Rząd uchwali KPO i wyśle bez pytania

opublikowano: 19-04-2021, 19:30

Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności (tak brzmi pełna nazwa, w uproszczeniu używa się skrótu KPO) planowo zostanie przyjęty do 30 kwietnia uchwałą Rady Ministrów oraz przesłany do Komisji Europejskiej (KE).

Z nadzwyczajnego strumienia unijnych pieniędzy ma do Polski trafić 58,1 mld EUR, w tym 23,9 mld EUR stanowiłyby granty, zaś 34,2 mld EUR pożyczki, ale zaciągnięte przez państwo, zatem dla beneficjentów to również darowizny. Trudno się zatem dziwić, że wśród zainteresowanych epidemicznym kołem ratunkowym narasta nerwówka, jak rząd tzw. dobrej zmiany podzieli niemałą kasę. Przedstawiony do wirtualnych konsultacji obszerny projekt KPO wzbudził masę uwag bardzo krytycznych. Krajowe są całkowicie naturalne, protestują wszyscy pominięci lub potraktowani w ich ocenie marginalnie. Ale generalny kierunek naszego KPO nie podoba się również KE, która zarzuca, że nie o to jej chodzi – ów wyjątkowy instrument Unii Europejskiej w założeniu ma być impulsem rozwojowym, a nie tylko środkiem zrekompensowania gospodarczych spustoszeń dokonanych przez COVID-19. Marna pociecha, że ułomność dotyczy nie tylko projektu z Polski, podobnie ocenione zostały wersje rządów innych państw dotkniętych przez pandemię. W każdym razie jedno jest pewne – finalna wersja KPO zostanie przez rząd Mateusza Morawieckiego uchwalona i wysłana do Brukseli bez pytania kogokolwiek, a dopiero później upubliczniona jako materiał już nie do dyskusji. Uchwała Rady Ministrów nie jest przecież aktem prawa obowiązującego powszechnie i nie podlega obróbce parlamentarnej.

W odróżnieniu od ustawy ratyfikującej udział Polski we wspólnotowym sfinansowaniu KPO. Co prawda w ubiegłym tygodniu rozeszły się pogłoski, że PiS może kombinować obejście parlamentu ścieżką tzw. małej ratyfikacji, ale były to dywagacje absurdalne. Proste umowy międzynarodowe, jakieś specjalistyczne, techniczne, naukowe etc. rząd faktycznie przedkłada prezydentowi RP do ratyfikacyjnego podpisu bezpośrednio – tak było, jest i będzie. Konstytucja RP precyzuje jednak kategorię spraw, które bezwzględnie wymagają ustawy – i od naszej akcesji do UE należą do nich wszystkie rozliczenia budżetu polskiego z unijnym.

Tak oto kolejny raz wracam do szkodliwego odkładania przyjęcia przez Radę Ministrów projektu ustawy ratyfikacyjnej. Jest ona rekordowo krótka i prosta, składa się z dwóch artykułów (przy czym drugi obejmuje termin wejścia w życie po 14 dniach od publikacji), zatem treść merytoryczna to kilkanaście słów: „Wyraża się zgodę na dokonanie przez Prezydenta RP ratyfikacji decyzji Rady UE nr 2020/2053 z 14 grudnia 2020 r. w sprawie systemu zasobów własnych Unii Europejskiej… (tutaj następuje ciąg numerów dzienników urzędowych)”. I to wszystko, standardowa ustawa w ogóle nie podlega poprawianiu w Sejmie czy Senacie, obie izby głosują wyłącznie tak/nie. Suchy projekt już dawno powinien nosić numer druku sejmowego, naprawdę coraz trudniej zrozumieć strach Jarosława Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego przed jego przyjęciem. Poruszenie tematu przez Radę Ministrów już raz, 16 lutego, potwierdziło twardą niezgodę Zbigniewa Ziobry i jego zausznika Michała Wójcika (obie przystawki, czyli Solidarna Polska oraz Porozumienie Jarosława Gowina, mają w konstytucyjnym składzie rządu po dwa krzesła). Nieuchronne ponowne rozpatrzenie projektu zapowiada jeszcze głębsze pęknięcie, ponieważ ziobryści przygotowali silne, w ich mniemaniu, argumenty antyfunduszowe. Ale przy różnicy ministerialnych zdań obowiązuje przecież zwykła większość głosów…

Konflikt o udział Polski we wspólnotowym zadłużeniu jest tylko elementem ostrej rywalizacji Zbigniewa Ziobry z Mateuszem Morawieckim o schedę po Jarosławie Kaczyńskim.
Adam Chelstowski / Forum
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane