S&P500 spadnie, bo rentowności rosną

Załamanie na giełdzie nowojorskiej zostanie pogłębione, nim indeksy na trwałe wrócą do zwyżek, uważają specjaliści ankietowani przez ośrodek Strategas

Spośród ankietowanych przez Strategas Research Partners przedstawicieli 500 instytucji finansowych 57 proc. zadeklarowało, że spodziewa się pogłębienia dna korekty, a przeciwnego zdania było 43 proc. Realizacja obstawianego przez większość scenariusza oznaczałaby jeszcze co najmniej 6-procentowy potencjał zniżek S&P500, bo właśnie tyle brakuje do przełamania dna intraday z 9 lutego. To scenariusz, który w najnowszej historii nowojorskiego parkietu już się zdarzał, zauważa agencja Bloomberg. Formacją zbliżoną do podwójnego dna zakończyły się dwie ostatnie korekty (rozumiane jako spadek indeksu od szczytu do dna o co najmniej 10 proc.) w notowaniach S&P500.

— Niezależnie, czy korekta ułoży się w kształt „V” czy „W”, to fundamenty gospodarki i wyniki spółek powinny wspierać w najbliższych miesiącach odbicie na rynku.Jedynym zagrożeniem dla odbicia jest pogorszenie tych fundamentów — uważa John Stolzfus, główny strateg inwestycyjny towarzystwa Oppenheimer. Jednak sceptycy zauważają, że wciąż nie ustąpił czynnik, który wyprzedaż wywołał — zwyżki rentowności amerykańskich obligacji skarbowych.

Zbyt duży wzrost rentowności będzie musiał skutkować wyhamowaniem giełdowej hossy, uważają stratedzy Morgana Stanleya, Bank of America oraz towarzystwa Guggenheim Partners. Zdaniem Scotta Minerda, głównego zarządzającego ostatniej z instytucji, wzrost kosztu długoterminowego finansowania (mierzonego rentownością 10-latek) w końcu doprowadzi do załamania zwyżek cen akcji. Tymczasem dekoniunktura na rynku kapitałowym przełoży się na spadek zapotrzebowania przedsiębiorstw na kapitał, co zaowocuje rozpoczęciem zniżek rentowności (a więc także zwyżek cen) obligacji. Choć inwestorzy giełdowi źle przyjęli wyjście rentowności obligacji 10-letnich na czteroletni szczyt, to ważniejsze od rentowności nominalnych są rentowności skorygowane o inflację, dodają w raporcie datowanym na poniedziałek 19 lutego specjaliści Morgana Stanleya. Wbudowany w nominalne rentowności komponent oczekiwań inflacyjnych nie powinien szkodzić akcjom, bo wraz ze wzrostem cen powinny rosnąć sprzedaż i zyski spółek.

Tymczasem drugi komponent — rentowności realne — zaszkodzić mogą, i to poważnie. Wszystko dlatego, że używane są one do obliczania bieżącej wartości generowanych przez spółki przyszłych przepływów pieniężnych (im wyższe realne rentowności, tym bieżąca wartość przyszłych przepływów niższa). W tej sytuacji pocieszające jest, że rentowności w ujęciu realnym — odwrotnie niż w nominalnym — wciąż nie wyszły górą z zakresu wahań, obserwowanego od 2013 r. Realne rentowności, które ustala się na podstawie notowań obligacji indeksowanych do inflacji, zbliżają się obecnie do 0,8 proc., czyli właśnie maksymalnej wartości z ostatnich lat. Wzrost realnych rentowności na nowe szczyty spowodowałby odwrócenie obserwowanej w ostatnich latach tendencji wzrostu wycen spółek (tj. wskaźnika cen do oczekiwanych zysków).

Siłą rzeczy do kontynuacji zwyżek indeksy giełdowe potrzebowałyby odpowiednio silniejszegowzrostu zysków spółek. Zdaniem analityków banku Morgan Stanley, przesilenia w tych tendencjach, oznaczającego koniec hossy, można spodziewać się w każdej chwili, nawet już w drugim kwartale. „Najgorszy czas dla akcji jest wtedy, gdy wzrost gospodarczy już słabnie, a inflacja jeszcze się umacnia. Obecnie mamy do czynienia z silnym globalnym wzrostem i dobrym sezonem wyników w Stanach Zjednoczonych. Jednak w drugim kwartale trzeba będzie trzymać rękę na pulsie, w miarę jak inflacja bazowa będzie się umacniać, a wskaźniki aktywności gospodarczej będą słabnąć” — zauważają specjaliści Morgana Stanleya. Tymczasem jeszcze z grudniowego raportu analityków JP Morgana płynęły dużo bardziej optymistyczne wnioski. Do wyznaczenia momentu zwrotu rynkowego specjaliści banku próbowali użyć nie realnych rentowności papierów 10-letnich, ale realnych stóp Fedu. Według nich rynkowy szczyt powinien wypaść przy dojściu realnych stóp do 1 proc., a to dawałoby jeszcze pole do zwyżek giełdowych indeksów. Obecnie główna stopa Fedu wciąż jest niższa od inflacji.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / S&P500 spadnie, bo rentowności rosną