Hala Stulecia

Znany zabytkowy obiekt we Wrocławiu, zwany perłą modernizmu, zaprojektował wybitny architekt Max Berg. Już na etapie konceptu budynek znacznie wyprzedzał swoje czasy. Został otwarty w 1913 r., a żarliwej mowy inauguracyjnej wysłuchało 6000 gości. Niespełna sto lat później został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wraz z pozostałymi elementami kompleksu – Wrocławskim Centrum Kongresowym, Pergolą i fontanną multimedialną czy placem pod Iglicą tworzy przestrzeń rekreacyjną, której nie sposób nie docenić. Godzinami można snuć się po okolicy, wpaść do pobliskiego zoo czy Ogrodu Japońskiego, pić kawę w którejś z rozlicznych kawiarni, przysiąść na ławce lub rozłożyć koc na trawniku.
– Jestem rodzinnie związana z tym miejscem. Tu pracował mój dziadek, a potem mama. Polecali mi najciekawsze wydarzenia kulturalne, które odbywały się w Hali Stulecia. I ja, i mąż jesteśmy rodowitymi wrocławiakami, więc przychodzimy tu od lat i mamy wiele wspomnień związanych z tym miejscem – wtrąca Katarzyna Heider-Pryjma.
Starają się z mężem regularnie uczestniczyć w organizowanych w hali interesujących koncertach i imprezach. Od pewnego czasu przychodzą z synem, bo chcą go zarazić miłością do tej budowli i jej okolic. Na szczęście nie jest to trudne, raczej niełatwo się zdecydować, którą z licznych atrakcji uznać za najciekawszą.
– Nie przegapiliśmy żadnego ważnego koncertu czy wydarzenia multimedialnego, które tu miało miejsce. Szczególnie zapamiętaliśmy wspaniały koncert muzyki filmowej Hansa Zimmera, bo to było jedno z naszych pierwszych samotnych wyjść po narodzinach dziecka – wspomina Marcin Pryjma.

Mieszkańcy Wrocławia i turyści chętnie odwiedzają tereny Hali Stulecia.
– Uwielbiamy pić tam kawę, obserwować ludzi i w ten sposób szukać inspiracji do nowych projektów w naszej firmie. Od lat polecamy te miejsca wszystkim znajomym, którzy przyjeżdżają do Wrocławia – mówią właściciele Bombshe.
Restauracja Sapori Italiani

Przy ulicy Granicznej 2a znajduje się wyjątkowa włoska restauracja oddalona od zgiełku miasta, ukryta za centrum handlowym.
– Znaleźliśmy ją przez przypadek i od razu się w niej zakochaliśmy. Co nas przyciągnęło? Chyba ten klimatyczny ogródek pokryty piaskiem i zawieszone wkoło światełka. Mieszkamy niedaleko, pewnego dnia wracaliśmy do domu i postanowiliśmy wstąpić tam na chwilę. Odtąd jesteśmy stałymi bywalcami – opowiadają małżonkowie.
Przyznają, że czasem zdradzają Sapori na rzecz innych restauracji, ale zawsze wracają. Zdarza się im nawet wyrwać wolną chwilę w dzień powszedni, by wpaść tu na szybki obiad, coś zjeść i przegadać tematy związane z produkcją i bieżącymi sprawami w firmie. Właściciele Bombshe podkreślają, że restaurację prowadzą pasjonaci kuchni włoskiej, którzy używają naturalnych produktów i starają się, by wszystko nie tylko świetnie smakowało, lecz także wyglądało.
– Uwielbiam nieco orientalną pizzę pere e noci z gruszkami i orzechami, a Marcin ostrzejszą diavolę – mówi Katarzyna Heider-Pryjma.
– Jesteśmy maniakami pizzy. Sobota – dzień rodzinny – oznacza dla nas wyjście na pizzę właśnie tam. Ale czasem urywamy się też z żoną do Sapori na randki we dwoje – ujawnia Marcin Pryjma.
Wieczorem w lokalu gra muzyka na żywo, można się zrelaksować i zapomnieć, że się mieszka w dużym mieście. Odbywają się też koncerty i pokazy filmów.
– Niestety trudno nam na nie dotrzeć, bo mamy małe dziecko, ale doceniamy, że ktoś wkłada w to miejsce kawał serca – twierdzą.
Plac Solny

To słynne, historyczne miejsce. Plac Solny został wytyczony już w XIII w. Uwagę zwraca gmach Starej Giełdy, budynek dawnej apteki Pod Maurem i inne zabytkowe kamienice. To miejsce kryjące wiele tajemnic. Na przykład nie każdy wie, że pod nim znajduje się świetnie zachowany niemiecki schron przeciwlotniczy z czasów II wojny światowej. A nazwa placu pochodzi od pierwotnej funkcji – aż do XIX w. handlowano tu solą.
– A dziś głównie kwiatami. Dlatego z tym miejscem wiążą się nasze osobiste wspomnienia. Na placu Solnym umawialiśmy się na pierwsze randki. Na jednym ze straganów kupiłem przyszłej żonie wielki bukiet róż – mówi Marcin Pryjma.
– Nadal kupujemy czasem małe bukieciki do domu. Można tu dostać kwiaty 24 godziny na dobę, co jest wygodne, jeśli ktoś przegapił godzinę zamknięcia kwiaciarni, a chce zaimponować dziewczynie – śmieje się Katarzyna Heider-Pryjma.
Nie trzeba jednak kupować kwiatów, wystarczy tylko iść tam na spacer, żeby nasycić się ich widokiem, zapachem, kolorami. A dookoła są kawiarenki, można usiąść na kawę i kontemplować plac.
– Lubimy to robić i – podobnie jak pod Halą Stulecia – obserwować przechodzących ludzi, podpatrywać, co noszą, i w ten sposób czerpać pomysły do własnych projektów odzieżowych – przyznają właściciele marki Bombshe.
Park Południowy

To kolejne wyjątkowe miejsce z ciekawą historią, które chętnie odwiedzają. W 1877 r. zamożny kupiec i filantrop Julius Schottländer podarował miastu 25 hektarów ziemi, które przez kilkanaście lat zmieniły się w malowniczy park krajobrazowy.
– Uwielbiamy klimatyczny staw, w którym pływają łabędzie i kaczki. I kameralną restaurację Agawa, do której też często jeździmy. Można w niej pysznie zjeść i po prostu odpocząć, podziwiając parkową panoramę – mówią małżonkowie.

Latem w parku działa kino, można obejrzeć dobre filmy. To bardzo zadbane, klimatyczne miejsce z przepiękną zielenią. Atrakcyjne dla botaników, bo rosną tu ciekawe rośliny, ale też dla tych, którzy lubią sport – można tu jeździć na rolkach, grać w badmintona.
– Tu jedliśmy jeden z pierwszych rodzinnych obiadów z rodzicami Kasi… Piękne okoliczności przyrody pozwoliły nam złagodzić stres! Do dziś często tam jeździmy, także z naszym dzieckiem. Bo to wymarzona przestrzeń na rodzinne spacery – kończy Marcin Pryjma.
