Skończcie z tą fikcją

Maria Trepińska
opublikowano: 12-06-2006, 00:00

Jeśli resort skarbu ma istnieć bez prywatyzacji i zajmować się tylko ewidencją majątku państwowego, to lepiej go zlikwidować.

„Puls Biznesu”: Czy Wojciecha Jasińskiego, obecnego ministra skarbu, sprowadzono do roli urzędnika, który się boi podejmować decyzje?

Emil Wąsacz: Nie pasjonuję się bieżącymi sprawami. Uważam, że bliższa ciału koszula, czyli zarządzanie firmą, w której pracuję. Polityce kibicuję, ale nie chciałbym oceniać ani swoich poprzedników, ani obecnego ministra. Pewnie ma jakieś swoje ograniczenia.

Jakie?

Minister Jasiński nie jest zwolennikiem prywatyzacji. To jego ograniczenie wewnętrzne. Obecny układ polityczny też się jej sprzeciwia, dlatego minister znalazł osobę realizującą jego program. Rząd AWS-UW miał w swym programie szybką prywatyzację i mnie powierzył to zadanie. Nie tworzyłem programu. Jedynie się do niego dostosowałem. I uważam to za normalne.

Zaniechanie prywatyzacji to dobre rozwiązanie dla gospodarki?

Odpowiedź jest oczywista: zdecydowanie niedobre. Im mniej państwa w gospodarce, tym lepiej. Nie mam wątpliwości. Zaniechanie prywatyzacji psuje też politykę, bo politycy zajmują się nie tym, co trzeba i tracą z pola widzenia istotne problemy. Próbują mieszać w gospodarce, zamiast tworzyć dobre ustawy i spójny system prawny sprzyjający rozwojowi gospodarczemu. Tymczasem wiele przedsiębiorstw państwowych, których prywatyzacja stanęła pod znakiem zapytania lub została wstrzymana, traci swoją być może niepowtarzalną szansę na dalszy rozwój i podniesienie konkurencyjności, jakie w wyniku prywatyzacji dałoby im pozyskanie nowego kapitału czy know-how.

Ile pan sprywatyzował firm?

Nie pamiętam. Nie robiłem tego dla wyniku. Tak wyszło, że najwięcej. Najtrudniejsze i największe branże. Później się mówiło, że to łatwizna. Ale to nieprawda. Trzeba prywatyzować w dobrym momencie. Dzisiaj przekształcenie na przykład Huty Katowice czy później Polskich Hut Stali byłoby łatwe. W tamtym czasie pomimo kilkuletnich starań nie udało się tego zrobić.

A sprzedaż Telekomunikacji Polskiej?

Czasami zarzuca mi się, że sprzedając akcje Telekomunikacji Polskiej, pozbyłem się firmy, która miała monopolistyczną pozycję na rynku. Przypomnę, że wtedy, czyli siedem lat temu, uzyskaliśmy od inwestora 38 zł za akcję, a dzisiaj są one notowane na giełdzie po około 20 zł. Najwyraźniej widać, że trafiłem w idealny moment. Wówczas pieniądze zasiliły budżet. Gdybym w nieskończoność przeglądał tysiąc kolejnych analiz i wahał się, to nie osiągnąłbym sukcesu.

Jak ocenia pan swoje decyzje prywatyzacyjne z perspektywy czasu?

Sądzę, że były to najlepsze decyzje, jakie mogłem wówczas podjąć i czas to potwierdzi. Nawet powszechnie krytykowane przekształcenia zrobiliśmy dobrze, na przykład Domów Towarowych Centrum (DTC). To była dobrze zrobiona, najbardziej profesjonalna prywatyzacja. Uratowała firmę i kilka tysięcy miejsc pracy. Nie sprawdziły się przepowiednie, że DTC zostaną wyburzone, a tereny sprzedane deweloperom. Inwestor zainwestował więcej, niż zobowiązał się w umowie. Również prywatyzacja LOT-u z udziałem szwajcarskiej firmy budziła wątpliwości. Tymczasem zaoferowali oni znacznie więcej niż konkurenci. Wybór innego inwestora oznaczałby dla mnie nie tylko Trybunał Stanu, ale też kryminał. Zaproponowali wyższą cenę, zakładali rozwój LOT-u, dopuszczali polskie kierownictwo do zarządzania. Nie ma znaczenia, że później właściciel upadł, bo nie zaszkodziło to funkcjonowaniu LOT-u. Teraz widać, że ta firma się rozwinęła i wzmocniła. Z pewnością jednak nie udało mi się uniknąć drobnych błędów, ale nie myli się tylko ten, kto nic nie robi.

Czego pan nie zrobił jako minister skarbu?

Wydaje mi się, że zrobiłem wystarczająco dużo. Więcej nie mogłem. Żałuję, że nie sprywatyzowałem hutnictwa, ale wtedy nie było szans. Wyznaję pewną ekonomię prywatyzacji. Nakład pracy włożony w przekształcenie małej czy dużej spółki jest taki sam, ale stosunek efektu do nakładu przy prywatyzacji dużej firmy — kilkaset razy większy. Dlatego skoncentrowałem się na dużych przedsiębiorstwach, bo one narzucają kształt gospodarce.

Potem pana ostro krytykowano.

Nie lubili mnie przeciwnicy sprywatyzowanej gospodarki, ponieważ przekształcałem duże firmy mające największy wpływ na gospodarkę, oraz zajmowałem się przedsiębiorstwami, które ciągnęły państwo w przepaść. A politycy największe zakusy mają na sterowanie firmami zatrudniającymi tysiące pracowników. Bo zyskują przychylność, gdy nacisną tu i tam i coś załatwią. To daje ileś szabel wyborczych. W kampanii można opowiadać, ile dobrego zrobiło się dla zakładu, czyli manipulować elektoratem. Uważam, że politykom bardziej zależy na wpływaniu na decyzje pozornie korzystne gospodarczo, na stwarzaniu uprzywilejowanych sytuacji dla poszczególnych branż niż na kilku stanowiskach w radach nadzorczych. O to chodzi lokalnym politykom, a wielka polityka polega na tym, aby podczas wyborów można było powiedzieć: pomogliśmy branży, głosujcie na nas.

Zarządza pan spółką giełdową. Co radziłby pan teraz ministrowi Jasińskiemu?

Jeśli postanowił, że nie ma nic do prywatyzowania, to radziłbym zamknąć tę instytucję

Ministerstwo skarbu?

Tak. Jeśli ma ono funkcjonować bez prywatyzacji, prowadzić tylko jakieś inwentaryzacje, to należy je zlikwidować. Można powołać jakiś departament w resorcie finansów lub gospodarki, który zajmie się ewidencją majątku. Utrzymywanie całego aparatu tylko do zarządzania majątkiem skarbu państwa nie ma sensu.

Ale ten majątek jest porównywalny z fortuną Billa Gatesa.

Proszę zwrócić uwagę, że szef resortu skarbu państwa nie zarządza drogami, bo one są akurat w gestii ministra infrastruktury, a górnictwo w gospodarce itd. On zarządza tylko akcjami i prawami z akcji spółek skarbu państwa, które są mu przypisane.

Co dzisiaj by należało sprywatyzować? Górnictwo?

Każdą prywatyzację poprzedzaliśmy dokładnymi analizami. Dzisiaj nie mam takiej wiedzy. Należy odpowiedzieć sobie na pytanie, co chce się osiągnąć. Przykładem niech będzie PKO BP. Przeprowadzono częściową prywatyzację bez udziału inwestora strategicznego Efekty: państwo utraciło część wpływów z dywidendy, spółka nadal jest pod wpływem polityków, a zarząd banku bardziej się zajmuje tym, kto teraz rządzi krajem niż kierowaniem firmą.

Politycy po raz kolejny boją się najazdu górników na Warszawę.

To normalne. Ale jeśli ktoś chce objąć władzę nad branżą górniczą, musi się liczyć, że będzie mieć do czynienia z górnikami. Kiedy branżę się sprywatyzuje, to nie przyjadą pod Sejm.

AWS była prawicowa. Podobnie PiS. Ale podejście do prywatyzacji absolutnie różne.

Nie wiem, czy PiS w zakresie gospodarki jest partią prawicową. Jego program jest bardziej lewicowy niż prawicowy. Etatyzm, czyli ingerencja państwa, to klasyka lewicy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maria Trepińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Skończcie z tą fikcją