu na służbę zdrowia i pomoc dla firm pomogą Polsce wyjść obronną ręką z kryzysu — uważa Krzysztof Domarecki, założyciel i prezes Grupy Selena.

„PB: Co powinien zrobić rząd?

Krzysztof Domarecki: Natychmiast należy zamknąć miasta i nakazać mieszkańcom pozostanie w domach — z wyjątkiem przemieszczania się do pracy i po zakupy. To zrobił rząd Hiszpanii, tyle że za późno, gdy było tam już 8 tys. zarażonych. Polski rząd powinien też podjąć trudną decyzję i rozstać się z ambitnym projektem zrównoważonego budżetu. Należy przeznaczyć 5-10 mld zł na wsparcie służby zdrowia i płynności firm. Krótkoterminowo jest to problematyczne, ale w dłuższym terminie bardzo się gospodarce opłaci. Mam też nadzieję, że opozycja zachowa się odpowiedzialnie i powstrzyma się od krytyki działań rządu. To nie czas na to.

Co zmieniło się w Selenie? Czy chińskie fabryki już pracują normalnie?

Tak, w okresie 24-29 lutego zakłady wznowiły produkcję. Okres przestoju trwał sześć tygodni, nastąpiła blokada działalności, ludzie zostali wysłani do domów. Dzięki temu rozprzestrzenianie się wirusa zostało fizycznie powstrzymane i dziś gospodarka wraca na normalne tory.

Czy w chińskich fabrykach pracownicy przynoszą zaświadczenia, że są zdrowi?

Nikt nie da rady zrobić testów całej populacji pracujących. W naszych chińskich zakładach 100 proc. pracowników cały czas używa masek. To nieprawda, że nie chronią zdrowych, należy je nosić. Maski zapewnia pracodawca, ale są dostępne nawet w sklepach detalicznych. Ponadto pracownicy mają mierzoną temperaturę rano i przed wyjściem z pracy. Tę procedurę od poniedziałku wprowadziliśmy także w Polsce. Jesteśmy także gotowi zamówić maski dla pracowników. W stołówce w naszych zakładach w Chinach posiłki są zorganizowane tak, że pracownicy siedzą 2 m od siebie.

Czy chińscy pracownicy otrzymywali pensje w czasie postoju?

Tak, dostawali standardowe wynagrodzenie wypłacane na bieżąco. Chińskie regulacje pozwalają, by okres przestoju odrabiać w kolejne soboty i to jest przewidziane — będziemy to robić do końca roku.

Jak wygląda sytuacja w pozostałych zakładach Seleny?

Wszystkie 17 krajów, w których działamy, jest dotkniętych koronawirusem, ale każdy w innym stopniu. We Włoszech w poniedziałek zarażonych było 25 tys. osób, w Hiszpanii 8 tys., na drugim biegunie były Polska ze 150 osobami i Turcja z 18.

Co firma robi, żeby zmniejszyć straty?

Uruchomiliśmy działania minimalizujące lub ograniczające straty na trzech poziomach. Dwa tygodnie temu powstał sztab kryzysowy, który na bieżąco monitoruje sytuację i z wyprzedzeniem wydaje rekomendacje lub wdraża procedury. W ten sposób działamy w sposób uporządkowany nawet w czasach kryzysu. Uruchomiliśmy zespół analityczny, który monitoruje sytuację prawną i epidemiologiczną oraz przygotowuje prognozy rozwoju epidemii w 15 krajach. Na tej podstawie powstają scenariusze, które ułatwiają podejmowanie decyzji. Zarząd rozpatruje kilka scenariuszy osłabienia gospodarczego związanego z epidemią. Opracujemy adekwatną strategię, ale to jeszcze przed nami.

Jakie decyzje zostały podjęte?

Pracowników biurowych podzieliliśmy na trzy grupy z założeniem, że dwie pracują zdalnie, a jedna w biurze. Co tydzień następuje rotacja, ich członkowie nie stykają się fizycznie. Osoby wysłane do domu pracują zdalnie, robimy to od 20 lat — dziś rano miałem telekonferencje z Rumunią, Turcją, Włochami, Hiszpanią i Chinami plus dwie lokalne w Polsce.

Co z pracownikami produkcyjnymi? Jeśli zakłady Seleny staną, to czy firma będzie wypłacać im pensje?

Zatrzymania przemysłu w Europie można uniknąć. Trzeba jednak przyjąć restrykcyjne działania — zamknięcie restauracji i galerii handlowych, granic, z wyłączeniem ruchu towarowego, i miast — w celu redukcji kontaktów między ludźmi. Koszt zatrzymania przemysłu w Europie mógłby być znacznie większy niż straty spowodowane koronawirusem.

Czy obecny kryzys jest inny od poprzednich?

Mamy do czynienia z sytuacją niespotykaną w naszym życiu. Zagrożona jest wielka rzesza ludzi. Dotychczas największy kryzys, jaki Selena przeżyła, to powódź we Wrocławiu w 1997 r. Byliśmy wtedy małą firmą, mieliśmy jeden zakład produkcyjny w podwrocławskich Siechnicach. Działał dopiero od roku, wszystkie linie produkcyjne były nowe. W 24 h ewakuowaliśmy zakład i zrobiliśmy to w ostatniej chwili, bo dzień później Siechnice zostały zalane. Przez pół miesiąca w fabryce stało 1,8 m wody. Część kolegów i koleżanek, którzy wtedy pracowali w Selenie, pracuje ze mną do dziś. Przeżyłem więc podobny kryzys, ale na mniejszą skalę.

Rozmawiała Małgorzata Grzegorczyk

Kryzys w rękach menedżerów

Dobre zarządzanie jest kluczowe teraz i będzie po zakończeniu pandemii — uważa Łukasz Chodkowski, dyrektor zarządzający firmy Déhora Polska.

„PB”: Co zmieniło się w życiu firmy? Czy przewidujecie straty?

Łukasz Chodkowski: Przede wszystkim wszyscy pracujemy w trybie home office. Nie jest to dla nas duży problem, bo jako firma jesteśmy przyzwyczajeni do pracy z domu, mamy wypracowane standardy i odpowiednie narzędzia IT. Do tej pory jednak ten tryb był dobrowolny, teraz jest obowiązkowy do odwołania. Straty są możliwe, zależy to od czasu „wyłączenia” kraju. Szykujemy się na to, że sytuacja może być trudna. Charakter naszej pracy wymaga częstego przebywania poza biurem i u klienta. Dużej części naszych działań nie da się realizować online. Poza tym coraz więcej naszych klientów zamyka fabryki — mamy takie sygnały od firm produkcyjnych z kilku branż. Czekamy na rozwiązania dla przedsiębiorców przygotowywane przez rząd.

Czym bieżąca sytuacja różni się od poprzednich załamań?

Stoimy przed wyzwaniami trudnymi do przewidzenia. Oczywiście należy zabezpieczyć zapas gotówki, ale nie jest to jedyne niezbędnedziałanie. Kluczowy będzie sposób zarządzania — tylko te firmy, które będą uczciwie komunikować się z pracownikami w sprawie bieżących wydarzeń i ich wpływu na biznes, przebrną przez kryzys w miarę suchą stopą. Zaufanie pracowników jest teraz kluczowe.

Gdybym był premierem, to zrobiłbym...

...uwzględniałbym w szerszym zakresie opinię przedsiębiorców, a nie tylko związków zawodowych, które obecnie nie reprezentują znaczącej liczby pracowników. Zdecydowanie od razu należy wprowadzić ułatwienia pozwalające zachować płynność finansową małym i dużym firmom, żeby zminimalizować ujemny wpływ na obrót gospodarczy. Państwo ma odpowiednie narzędzia.

Jakiego rodzaju pomoc jest potrzebna przedsiębiorcom?

To trudne pytanie — zwłaszcza że nie wiemy, jak długo potrwa kryzys. Łatwo dziś ulec pokusie i wprowadzić bardzo duże ułatwienia dla pracodawców, które w dłuższej perspektywie nie będą korzystne dla pracowników. Wydaje się jednak, że wydłużanie okresów rozliczeniowych powinno się wprowadzać bez długich rozmów z reprezentacją załogi. Gra toczyć się będzie o przetrwanie wielu podmiotów gospodarczych, a nie o doraźne cele.

Rozmawiała Aleksandra Rogala

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg, Marcel Zatoński, Bartłomiej Mayer, Małgorzata Grzegorczyk, Aleksandra Rogala

Polecane