Scenariusz reflacji pod znakiem zapytania

Obawy przed koronawirusem zachwiały wiarą inwestorów w globalne ożywienie, jednak strategii gry pod nie lepiej nie skreślać przedwcześnie.

Po tym jak przez większą część lutego rynki akcji ignorowały rozszerzanie się epidemii koronawirusa, do poważniejszej wyprzedaży doprowadziło dopiero pojawienie się ogniska choroby we Włoszech.

Tak gwałtowny zwrot na rynkach mógł być sporym zaskoczeniem dla wielu strategów inwestycyjnych. Tylko w ostatnich dniach strategię gry pod odbicie globalnego wzrostu i inflacji (tzw. reflation trade) rekomendowali specjaliści Bank of America, JPMorgana oraz Stifela.

— Od jesieni inwestowaliśmy zgodnie z taką strategią i bardzo dobrze to działało. Było wiele oznak tego, że globalna gospodarka wychodzi z marazmu, w którym tkwiła w 2019 r., ale znak zapytania nad tym postawiła sprawa koronawirusa — przyznaje Bartosz Pawłowski, dyrektor inwestycyjny w bankowości prywatnej mBanku.

Podobne dylematy specjalistów widać było w wynikach lutowego sondażu Bank of America wśród globalnych zarządzających aktywami. Nadal oczekujący przyspieszenia globalnego wzrostu i inflacji przeważali nad spodziewającymi się ich spowolnienia, jednak w porównaniu ze styczniem różnica w ich odsetkach stopniała, sięgając odpowiednio 16 oraz 40 pkt proc.

Monetarne wsparcie

W raporcie z tego pokazującego schłodzenie nastrojów badania nowojorscy stratedzy BofA ocenili, że jego wyniki skłaniają ich do zachowania „nieracjonalnego optymizmu” co do rynkowych perspektyw. W podobnym tonie wypowiadał się ich londyński kolega Barnaby Martin (wprawdzie miało to miejsce jeszcze przed informacjami o skali zachorowań we Włoszech). Aktywów korzystających na odbiciu od dna wzrostu i inflacji lepiej nie skreślać przedwcześnie, bo na obawy przed epidemią będą musiały zareagować banki centralne, podkreśla strateg BofA. Łagodzenie polityki pieniężnej będzie napędzać popyt zarówno na aktywa korzystające na ożywieniu, jak i na bezpieczne schronienia, przekonuje specjalista w rozmowie z agencją Bloomberg.

— Od początku roku banki centralne na świecie dokonały 13 obniżek stóp procentowych, a jeśli takie tempo zostanie utrzymane, to cały 2020 r. zamknie się stoma obniżkami. To oznaczałoby najszerzej zakrojone łagodzenie polityki pieniężnej w historii — zauważa Barnaby Martin.

Banki i surowce

W ubiegłym tygodniu fiskalne i monetarne wsparcie dla pracującej obecnie na pół gwizdka gospodarki zapowiedziały Chiny, a przestrzeń do obniżek stóp udowodniły ostatnio chociażby banki centralne Rosji i Meksyku. Zdaniem Barnaby’ego Martina skorzystać na tym powinny akcje europejskich banków, spółek wydobywczychi paliwowych, bo mają one wysoką ekspozycję na globalną koniunkturę. Listę spółek z rynku amerykańskiego o największym potencjale w przypadku rozgrywania przez inwestorów scenariusza ożywienia stworzył Barry Bannister z banku Stifel. Specjalista wziął pod lupę współczynniki, które uznał za najlepsze barometry gry pod ożywienie: indeks dolara, relację cen ropy i złota, oczekiwania inflacyjne wynikające z różnicy w wycenach obligacji konwencjonalnych oraz indeksowanych do inflacji, a także rentowności obligacji 10-letnich USA.

Następnie wybrał spółki z indeksu S&P500 o najwyższej korelacji notowań z tymi wskaźnikami, czego efektem była lista 25 podmiotów z branż takich, jak surowce, paliwa, przemysł, finanse oraz technologie. Według symulacji specjalisty portfel, w którego skład weszłyby m.in. paliwowy Conoco Phillips, bank Morgan Stanley, technologiczny Intel, wydobywczy Freeport McMoRan oraz przemysłowy Caterpillar, miałby szansę zakończyć 2020 r. dwukrotnie większym umocnieniem niż S&P500.

„Ten scenariusz będzie zagrożony, jeśli czynniki ryzyka, które widzimy na horyzoncie, rzeczywiście wepchną gospodarkę USA w recesję” — zastrzega jednak Barry Bannister w datowanym na 11 lutego raporcie.

Negatywny scenariusz

Wśród zagrożeń specjalista wymienia nie tylko rozszerzanie się epidemii koronawirusa, ale także potencjalny powrót wojny handlowej. Do recesji doprowadzić mogą też opóźnione efekty wcześniejszych błędów w polityce — napięć handlowych z Chinami oraz zbyt daleko idącego zaostrzenia polityki Fedu.

Ostatnim negatywnym scenariuszem nakreślonym przez specjalistę Stifela byłoby utrzymanie słabości globalnej gospodarki, prowadzące do ponownego odwrócenia krzywej rentowności w USA, sygnału zwykle poprzedzającego recesję w największej gospodarce świata. Tymczasem zdaniem Jarosława Leśniczaka, zarządzającego TFI PZU, zagrożenie recesją wcale nie musi się zmaterializować, by o inwestowaniu pod scenariusz ożywienia można było zapomnieć.

— Inwestorzy oczekiwali, że globalne ożywienie przybierze kształt litery „V”, jednak teraz widać, że epidemia koronawirusa nie pozostanie bez wpływu na wzrost, a wręcz wrócić mogą obawy recesyjne. W drugiej połowie roku sytuacja może się zmienić, ale w najbliższych kilku-kilkunastu tygodniach trzymałbym się defensywnej strategii — radzi Jarosław Leśniczak.

Zdaniem specjalisty w globalnej gospodarce możliwe są obecnie dwa scenariusze: recesyjny i taki, w którym przed recesją świat uchroni jedynie zdecydowana reakcja banków centralnych. Dopóki nie pojawią się sygnały potwierdzające ożywienie, lepiej trzymać się inwestycji w aktywa dobrze zachowujące się w środowisku słabego wzrostu i presji na spadek inflacji, podkreśla specjalista.

— Portfel na najbliższe miesiące oparłbym na obligacjach gospodarek dojrzałych oraz najbardziej stabilnych rynków wschodzących, głównie z regionu Europy Środkowej i Wschodniej. Utrzymywałbym ekspozycję na złoto i bezpieczne waluty — jena, franka, a w dalszej kolejności także dolara. Unikałbym akcji oraz ekspozycji na notowania ropy i surowców używanych w przemyśle — wylicza Jarosław Leśniczak.

Światełko w tunelu

Tymczasem Bartosz Pawłowski z mBanku, choć przyznaje, że związane z tym ryzyko wzrosło, to wciąż trzymałby się koncepcji inwestowania pod nadejście ożywienia. W tym scenariuszu napędzałoby je łagodzenie polityki banków centralnych, reagujących na obawy, że epidemia podkopie wzrost. W portfelu nastawionym na ożywienie powinny się według niego znaleźć akcje z sektora bankowego i z rynków wschodzących. Przydałaby się też ekspozycja na waluty z tej ostatniej grupy krajów oraz na surowce. Problem tkwi w tym, że nie da się przewidzieć, w którą stronę rozwinie się sprawa epidemii, a mało który inwestor może sobie pozwolić na cierpliwe ponoszenie strat w przypadku odwrotnego od założeń rozwoju sytuacji.

— Może okazać się, że jeszcze przez 2-3 tygodnie rynkom będą ciążyły wiadomości o związanych z epidemią zakłóceniach w łańcuchach dostaw. Następnie przyjdzie etap, kiedy skutki epidemii będą znajdować odzwierciedlenie w twardych danych, a dopiero potem banki centralne zareagują. Może też jednak być odwrotnie — władze monetarne zareagują z wyprzedzeniem, a choroba zostanie szybko opanowana i inwestorzy będą mogli się cieszyć z dodatkowej stymulacji fiskalnej — ocenia Bartosz Pawłowski.

Tymczasem w wynikach sondażu BofA wśród zarządzających znajdujemy odpowiedź na pytanie, co musiałoby się stać, by oczekiwania inflacyjne inwestorów wzrosły na tyle, żeby kapitał zaczął płynąć do aktywów korzystających na ożywieniu. Jedna czwarta wskazań padła na przyjęcie przez rządy Nowoczesnej Teorii Pieniądza, zgodnie z którą należy wspierać koniunkturę stymulacją fiskalną. Tylko nieco mniej ankietowanych obstawiło zobowiązanie się gospodarek grupy G7 do inwestycji infrastrukturalnych. 18 proc. przełomu upatrywało w wyborze progresywnego demokraty, takiego jak Bernie Sanders lub Elizabeth Warren, na prezydenta USA. W dalszej kolejności wymieniano koniec QE w Europie i Japonii oraz porozumienie krajów G7 wokół „Zielonego New Deal”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu