Śmieci spędzają sen z powiek zarządcom

opublikowano: 09-03-2020, 22:00

Właściciele stołecznych biurowców boją się kar za niewłaściwą segregację odpadów i narzekają na współpracę z narzuconymi przez miasto odbiorcami

Od 1 marca w Warszawie obowiązują przepisy o segregacji odpadów na pięć frakcji w budynkach komercyjnych. Łączna powierzchnia biurowa w stolicy to prawie 5,6 mln m kw.

KORPOŚMIECI:
KORPOŚMIECI:
Od marca odpady powstające na milionach metrów kwadratowych warszawskich biurowców trzeba wrzucać do pięciu różnych pojemników. Zarządcy mają ból głowy.
Fot. WM

— Dotychczas segregowaliśmy śmieci na trzy frakcje: papier, plastik plus metal i pozostałe. Obecnie informujemy najemców o konieczności wyodrębnienia pięciu grup odpadów i organizujemy szkolenia. Kosze przy biurkach służą nam tylko do odpadów papierowych, a pozostałe nosimy do pięciu pojemników we wspólnej kuchni — mówi Magdalena Oksańska, dyrektor działu compliance w firmie Knight Frank (KF), doradzającej na rynku nieruchomości komercyjnych i zarządzającej m.in. ponad 40 biurowcami.

Firmy odbierające odpady będą weryfikować, czy śmieci są odpowiednio posortowane. Ekspertka z niepokojem obserwuje efekty segregacji w budynkach mieszkalnych. Obawia się, że biurowcom trudno będzie uniknąć kar.

— System weryfikacji i nakładania kar pozostawia wiele wątpliwości. Czas pokaże, jak zadziała w praktyce — mówi Magdalena Oksańska.

Pułapka w pojemniku

Zdaniem Anny Olszewskiej, zarządcy biurowca Plac Bankowy 1, segregowanie wcale nie jest takie proste, bo np. do kontenera na papier nie mogą być wyrzucane papierowe ręczniki i chusteczki higieniczne, a do plastiku — opakowania po olejach. Z kolei w odpadach bio nie powinny się znaleźć kości. Niestety nie wszyscy dokładnie czytają instrukcje, gdzie i co powinni wyrzucać. Sprawa się komplikuje, gdy wśród najemców biurowych są np. restauracja, sklep lub salon kosmetyczny.

— Trudność w przypadku budynków biurowych polega na zmobilizowaniu najemców do prawidłowej segregacji odpadów. Wystarczy, że w pojemniku na odpady bio znajdzie się karton, a firma odbierająca śmieci nie chce ich zabrać. Pozostawia na kontenerze naklejkę „niezgodne z segregacją” i wysyła po źle posegregowane odpady inną śmieciarkę, co generuje dodatkowe, niemałe koszty. Nasi pracownicy wciąż więc muszą sprawdzać, czy śmieci są prawidłowo segregowane i wrzucane do odpowiednich pojemników — mówi Anna Olszewska.

Powódź świetlówek

Dużym wyzwaniem dla zarządców jest również system BDO (elektroniczna baza danych o produktach oraz gospodarce odpadami). Okazuje się, że urzędnicy nie nadążają z rejestrowaniem firm. Wciąż brakuje pełnych informacji, jakie podmioty powinny znaleźć się w systemie, oraz wytycznych, co robić z produktami niebezpiecznymi.

— W naszym przypadku chodzi przede wszystkim o zużyte świetlówki, które do momentu zmiany ustawy odbierały od nas firmy zajmujące się recyklingiem elektrośmieci. Teraz nie ma informacji, gdzie zarejestrować odbiór świetlówek, więc sterta rośnie. Jeśli problem nie zostanie rozwiązany w najbliższym czasie, nie będziemy mieli gdzie ich przechowywać — mówi Anna Olszewska.

Uważa, że podobne problemy mogą mieć działające w biurowcu zakłady fryzjerskie, które z kolei powinny rejestrować i przekazywać do utylizacji szkodliwe substancje chemiczne.

Dyktat odbiorcy

Zarządcy z KF jako największą bolączkę związaną z odpadami wskazują trudności w porozumieniu się z firmami odbierającymi je w imieniu samorządów.

— W Warszawie budynki w centrum obsługuje MPO, które wymusza na nas niepotrzebne działania. Nie odbiera np. odpadów z pomieszczeń w podziemnych parkingach, a przecież nie możemy wystawić ich na jezdnię i zatamować ruchu, czekając od 6 rano, aż przyjedzie śmieciarka. Firma odbiera śmieci według harmonogramu — w jednym terminie papier, w innym szkło itd. — nie zważając na specyfikę gromadzenia się odpadów typową dla danego budynku i jego najemców czy też wielkość pomieszczenia na odpady, nierzadko zaprojektowanego wiele lat temu. Wreszcie zdarza się, że w wyznaczonymterminie nie odbiera odpadów w ogóle i zalewa nas powódź śmieci — mówi Magdalena Oksańska.

Judyta Motyka, specjalista ds. komunikacji społecznej MPO, odpowiada, że zastrzeżenia klientów przedsiębiorstwa „wynikają wprost z przepisów Regulaminu utrzymania czystości i porządku w m.st. Warszawie, przyjętego uchwałą Rady m.st. Warszawy z dnia 18 lutego 2018 r.”. Magdalena Oksańska ma nadzieję, że sytuacja zmieni się po 6 września. Zgodnie z ustawą do tego czasu samorządy muszą wprowadzić regulamin umożliwiający zarządcom nieruchomości komercyjnych wybór firmy odbierającej odpady.

W Łodzi taki regulamin już obowiązuje i sytuacja biurowców jest o niebo lepsza. Odpady trzeba będzie oczywiście rejestrować w BDO. Nie wiadomo też, czy ceny prywatnych firm będą konkurencyjne w stosunku do miejskich stawek. Magdalena Oksańska liczy jednak na poprawę jakości usług i elastyczność umów.

Jak w mieszkaniach

Te same problemy dostrzega Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus, zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami mieszkaniowymi w Warszawie. Do listy dopisuje rosnące ceny odbioru odpadów. Jego zdaniem wielu mieszkańców wciąż jest bardzo pozytywnie nastawionych do „rewolucji śmieciowej” i z chęcią segreguje odpady, chcąc być „eko”. Rośnie jednak grupa właścicieli mieszkań nastawionych sceptycznie.

— Trudno się dziwić. Ceny usług wciąż rosną, a przecież celem segregacji pierwotnie miało być zahamowanie podwyżek. Tymczasem żaden z mieszkańców takiej marchewki jeszcze się nie doczekał. Miasto nie wykazuje chęci pomocy i wsparcia mieszkańców, a firmy odbierające śmieci są świadome, że mają monopol, i nastawione na zysk — mówi Mariusz Łubiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Berłowski

Polecane