Spieszcie się po kredyty walutowe

(ET)
24-09-2010, 16:50

Słychać już łabędzi śpiew kredytów walutowych. Nadzór jest bardziej niż zdeterminowany, żeby ograniczyć do nich dostęp. Dla dobra wszystkich.

Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, że Komisja Nadzoru Finansowego da się ugłaskać w spawie ograniczeń szykowanych dla walutowych kredytów mieszkaniowych, to po piątkowej konferencji, zorganizowanej przez KNF właśnie, poświęconej rekomendacji S kwadrat powinien się ich pozbyć. Więcej – powinien się cieszyć, że nadzór, idąc śladem Austrii np. w ogóle nie zakaże ich udzielania.

- Jeśli nie podejmie się zdecydowanych środków, które nie przywrócą wpływ NBP na wzrost akcji kredytowej, to znajdziemy się na drodze do zepchnięcia polskiej gospodarki ze ścieżki zrównoważonego wzrostu. Mamy dwa wyjścia: albo zakazać kredytów walutowych, albo zaproponować rozwiązanie kompromisowe. To 50 proc., które jest tak strasznie krytykowane jest takim rozwiązaniem. Daje możliwość kredytowania, ale zachowuje wpływ NBP na wzrost akcji kredytowej – mówi prof. Andrzej Sławiński, były członek RPP, obecnie doradca przewodniczącego KNF.

50 proc. to maksymalny poziom ekspozycji banków na kredyty walutowe w stosunku do całego portfela. Innymi słowy, nadzorca chce, żeby w portfelu kredytowym, waluta nie stanowiła więcej niż połowę jego wartości. Kto go przekroczy, nie będzie mógł pożyczać inaczej niż w złotówkach, do momentu, gdy poziom waluty nie spadnie poniżej 50 proc.

Wnosząc z tonu wypowiedzi zaprezentowanych podczas konferencji, nie wydaje się, aby bankom udało się utargować zastosowanie 50-procentowego limitu tylko do nowej sprzedaży. Andrzej Kotowicz, eksport z Departamentu Nadzoru Sektora Bankowego Pionu Nadzoru Finansowego KNF nie kryje, że jest za całkowitym wyeliminowaniem kredytu walutowego.

- Kredytowanie w walucie to naprawdę nie jest dobry pomysł – mówił podczas konferencji.

Na poparcie tej tezy przedstawił prezentację, przekonując, że wbrew powszechnym opiniom kredyt walutowy wcale tak dobrze się nie zachowuje. Gross z nich klienci zaciągnęli w szczycie hossy, kiedy kursy walutowe były dla nich korzystne, ale ceny nieruchomości wywindowane gorączką koniunktury.

- Coraz wyraźniejsze są sygnały narastania problemów z obsługą kredytów – mówi Andrzej Kotowicz.

To prawda, że statystycznie kredyty mieszkaniowe, a walutowe w szczególności, spłacają się bardzo dobrze, ale odpisy na kredyty stracone wyraźnie rosną. W I kwartale 2009 r. wyniosły one niewiele ponad 100 mln zł, w drugim rezerwy odchodziły już pod 200 mln zł. W tym roku, dla porównania, w I kwartale banki odpisały tyle co w II kwartale roku ubiegłego, a w całym półroczu już 500 mln zł.

Andrzej Kotowicz zwraca uwagę na ryzyko systemowe, czyli dotyczące całej gospodarki, związane z nadmiernym złudzeniem w walucie, sektorowe, wymierzone w banki, oraz zagrożenia dla poszczególnych klientów.

- Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby dostępność do kredytów walutowych została maksymalnie ograniczona – mówi Andrzej Kotowicz.

Przedstawiciele nadzoru uchylili się od pytania kiedy nowe rozwiązania wejdą w życie.

- Moim zdaniem nie ma ryzyka, że rekomendacja zostanie wprowadzona w sposób nieostrożny – powiedział prof. Sławiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (ET)

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Spieszcie się po kredyty walutowe