SK Bank, koks, wełna i NBP

opublikowano: 19-09-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Zdaniem śledczych na kredytach dla dwóch śląskich firm upadły SK Bank stracił 186 mln zł. Teraz obie firmy chcą pozwać syndyka banku o 160 mln zł za… bezprawne ich wypowiedzenie.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jakie dwie śląskie firmy chcą pozwać syndyka SK Banku o 160 mln zł i na jakich werdyktach sądowych opierają swoje roszczenia?
  • dlaczego wezwania do zapłaty trafiły też do Narodowego Banku Polskiego i jaką rolę w całej sprawie odgrywa Ministerstwo Finansów?
  • jak syndyk SK Banku odnosi się do roszczeń śląskich firm?
  • i o co podejrzani są przedstawiciele obu tych spółek w głośnej aferze, dotyczącej wyłudzania kredytów z kiedyś największego banku spółdzielczego w kraju?

Wyłudzenie ponad 1,6 mld zł kredytów z upadłego dziś SK Banku, głównie przez spółki powiązane z również upadłą firmą deweloperską Dolcan, to jedna z największych afer gospodarczych ostatnich lat. Jeden z jej wątków dotyczy dwóch śląskich firm: produkującej wełnę mineralną Petralany i handlującej koksem AMK Koks. Zdaniem CBA i prokuratury na udzieleniu im kredytów SK Bank stracił 186 mln zł. Byli i obecni szefowie obu powiązanych ze sobą firm, w tym cztery osoby mające status podejrzanych, kwestionują ustalenia śledczych. Twierdzą, że to działania syndyka upadłego banku, głównie bezprawne wypowiedzenie kredytów, doprowadziły do wielomilionowych szkód po stronie Petralany i AMK. Andrzej Wrzesiński, syndyk SK Banku, odrzuca te roszczenia jako „całkowicie bezzasadne”.

Wezwany do zapłaty też NBP

Petralana i AMK Koks powołują się głównie na dwa werdykty sądów. Jeden, z października 2021 r., który, na razie nieprawomocnie, uchylił nakaz zapłaty wydany spółce AMK na rzecz syndyka cztery lata wcześniej i oddalił powództwo syndyka o zapłatę. Drugi, z listopada 2021 r., który ostatecznie wstrzymał wykonalność nakazu zapłaty ze stycznia 2021 r. wydanego spółce Petralana.

W drugiej sprawie powodem był Narodowy Bank Polski (NBP), reprezentowany przez syndyka SK Banku. Skąd w całej sprawie bank centralny? To właśnie NBP tuż przed upadłością największego banku spółdzielczego w kraju udzielił mu, jak się później okazało, nieskutecznego kredytu ratunkowego wysokości 370 mln zł. Jego połowę, w imieniu skarbu państwa, zagwarantowało Ministerstwo Finansów (MF). Kredyt i gwarancja zostały zabezpieczone na lepszej części portfela kredytowego SK Banku. Z niej najpierw próbował zaspokajać się NBP (i dlatego pozwał kredytobiorców, w tym Petralanę), a gdy mu się to udało, ta część portfela — w wyniku specustawy — trafiła w ręce MF.

To dlatego syndyk Andrzej Wrzesiński przekazał PB, że może wypowiadać się jedynie w odniesieniu do części wierzytelności AMK Koks, pozostającej w masie upadłości SK Banku (chodzi o około 70 mln zł). W pozostałej części zobowiązań tej spółki (około 40 mln zł) i całości zadłużenia Petralany (według syndyka SK Banku i MF — 124,5 mln zł, według spółki — 114,4 mln zł) odesłał nas do NBP i resortu finansów. MF odmówiło jednak odpowiedzi na pytania PB, zapewniając jedynie, że „dąży do zaspokojenia swej wierzytelności”. Bank centralny, którego pełnomocnikiem był syndyk SK Banku, w ogóle nie odpowiedział.

Tymczasem, jak informuje Marcin Skoczylas, pełnomocnik AMK i Petralany, wezwania do zapłaty z tytułu m.in. bezprawnego wypowiedzenia kredytów otrzymał nie tylko syndyk SK Banku, ale także NBP.

— Działania syndyka SK Banku, działającego w imieniu własnym i NBP, doprowadziły do niekorzystnego rozporządzenia mieniem obu firm i pozbawienia ich możliwości prowadzenia normalnej działalności. W przypadku AMK Koks szkoda została oszacowana na 95 mln zł, a Petralany na od 63,5 do 69,1 mln zł — mówi Marcin Skoczylas.

Majątek będący zabezpieczeniem kredytu i... kontrowersje:
Majątek będący zabezpieczeniem kredytu i... kontrowersje:
Przedstawiciele AMK Koks zapewniają, że kredyty udzielone spółce przez SK Bank były wystarczająco zabezpieczone, głównie na całym majątku koksowni zlokalizowanej w Bytomiu (na zdjęciu). Syndyk upadłego banku do dziś nie ma jednak do niego dostępu. Jego pozycji nie poprawia fakt, że o ile właścicielem baterii koksowniczej jest AMK Koks, to już nieruchomości tworzące cały kompleks należą nie tylko do tej firmy, ale też dwóch innych. To jedna z nich, Koksownia Bytom, a nie AMK Koks, zajmuje się produkcją i sprzedażą koksu i jest beneficjentem dobrej koniunktury na rynku. W 2021 r. zarobiła na czysto 15,9 mln zł.
Adobe Stock

Kluczowy artykuł 75c

Daniel Sobiesiak, pełnomocnik syndyka SK Banku, odpowiada (w zakresie AMK, bo tylko w takim może się wypowiadać), że roszczenia są „całkowicie bezzasadne i zgłaszane z pełną tego świadomością”. Według niego podejmowanie działań windykacyjnych i wytoczenie powództwa nie jest działaniem bezprawnym, a w związku z tym „nie może stanowić podstawy do jakichkolwiek roszczeń odszkodowawczych”, a tym bardziej „być przyczyną jakiejkolwiek szkody”.

Tymczasem pełnomocnik obu śląskich firm podkreśla, że zarówno wyrok w sprawie AMK z października 2021 r., jak też postanowienie dotyczące Petralany z listopada 2021 r. potwierdziły zasadność argumentów podnoszonych przez obie firmy.

— Zdaniem sądów syndyk SK Banku wypowiedział kredyty obu firm z naruszeniem prawa, a konkretnie procedury z art. 75c prawa bankowego, zgodnie z którą przed wypowiedzeniem umów powinien wezwać do spłaty zadłużenia oraz poinformować AMK Koks i Petralanę o możliwości złożenia wniosku o restrukturyzację. Nie zrobił tego i dlatego wypowiedzenia były nieskuteczne — twierdzi Marcin Skoczylas.

Pełnomocnik AMK i Petralany dodaje, że spółki same wielokrotnie proponowały wszczęcie procedury w sprawie restrukturyzacji zadłużenia, wskazując na możliwość ratalnych spłat kredytów i podejmowane działania w celu pozyskania nabywców ich przedsiębiorstw, ale syndyk SK Banku nie był tym zainteresowany, a zamiast tego dążył do upadłości obu firm.

Pełnomocnik syndyka odpowiada, że w przypadku AMK propozycje nie zostały zaakceptowane, bo były nierealne (zakładały spłatę części zobowiązania z nowego kredytu bankowego) i niedopuszczalne (obniżały zobowiązanie o roszczenia odszkodowawcze), a spłata miała być rozłożona do „4 dekady XXI wieku” (czyli do 2032 r. zamiast lat 2024-26) oraz mieć charakter balonowy (zasadnicza część spłacana w ostatnim okresie).

Daniel Sobiesiak mówi też, że to pierwszy przypadek, w którym sąd uznał niezastosowanie artykułu 75c prawa bankowego za podstawę do oddalenia powództwa syndyka jako przedwczesnego. Pełnomocnik syndyka SK Banku zapewnia, że w wielu innych sprawach (co najmniej kilkudziesięciu) i przy podobnych stanach faktycznych sądy nie miały wątpliwości i zasądzały prawomocnie kwoty wymagalnych kredytów mimo podnoszenia zarzutów z art. 75c.

Kontrowersyjne wpisowe

Zdaniem Daniela Sobiesiaka podobnie sprawa ma się z częścią roszczeń AMK [te same argumenty podnosi Petralana — red.] opartych na kwestii tzw. wpisowego. O co chodzi? De facto o wysoką prowizję (rzędu 6-12 proc. wartości pożyczek), jaką SK Bank pobierał od kredytobiorców. To właśnie dzięki temu mechanizmowi, w sztuczny sposób powiększającemu fundusze własne, szybko urósł on do największego banku spółdzielczego w kraju.

Potem sąd na wniosek Komisji Nadzoru Finansowego uznał, że zapis o wpisowym w ogóle nie powinien znaleźć się w statucie banku. W konsekwencji kredytobiorcy zaczęli domagać się zwrotu wpłaconych kwot (np. potrącając je z kredytów). Tak też zrobiły AMK Koks (wpisowe wyniosło 5,4 mln zł) i Petralana (8,1 mln zł).

Daniel Sobiesiak podkreśla, że kwestię wpisowego wielokrotnie prawomocnie oceniał sąd upadłościowy, za każdym razem korzystnie dla syndyka SK Banku, a niekorzystnie dla kredytobiorców. Marcin Skoczylas odbija piłeczkę — powołuje się na uzasadnienie wyroku oddalającego powództwo syndyka wobec AMK Koks, w którym sąd uznał zarzut potrącenia wpisowego za zasadny.

Nierychliwa Temida

Pełnomocnik syndyka SK Banku zwraca jednak uwagę, że wyrok w sprawie AMK Koks został zaskarżony apelacją i sprawa czeka na rozpoznanie przez sąd drugiej instancji. Daniel Sobiesiak przekonuje też, że AMK Koks „nigdy nie powinien otrzymać tak dużych kredytów przy tak niewielkich zabezpieczeniach i praktycznym braku możliwości ich spłaty z założonej działalności gospodarczej”. Dodaje też, że „jedynym pokrzywdzonym w wyniku udzielenia i wypłaty ww. kredytów jest tylko SK bank i jego wierzyciele”.

Jego słowa nawiązują do ustaleń CBA i prokuratury, według których już w momencie zawierania umów kredytowych w latach 2014-15 zarówno Petralana, jak też AMK Koks nie posiadały zdolności kredytowej. Dziś cztery osoby związane z AMK Koks i Petralaną: Władysław Greczkowicz (znany śląski biznesmen, były członek rady nadzorczej Petralany), Kazimierz Kulesza i Andrzej Musialik (odpowiednio prezes i wiceprezes AMK Koks; cała trójka wyraziła zgodę na podawanie ich pełnych danych osobowych) oraz Tomasz W. posiadają status podejrzanych i zgodnie nie przyznają się do winy.

— Przedstawicielom AMK Koks i Petralany prokuratura postawiła zarzut pomocnictwa władzom SK Banku w wyrządzeniu mu szkody, co oznacza, że musieli znać wewnętrzne procedury bankowe i uczestniczyć w pracach komórek ryzyka SK Banku. To nie miało miejsca i jest po prostu fikcją. Z kolei wartość szkody określono na wartość udzielonych kredytów, a one przecież były w pełni zabezpieczone i spółki miały zamiar je uregulować — twierdzi Marcin Skoczylas.

O tym, kto ma rację, zdecyduje sąd. Kiedy — nie wiadomo, ale z pewnością nieprędko. Wątek Petralany i AMK Koks to tylko mała część głównej sprawy w aferze SK Banku, liczącej ponad 360 tomów akt, w której status oskarżonych o ponad 1200 przestępstw ma prawie 100 osób. Akt oskarżenia w tej sprawie wpłynął do sądu prawie trzy lata temu, ale do dziś proces nie ruszył.

Większość z prawie setki oskarżonych to byli członkowie zarządu i pracownicy SK Banku, a także szefowie kilkudziesięciu firm skupionych wokół firmy deweloperskiej Dolcan, do których trafiła ponad połowa wszystkich kredytów upadłego banku. Formalnie niepowiązane spółki brały coraz większe kredyty, których większość szła na spłatę wcześniejszych. Kiedy piramida finansowa się wywróciła, upadł nie tylko bank, ale także deweloper. Dziś głównymi oskarżonymi w sprawie są Jan B., były wieloletni prezes SK Banku, oraz Sławomir D., założyciel i wieloletni właściciel Dolcanu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane