Skup jabłek wpędził w kryzys zamiast go zażegnać

Skupujący jabłka twierdzą, że bankrutują, bo spółka Eskimos im nie zapłaciła, a sami pozaciągali kredyty, by zapłacić sadownikom. Słychać o pierwszym pozwie. Wśród wierzycieli są też przetwórnie

To najgorętszy sezon sadowniczy od lat, bijący chyba ten, kiedy Rosja ogłosiła embargo. Najpierw w związku z klęską urodzaju i bardzo niskimi cenami część sadowników przyznawała wręcz, że zostawia jabłka na drzewach, bo nie opłaca ich się zbierać, a o pracowników też jest coraz trudniej. Po zbiorach (lub ich braku) było jeszcze bardziej gorąco — w październiku Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa, ogłosił pomoc dla rolników, polegającą na skupie większych wolumenów owoców z rynku i przeznaczeniu ich na przerób, a koordynować go miała spółka Eskimos — branża podnosiła, że wybór tego podmiotu jest niejasny. Potem pojawiły się opóźnienia w płatnościach, co przyznawał sam Eskimos, informując na swojej stronie o „problemach administracyjnych niezależnych od spółki”. Wypłaty za towar w końcu ruszyły, ale znowu się zatrzymały. Właściciele punktów skupu, którzy podjęli się współpracy z Eskimosem, nie przebierają w słowach i środkach.

Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP i poseł, przyznaje,
że sprawa jest powszechnie znana, tzn. kolejni przedsiębiorcy podnoszą, że nie
dostali pieniędzy za przeprowadzony skup, i będzie na razie interweniował na
poziomie sejmowej komisji rolnictwa.
Wyświetl galerię [1/2]

PRZYBYWA SKARG:

Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP i poseł, przyznaje, że sprawa jest powszechnie znana, tzn. kolejni przedsiębiorcy podnoszą, że nie dostali pieniędzy za przeprowadzony skup, i będzie na razie interweniował na poziomie sejmowej komisji rolnictwa. Fot. Marek Wiśniewski

Publiczna gwarancja

— Do mnie zgłosiło się kilka firm, którym nie zapłacono kwot rozpoczynających się od kilkuset tysięcy w górę, ale wiem — choć już nie bezpośrednio — o wielu innych. Cała branża huczy. Będę podejmował ten temat na komisji rolnictwa i domagał się wyjaśnień — mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP i poseł.

Właściciel tylko jednego z takich podmiotów zdecydował się mówić pod nazwiskiem. Przyznaje, że jest zdeterminowany, by odzyskać pieniądze.

— Składam doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa przez ministra Ardanowskiego w zmowie z zarządem firmy Eskimos z tytułu art. 286 Kodeksu karnego. Nie podpisałbym umowy z Eskimosem, gdyby nie publiczne deklaracje ministra odnośnie organizacji tego skupu. Nie dostałem pieniędzy za zrealizowany skup w grudniu i styczniu — dziś zadłużenie sięga 550 tys. zł. Niektórym sadownikom zapłaciłem wykorzystując kredyt firmowy, sam nie umiem odzyskać pieniędzy. Eskimos odsyła mnie do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR), który ma blokować wypłatę pieniędzy [KOWR był gwarantem przedsięwzięcia, żeby BOŚ — o którym mowa dalej, mógł udzielić kredytu — red.]. KOWR odsyła mnie do banku BOŚ [który podpisywał umowę na kredytowanie skupu jabłek — red.] i twierdzi, że to bank blokuje dokumenty, a w banku usłyszałem, że nie jestem stroną w sprawie. Wiele razy już słyszałem, że będę mieć już na pewno pieniądze na koncie. Nie mam — mówi Mirosław Drab z Dra-For.

Podobną historię prezentuje inny z prowadzących skup.

— Wziąłem kredyt i zapłaciłem sadownikom. Teraz sam walczę o odzyskanie ponad 500 tys. zł. Jest nas wielu, słyszymy, że pieniądze będą w poniedziałek. Tylko że takich „poniedziałków” było już sporo. Nikt nie chce z nami rozmawiać, jesteśmy odsyłani i zbywani, a firma jest w stanie rozkładu — mówi.

Sąd, a nie minister

Te same pytania o przyczyny opóźnienia w płatnościach, skalę opóźnień i wielkość zadłużenia wysłaliśmy do resortu rolnictwa, KOWR i spółki Eskimos. Odpowiedziało tylko ministerstwo. „Ze względu na trudną sytuację producentów jabłek, wynikającą z bardzo niskich cen oferowanych na rynku tych owoców przez przemysł przetwórczy (tj. głównie producentów koncentratu soku jabłkowego i samego soku jabłkowego), minister rolnictwa i rozwoju wsi zwrócił się z apelem do przedsiębiorców przetwarzających jabłka o przeprowadzenie skupu po godziwych cenach, argumentując, że poziom oferowanych wówczas cen często nie gwarantował zwrotu poniesionych kosztów produkcji i w rezultacie zagrażał płynności finansowej wielu gospo darstw sadowniczych.

Apel ten spotkał się z pozytywnym odzewem ze strony przedsiębiorców wdrażających w życiu gospodarczym zasady społecznej odpowiedzialności biznesu, deklarujących przeprowadzenie skupu jabłek po 0,25 zł za kg w ilości co najmniej 500 tys. ton. Choć przedsiębiorcy, o których mowa, nawiązując do prowadzonej przez nich kampanii skupu surowca, używają sformułowania »skup interwencyjny«, co u niektórych może budzić skojarzenie z bezpośrednim zaangażowaniem państwa w taką działalność, to należy podkreślić, że decyzja o jej przeprowadzeniu należała wyłącznie do tych przedsiębiorców, a tym samym nie ma charakteru mechanizmu administrowanego ani finansowanego przez rząd. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie ma uprawnień do monitorowania ani kontroli prowadzonej przez przedsiębiorców działalności gospodarczej, polegającej na skupie i przetwórstwie owoców, a w konsekwencji nie dysponuje informacjami na temat terminów płatności lub innych warunków umów zawartych pomiędzy poszczególnymi kontrahentami” — odpisało na nasze pytania biuro prasowe resortu rolnictwa.

Na początku października zeszłego roku w rozmowie m.in. z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Krzysztof Ardanowski deklarował, że „aby pomóc sadownikom w tej trudnej sytuacji, podjęliśmy decyzję, że we współpracy z kilkoma polskimi firmami skupimy z rynku te 500 tys. ton jabłek”. Teraz biuro prasowe jego resortu dodaje do swoich wyjaśnień, że „jedną z podstawowych zasad przy zawieraniu umów, jest swoboda ich zawierania — przejawia się ona nie tylko swobodą kształtowania treści umowy, lecz także swobodą wyboru kontrahenta oraz decydowania o tym, czy umowę zawrzeć (…) Strony umowy mają możliwość ustalania terminów wykonania umowy, a w przypadku opóźnień można domagać się wykonania umowy, dochodzić kary umownej lub odpowiedzialności za szkodę na podstawie art. 491 Kodeksu cywilnego. Z naszych informacji wynika, że pieniędzy nie otrzymały nie tylko punkty skupu, lecz także przetwórnie, które zdecydowały się przerobić skupiony towar. Tu nie udało nam się namówić jednak nawet jednego przedsiębiorcy na rozmowę pod nazwiskiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu