Spółki PGNiG zarabiają na łupkowym boomie

Anna Bytniewska
opublikowano: 03-02-2011, 00:00

Portfele Geofizyki Kraków i Geofizyki Toruń mocno rosną. Nadchodzą jednak rywale z zagranicy.

Portfele Geofizyki Kraków i Geofizyki Toruń mocno rosną. Nadchodzą jednak rywale z zagranicy.

Coraz więcej firm próbuje szukać gazu łupkowego nad Wisłą. I to już widać w bilansach dwóch spółek, które zajmują się pierwszym etapem prac poszukiwawczych. To Geofizyka Kraków i Geofizyka Toruń, które prowadzą badania geologiczne. Obie należą do Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) i obie na brak zamówień nie narzekają.

Łupkowe eldorado

— W 2010 r. wartość kontraktów wyniosła 160-170 mln zł. To o 20 proc. więcej niż w 2008 r. — mówi Leopold Sułkowski, prezes Geofizyki Kraków.

To efekt zwiększonej aktywności firm wydobywczych: zarówno PGNiG, jak i zagranicznych firm z branży, które przyciągnęły informacje o potencjalnych zasobach gazu łupkowego w naszym kraju, ocenianych na 1,5–3 bln m sześc.

— Szacujemy, że w 2011 r. nasze przychody na polskim rynku wzrosną o kolejne 20 proc. w porównaniu z 2010 r. — twierdzi Leopold Sułkowski.

Geofizyka Kraków szuka złóż węglowodorów m.in. dla Orlen Upstream, PGNiG, BNK, Aurelian Oill Gas, Oculis Energy czy Strzelecki Energia. Geofizyka Toruń także ma się czym pochwalić. Prowadzi prace na rzecz PGNiG, ExxonMobil, Chevronu czy FX Energy. Jej klientem była też firma Lane Energy, która jako pierwsza w Polsce rozpoczęła wiercenia w łupkach.

— W latach 2008 i 2009 nasze przychody na polskim rynku kształtowały się na poziomie 100 mln zł. W 2010 r. wyniosły 147 mln zł. W 2011 r. chcemy utrzymać je na podobnym poziomie — mówi Maciej Górski, prezes Geofizyki Toruń.

Spółka liczy m.in. na kontrakt z firmą DPV, należącą do Emfeszu. Kilka lat temu próbowała wywalczyć kontrakt na dostawy gazu dla Puław, jednego z największych odbiorców surowca w Polsce.

Polska rzeczywistość

Bezkonkurencyjne do tej pory w Polsce Geofizyka Kraków i Geofizyka Toruń muszą jednak liczyć się z tym, że pojawi się coraz więcej chętnych, z którymi trzeba dzielić rynek.

— Odnotowaliśmy dwa przetargi ogłoszone przez amerykańskich inwestorów, w których udział wzięły dwie zagraniczne firmy i wygrały — mówi Leopold Sułkowski.

Jego zdaniem, polskim firmom łatwiej jednak poruszać się w naszej rzeczywistości, a nie jest ona łatwa.

— Problemem, z jakim najczęściej boryka się branża, jest konieczność ingerowania w środowisko naturalne i społeczne, a przepisy dotyczące ochrony środowiska są rygorystyczne. Również lokalne społeczności chcą wiedzieć, jakie skutki dla nich wywoła działalność branży. Za każdym razem przed rozpoczęciem prac na danym terenie musimy uzyskać akceptację mieszkańców, co jest bardzo trudne — mówi Leopold Sułkowski.

— Przygotowania związane z uzyskaniem prawa wejścia na teren trwają często dłużej niż sama realizacja projektu — twierdzi Maciej Górski, prezes Geofizyki Toruń.

Gazowe zagłębie

Zainteresowanie koncernów wydobywczych poszukiwaniami gazu w Polsce pojawiło się, kiedy gruchnęła wieść, że nasz kraj ma podobną strukturę geologiczną co Teksas, a więc jest duże prawdopodobieństwo, że niekonwencjonalne złoża gazu w naszym kraju będzie można eksploatować. Wyobraźnię rozpalał fakt, że USA, które są liderem w tej dziedzinie, znacznie ograniczyły import gazu. W Polsce takie złoża rozciągają się od środkowego Pomorza przez Mazowsze i Lubelszczyznę. W ciągu dwóch lat wydano 11 koncesji na poszukiwania gazu w złożach niekonwencjonalnych oraz 59 koncesji na poszukiwania gazu w złożach niekonwencjonalnych i konwencjonalnych. Główny geolog kraju szacuje zasoby tych pierwszych na 1,5-3 bln m sześc. paliwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane